suspensorium mieszek
Francesco Beccaruzzi, rycina zarazy przypisywana Albrechtowi Durerowi

Suspensorium: męska maseczka w pandemii syfilisu

przeczytasz w 11 min

Właśnie kiedy mężczyźni uczyli się nosić spodnie, przyszła potrzeba chronienia kosztowności przed skutkami zarazy. Tu na arenę wchodzi suspensorium.

Kiedy pandemia koronawirusa postawiła nas przed koniecznością (popartą prawnym obowiązkiem) noszenia maseczek, wielu twierdziło, że wyraźnie jak nigdy widzimy nowy typ człowieka. Człowieka, dla którego tak ważna jest osobista wolność podyktowana komfortem, że pod żadnym pozorem nie będzie on zasłaniał ust i nosa maseczką. Stanęliśmy przed problemem: jak przekonać tych ludzi – jak mówią dowody anegdotyczne, najczęściej mężczyzn – do troski o wspólne dobro.

Tymczasem odpowiedź mieliśmy, jak się okazuje, zawsze przed oczami. No, niekoniecznie przed oczami – mieliśmy ją na wysokości pasa. Wystarczy przejść się do dowolnego muzeum pokazującego XVI-wieczne portrety, by natknąć się na ślad czasów, kiedy mężczyźni uczynili z maseczek obowiązującą modę. Wystarczyła prosta sztuczka: powiedzieć im, że siusiak im odpadnie.

suspensorium

Suspensorium: renesansowa maseczka

Dziś suspensorium to gadżet znany zwłaszcza adeptom co brutalniejszych sztuk walk. Czy jest to dokładnie to samo „urządzenie”, które rozpowszechniło się na samym początku XVI wieku? Niedokładnie wiadomo. Ale według jednej z hipotez nie tylko tak jest, lecz także dobrze pokazuje jeden z dziwnych aspektów mody. Bywa ona bowiem rodzajem zbiorowego alibi, żeby kryć dupków wśród swoich.

Być może nigdy nie dowiemy się, czy syfilis jest zemstą rdzennych mieszkańców Ameryk za ich niefortunne „odkrycie” przez Krzysztofa Kolumba. Nie wszyscy się z tym zgadzają. Według innych wersji bakteria dostała się drogą lądową, być może z terenów Egiptu i zmutowała tak, że zanim populacja nabrała względnej odporności, a lekarze znaleźli środki zaradcze, przez kilka dziesiątków lat była to poważna, śmiertelna epidemia. Z tym, że przenoszona drogą płciową, co w XVI wieku było umiarkowanym pocieszeniem.

Zbieżność dat jednak daje do myślenia. Hiszpański lekarz Ruy Diaz de la Isla sam zanotował, że kiedy załoga Kolumba wróciła w sierpniu 1493 roku do Barcelony, leczył marynarzy na syfilis. Choroba ta była wręcz stworzona do rozprzestrzeniania się po portach, wkrótce więc opanowała basen Morza Śródziemnego. W Neapolu załapała ją armia francuska (dziś syfilis nazywamy francą) i umarł na nią sam król Karol VIII. Zanim wkroczyliśmy w oświecony wiek XVI, mieliśmy ją i my.

Ponieważ franca wywołuje zmiany właśnie w okolicach krocza, łatwo było uznać ją za chorobę weneryczną. Jednocześnie to właśnie klejnoty są miejscem, gdzie w pierwszej kolejności należy ją leczyć. Kolejne objawy to zmiany skórne, łysienie, zniekształcenia ciała. (Jedna z hipotez mówi, że pierwszym dowodem występowania syfilisu na ziemiach polskich jest jedna z rzeźb Wita Stwosza z charakterystycznym „siodłatym” nosem). Przez czterysta lat, do pojawienia się w 1910 r. pierwszego antybakteryjnego leku o nazwie salwarsan, do leczenia używano rtęci.

Suspensorium na syfilis

Jednak XVI wiek, kiedy syfilis zbierał największe żniwo, był jednocześnie czasem decydującym w męskim stylu ubierania się. We wcześniejszym stuleciu wyraźnie w przeszłość odchodzą długie koszule, a spod nich zaczynają pokazywać się pierwsze spodnie.

Długa jednak droga czekała je jeszcze, zanim zmieniły się w coś, co dziś wciągamy na tyłek. Pierwsze spodnie były raczej luźnymi nogawkami, mocowanymi do ciała na różne sposoby. Lewa nogawka, prawa nogawka, a pośrodku… wiadomo. Stąd suspensoria.

