rojst-m-65
fot. Materiały prasowe

Rojst: Netflix zapowiedział 2. sezon. Pamiętacie kurtkę Seweryna?

Rekwizytor serialu „Rojst” miał łatwo: kurtka M-65 jest ciągle w sprzedaży. Od ponad 50 lat świetnie trzyma się też na naszych grzbietach i starzeje z klasą.

To był bodaj pierwszy moment, kiedy platformy VOD zaczęły walczyć o polskiego widza. Dostaliśmy wtedy świetne „Ślepnąc od świateł” na HBO, a od Netfliksa „Rok 1983”, na który litościwie spuśćmy zasłonę milczenia. Był jeszcze wtedy Showmax – trzy magiczne paski. To ta platforma wyprodukowała „Rojst”, bardzo przyzwoity thriller osadzony w Polsce lat 80. Polsce cinkciarzy, polonezów i dewizowych prostytutek. Z mrocznym podtekstem i fabułą odesłaną na drugi plan, serial apetyczny jak koniaczek z peweksu.

Dwa lata i kilka dobrych bo polskich filmów i seriali później Netflix postanowił widać zrehabilitować się za powolną jazdę uszkodzodym rollercoasterem po psychodelicznym parku rozrywki. Zamiast dalszych eksperymentów z nacjonalistyczno-liberalnym cyberpunkiem Agnieszki Holland da nam ciąg dalszy „Rojsta”. Serialu, kupionego na totalnej wyprzedaży z likwidacji Showmaxa.

Jeśli jeszcze nie widzieliście pierwszego sezonu „Rojsta”, warto to nadrobić. Serial prawdopodobnie ma nawet jakąś fabułę – ktoś zaginął w lesie, ktoś chce wyjechać do RFN – ale nie bardzo to pamiętam. Zapada natomiast w pamięć para bohaterów – nieopierzony dziennikarz w wykonaniu Dawida Ogrodnika i jego cyniczny, doświadczony mentor Andrzej Seweryn.

Cyniczny, znaczy trochę opozycyjny, człowiek czynu, choć nie działacz. Na tyle ustawiony w systemie, by mieć w miarę dobrze – duże mieszkanie, statusowe ciuchy. Postać Seweryna, Witold Wanycz, przemierza więc wilgotny świat schyłkowego PRL-u w jedynej kurtce, w jakiej Wanycz mógłby chodzić. Amerykańskiej wojskowej M-65. Do dziś nie ma prawdziwie męskiej szafy bez sześćdziesiątki piątki.

„Rojst” po amerykańsku: M-65 w filmach

Wprowadzona do użytku pośrodku wielkiego konfliktu o Indochiny kurtka ma wszystkie powody, by cieszyć się statusem kultowej. Co, oczywiście, ugruntowuje jej pozycję do tego stopnia, że mimo wszystkich przeciwwskazań jak najbardziej zasługuje na miano klasyki.

Skonstruowana jako następca wcześniejszej – w Polsce slangowo „skośnej” – 65-ka jest kurtką do tego stopnia idealną, że służyła w US Army przez ponad pół wieku i wycofana została dopiero w ubiegłym roku. Wykonana z ciężkiej mieszanki nylonu z bawełną (jedno z kluczowych tkaninowych tworzyw sztucznych było wielkim odkryciem), inspiruje się wieloma rozwiązaniami marynarek safari i łowieckich. Długość powinna mieć typowo „kurtkową”, jeszcze nie płaszcz, już nie marynarka.

M65 z Rojst
fot. CC0/Commons

Poziomy pas spinający kurtki safari zmienił się w niej w sznurówkę opasującą żołnierza. Z myśliwskiej odzieży zapożyczono także zapas materiału ukrytego w zaszewce za rękawem. A także – zlokalizowane na piersach, kieszenie „pudełkowego” typu, z zapasem materiału, by nosić większe przedmioty. Kieszonkowe wydanie biblii, papierośnicę, rękawiczki. Mosiężny suwak typu heavy duty zakończony jest frędzlem, dzięki któremu kurtkę łatwo zasunąć i rozsunąć w rękawiczkach.

