Zestaw klubowy
fot. Smak Nabyty

Zestaw klubowy. Zdziwisz się, jak łatwo dobrze się ubrać

przeczytasz w 11 min

Zestaw klubowy zastępuje garnitur tam, gdzie chcemy być eleganccy bez wygłupiania się.

Jak często czujecie to dziwne rozdarcie, że sytuacja w zasadzie wymaga założenia garnituru, ale poczucie śmieszności wynikające z bycia jedynym, który ten wymóg dostrzega, skutecznie do tego garnituru zniechęca? „Garnitur” klubowy, znany też jako zestaw klubowy, jest tu doskonałym rozwiązaniem. Nie żartuję.

Teatr w dzień powszedni o siódmej wieczór? Imieniny u wujka (znacie ten gatunek wujków, z dobrą pracą, jachtem na mazurach i kupą dobrze sytuowanych, ale kiepsko ubranych znajomych, których co roku zaprasza)? Koncert awangardowego jazzu albo wernisaż? We wszystkich tych miejscach dress code’y mieszają się jak wódka z colą. W teatrach studenci, którzy jako stali bywalcy wpadają w dżinsach i sweterkach. A wraz z nimi wycieczki z zakładów pracy, odstawione jak stróże w Boże Ciało. Na dokładkę inteligenci z tradycją, którzy noszą powyciągane szare tweedy w jodełkę, bo tak i już.

O sorcie mundurowym spotkań rodzinnych w ogóle nie warto mówić. Zwłaszcza jeśli rodzina jest szeroka i mocno przekrojowa, jeśli chodzi o klasy społeczne jej członków. Garnitur i krawat to w najlepszym wypadku „a coś się tak wystroił”. A garnituru bez krawata nie nosi się i już. Tak jak smokingu czy fraka nie nosi się bez muchy. Chyba że wymięte i na kacu.

Zestaw klubowy
Zestaw klubowy Smaku Nabytego

Zestaw klubowy: ot, marynarka i spodnie

Tymczasem klasyczny zestaw klubowy jest w zasadzie strojem nieoficjalnym. Czy też, jak to się mówi, nieformalnym. Ot, gość założył granatową marynarkę do szarych spodni, nie róbmy z tego wielkiej sprawy. Jakoś tak jest i już, że garnitur przez sam fakt, że spodnie są z tego samego materiału co marynarka, wyróżnia się niezwykle. A zestawy koordynowane nosi nawet metroseksualna gimbaza z Zary (choć oczywiście nie nazywa tego w ten sposób), więc nie ma nad czym się zmóżdżać. Daje elegancki i bardzo klasyczny wygląd, a jednocześnie… no właśnie, nie wyglądasz, jak mrówka w święto lasu. Rzecz przydatna na każualowe wyjście do teatru, ale po tysiąckroć bardziej przydatna na wspomnianych imieninach, gdzie rządzi wódeczka i „a co tam panie w polityce”.

Aby przygotować zestaw klubowy, potrzebujesz:

  • jednej sztuki granatowej marynarki, najlepiej właśnie „klubówki”. Korci mnie, żeby napisać, że kontrastowe guziki i naszywane kieszenie są obowiązkiem, ale o taką marynarkę znacznie trudniej. Jeśli jesteś uparty i zapobiegliwy, zamów granatowy garnitur z wymienianymi guzikami (są takie patenty), dzięki którym niewielkim nakładem pracy możesz zmienić marynarkę garniturową w idealną klubówkę.

Tak czy siak, co by się tam w twojej garderobie nie działo, jestem bardzo przekonany, że marynarka klubowa to najtęższy filar dorosłego zestawu ubraniowego i mówię to nie dlatego, że akurat jestem – a jestem – posiadaczem wyjątkowo pysznego egzemplarza. Raczej odwrotnie: w drodze wyjątku postanowiłem być drogowskazem, który idzie tam, dokąd wskazuje.

  • Dalej: jedna sztuka szarych spodni i oczywiście trudno nie myśleć tu o flaneli, ale przecież spodnie to tylko tło.
  • Jedna sztuka białej koszuli. Oczywiście jedna na raz na grzbiecie, a nie jedyna w szafie.

Granatowa marynarka, jasna koszula i ciemny krawat dają idealny kontrast. Biała koszula pasuje na wieczór. Nie dlatego, że łatwiej w niej udawać bycie w smokingu. Dlatego, że biały kolor i mocne kontrasty lubią i dobrze znoszą sztuczne światło. A poza tym wieczorami dziewczyny robią się jakieś takie bardziej kochliwe. A, jak wiadomo, dziewczynom łatwiej kochać mężczyznę, jeśli jest on w białej koszuli.