W kontekście historycznym nazywane raczej mieszkami, były wynalazkiem czysto praktycznym. Po pierwsze: zasłaniały siusiaka. Oczywiście, jest to funkcja więcej niż praktyczna. Pamiętajmy jednak, że ludzie renesansu nie bardzo znali kieszenie. Wszystko, co nosili, troczyli do pasa, więc obijało się tu i ówdzie.

Klejnoty trzeba więc było chronić i chroniono je w najprymitywniejszy możliwy sposób, po prostu opatulając w kawałek tkaniny. Badaczy najbardziej ciekawił moment – między połową XVI wieku a właśnie początkami XVI, kiedy mieszek ze zwitka tkaniny stał się jedną z centralnych (dosłownie i w przenośni) części garderoby. Ta wycieczka do galerii XVI-wiecznych portretów przydałaby się właśnie teraz.

suspensorium mieszek

Pokaż ptaka

W mówieniu o męskim ubieraniu jedną z centralnych koncepcji jest myśl, że ubiór ma odzwierciedlać nagie ciało. Tezę tę najwyraźniej postawił psycholog John C. Fluegel w swojej książce z 1930 roku. Analizuje on pod tym kątem współczesny garnitur, pokazując, jak z przeciętnego, podtatusiałego pana dobrze skrojona marynarka robi Apollina Belwederskiego.

Ale kiedy cofniemy się do XVI wieku, widać to bardziej wyraźnie niż po powstaniu współczesnego męskiego wizerunku w wieku XIX. I to widać właśnie w kroczu. Męskie suspensorium – czy mieszek – to właśnie najlepszy argument na rzecz tezy, że mężczyźni ubierają się, by szpanować siusiakiem. (Większą dyskusję wokół tej tezy zawarłem w książce Nienaganny. Biografia męskiego wizerunku).

Ze względu na ten aksjomat psychologowie i historycy ubioru uważali, że suspensorium służy właśnie do tego: żeby podkreślić nasze hojne uposażenie. Tymczasem to, że penis wydawał się większy i lepiej rzucał w oczy, może być tylko miłym bonusem. Pierwszą funkcją tych dziwnych majtek miałoby być właśnie chronienie nadwrażliwego, zarażonego francą penisa przed podrażnieniami. Przy okazji suspensorium służyłoby też do ukrywania opatrunków – maści ziołowych lub rtęci – potrzebnych przy leczeniu syfilisu.

Odpowiedzialność zbiorowa w modzie

Ale przecież – powie spostrzegawczy czytelnik – nie każdy mężczyzna cierpiał na syfilis. Nawet w XVI wieku, w którym – jak mówią historycy – szalała jego pandemia (mówili tak nawet zanim to słowo stało się modne w 2020).

Tu na scenę wchodzi najciekawszy element układanki: system mody. Pełni ona różne funkcje, ale bardzo rzadko mówimy o jednej: chronieniu swojaków przed odpowiedzialnością.

W XVI wieku kiedy żołnierz złapał chorobę weneryczną, był natychmiast zwolniony ze służby. Tracił w ten sposób środki do życia (rzadko kiedy potrafił zarabiać w inny sposób). Podobnie potencjalne żony – a także ci, którzy aranżowali małżeństwa w klasie wyższej – mogli poszukiwać oznak syfilisu, by zabezpieczyć się zwłaszcza przed problemami w spłodzeniu zdrowego potomstwa.

Syfilis jest trudno ukryć. Ciężko schować bandaż na siusiaku, zaciemnienie cery, krosty, wory pod oczami czy rzednące włosy. Chyba że… wszyscy zaczną nosić się tak, jakby ukrywali swoje mankamenty. Wtedy zdrowi, którzy noszą perukę, pudrują oblicza, żują ambrę i noszą suspensorium, zapewniają alibi tym, którzy muszą to robić. Podobnie jak, gdyby wszyscy chodzili o lasce, trudno byłoby wskazać kulawego.

Dlatego puder i peruki utrzymywały się długo – do nastania XIX wieku, kiedy epidemia syfilisu była znacznie bardziej pod kontrolą, a warunki higieniczne poprawiły się. Mieszki, czyli suspensoria, odeszły do lamusa razem z wynalazkiem zwykłego, skromnego rozporka, który w XVII wieku zapoczątkował wyłanianie się spodni. To, co działo się po drodze, to – dosłownie i w przenośni – ukrywanie kutasów.