Do tego wszystkie paramilitarne usprawnienia: pagony, ściągacze z rzepem, podpinka na walkę w ciężkich mrozach. Kurtka M-65 zamiast kołnierza ma coś na kształt stójki, w której ukryty jest nylonowy kaptur. Na grzbiecie jest ciężka, trudno o niej zapomnieć, ale jednocześnie nie krępuje ruchów. Wszystkie dalsze ukryte funkcje są już – w cywilnych warunkach – smaczkami, które można powoli odkrywać.

„Rojst” i spółka. M-65 w Polsce

Jeśli można choć od czasu do czasu używać określenia „kultowy” w odniesieniu do ciuchów, znana z serialu „Rojst” kurtka M65 zdecydowanie na to zasługuje. Jak wiele innych rzeczy kojarzących się z Ameryką (Coca-cola, demokracja) stała się tak rozpowszechniona, że w różnych częściach świata, czasach i wcieleniach wyraża najróżniejsze, a zarazem podobne rzeczy.

Sześćdziesiątkę piątkę nosił Sylvester Stallone jako Rambo i Robert de Niro w „Taksówkarzu”. Praktycznie prototyp incela, który ulega radykalizacji (stąd popularność jego licznych wcieleń i dzisiaj na czele z Jokerem Todda Phillipsa). W militarne skojarzenia kurtki wskakuje Michael Bien, pewnie najbardziej zapomniana postać „Terminatora” (tego gorszego, jedynki, z 1984).

W Polsce nosi ją Borewicz, peerelowski milicjant. Twardziel tak twardy, że może nosić M-65 i nie zarazić się kapitalizmem, tak jak Tom Bombadil miał w ręku Jedyny Pierścień, a Sauron go nie opętał. Zupełnie inny sens 65-ce nadaje Edward Stachura, autor „Siekierezady” i prawdziwy oustider PRL-u. Jego biograf Marian Buchowski („Buty Ikara”) nazywa tę kurtkę douglasówką, ale skąd ta nazwa? Od Douglasa MacArthura, który zmarł dokładnie w 1964? Nie miałem jeszcze okazji, by to sprawdzić.

Kurtka wojskowa M-65 Rojst
Wietnam, fot. Ronald L. Haeberle/CC0/Commons

W PRL-u Polacy o zapędach opozycyjnych chętnie utożsamiali się zresztą z armią USA. Przeważnie dlatego, że jej wrogiem w zimnej wojnie byli różnego autoramentu komuniści. Po wojnie sześciodniowej na ulicach Warszawy mówiło się z dumą o Izraelskich dowódcach (wielu było polskiego pochodzenia), że „nasi Żydzi dołożyli ich Arabom”. Późniejsza wojna w Afganistanie, w której afgańscy pasterze strącali amerykańskimi granatnikami RPG rosyjskie śmigłowce, dostarczała podobnych uniesień. Znana z „Rojst” kurtka M-65 była jak stadionowy szalik: pokazywała, komu kibicujemy.

M-65 jako klasyka

Wiele drobiazgów w semantyce amerykańskiego munduru zmieniło się od tego czasu. Alpha Industries, pierwotnie mająca kontrakt wojskowy na produkcję kurtki M-65, jest dalej w grze. Oryginalnie zamówione przez US Army kurtki mają podobno numery kontraktów wg wzoru: DSA XXX-XX-X-XXXX (taki numer mogła mieć ta Witolda Wanycza z „Rojsta”). Dziś marki spod znaku #menswear chętnie naśladują ich styl, dając tym dowód, że nylonowa wojskowa kurtka świetnie wpisuje się w kanon męskiej elegancji.

Mój model nie jest oliwkowy już od dobrych piętnastu lat. Nie przecierając się zbytnio (choć podszewka strzępi się u dołu) pokazuje, że jeszcze jedno łączy M-65 z klasyką męskiej garderoby: starzeje się jak przystało.

O M-65, klasycznej genezie militarnych ciuchów, a także militarnej genezie ciuchów klasycznych, więcej piszę w książce „Nienaganny. Biografia męskiego wizerunku”. To świetny moment, żeby ją kupić.