  • Czarne oksfordy, sztuk raz – kto by pomyślał, że buty, które zamówiłeś do ślubu/matury/pierwszej komunii założysz kiedyś bez garnituru?

Zestaw klubowy: zmieszać i wstrząsać

Na koniec dodatki, na czele z poszetką. Moją zasadą jest zakładanie do krawata lnianej poszetki w tzw. TV-fold, (piszę te słowa pełen zażenowania, że żyjemy w świecie w którym nawet wkładanie chusteczki do kieszeni ma nazwę własną), a jedwabnej i bardziej kwitnącej – kiedy krawata nie noszę. Musisz jednak pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, że to prywatne zasady jakiegoś tam blogera, które niewiele mogą cię obchodzić. A po drugie, że sztuczne światło lubi też dyskretny połysk jedwabiu.

Jeśli czekałeś na odpowiedni moment, żeby wetknąć do butonierki oznakę przynależności do jakiejś nobliwej organizacji lub idei, ten moment właśnie nadszedł. Ostatecznie dlatego nazywamy ten zestaw klubowym. Czym innym jest klub, czy szerzej – klubowość, jak nie osadzeniem w pewnej zawikłanej sieci międzyludzkich relacji sympatii i przynależności?

Nie ryzykowałbym zaś do zestawu klubowego kwiatka w butonierce: służy on przecież do emablowania dziewczyn i wydaje się jakiś taki nie na miejscu w stroju, który tak otwarcie nawiązuje do munduru. Nie chcesz chyba nosić badyla tam, gdzie inni noszą ordery?

Gwiazda biała, znak oficera

A ponieważ ten zestaw nazywamy klubowym, dobrym stylem krawata (którego absolutnie nie degraduję do rangi dodatku) jest regimental, czyli krawat w skośne pasy. Jeśli jesteś purystą i krawaciarzem w jednym, to wiesz na pewno. Pewne kluby, uniwersytety, a nade wszystko brytyjskie formacje wojskowe, mają własne wzory i schematy kolorystyczne pasów. Jeśli masz jeden z tych zastrzeżonych krawatów, staraj się raczej nie obnosić z tym w pewnych miejscach w obrębie starego Londynu. Sympatyczni acz wyniośli staruszkowie mogliby zmusić cię do zmyślania bohaterskich historii z wojny o Falklandy.

Mi jednak daleko do puryzmu. Przejawiam go tylko wtedy, kiedy kelner proponuje mi pepsi zamiast coli z czerwoną kartką. Nikogo z barw na krawacie odpytywać więc nie zamierzam. Moja alma mater, skądinąd fabryka socjologów, też ma swoje krawaty. Ale co to za krawat w barwy fabryki socjologów? Nie każda bieżąca afiliacja musi pozostawiać skazy na całe życie. Przecież nie przedstawia się rodzicom każdej nowo poznanej dziewczyny, prawda?

Nie uwielbiam popadania w patos, ale w takim zestawie wszystko ma znaczenie. Jak powiedzieliby internetowi eleganci, łatwo można obniżać formalność zestawu. Spodnie mogą być bez kantu, a krawat dalszy od klasyki. Poszetka z linii prostej zwinie się w kłębek, a buty z czarnych przejdą w brąz. I już wszystko jakieś takie mniej wymuskane, bardziej na luzie. Bliżej mu do nasiadówki w klubie cygarowym albo nawet piwko z kumplami, jeśli są to kumple z kategorii ĄĘ.

Bo nade wszystko liczy się stosowność. Granatowa marynarka klubowa jest stosowna w zasadzie wszędzie poza balem w Operze i pływalnią. A elementy, które dopełniają klasyczny zestaw klubowy, robią z niej genialny strój. Coś jak garnitur, tylko bez poczucia bycia jako jedyny w okolicy w garniturze.

Pokazany na zdjęciu zestaw klubowy zawiera marynarkę, która pochodzi z nieodżałowanej pracowni Mazurczaka i Trzaski „Gest moda”. Pracownia nie działa niestety od kilku lat. Dziś świetnym pierwszym krokiem na poszukiwanie własnej marynarki na miarę jest pracownia krawiecka Dawida Kuklińskiego.

Spodobał ci się ten tekst i chcesz wiedzieć więcej o tej stronie? Idź tam, gdzie zaczyna się męska przygoda! Warto też kupić moją książkę „Nienaganny. Biografia męskiego wizerunku