make america great again
fot. Żebrzący Trump – Marco Zuppone/Unsplash Kurski: Jrkruk/CC40/Commons

Dla polskich samców Trump to „obrońca wartości”. Niestety wiem jakich

przeczytasz w 11 min

„Make America great again” – emocjonuje się Jacek Kurski przekonany, że przy okazji great again stanie się też Polska. Ale nie jest to wielkość, jakiej byśmy oczekiwali.

„Make America great again” nie jest jeszcze historią. Wybory prezydenckie w USA nie zakończyły się jeszcze rozstrzygnięciem, kiedy piszę te słowa w czwartek 5 listopada. Jednak trendy śledzi się raczej na podstawie exit polli. Exit polle wskazują zaś na ważny spadek u Donalda Trumpa, spadek poparcia w ważnym dla niego i najbardziej kojarzonym z nim sektorem: białych mężczyzn bez wyższego wykształcenia.

Na szczęście w Polsce Trump cieszy się niezmiennym poparciem białych mężczyzn: Jacka Kurskiego, Tomasza Terlikowskiego i im podobnych. Ich wypowiedzi to najbardziej stawiające mózg w poprzek zdania od czasu jak… No, od czasu jak premier wczoraj pogroził nam szlabanem jak dalej będziemy chorować, a Strajk kobiet grzecznie kazał wypierdalać każdemu, kto usiłuje myśleć zanim coś zrobi.

Symbol Make America great again: Trump Tower

Zamek Obywatela Kane’a wywiera doprawdy psychodeliczne wrażenie i osiąga efekt kiczu (…) dlatego, że razi nas zachłanność właściciela, lękamy się, że ulegniemy czarowi owej dżungli pięknych rzeczy, którą cechuje niewątpliwie urok dzikości, patetyczny smutek, barbarzyńska wielkość, zmysłowa perwersyjność.

Tak Umberto Eco (tłum. Joanna Ugniewska) opisywał w latach 70. zetknięcie z domem magnata prasowego i nuworysza Randolpha Hearsta w Kaliforni. Trzeba jednak podnieść to o rząd wielkości, by wyobrazić sobie hall Trump Tower w Nowym Jorku. Przytłaczające poczucie nie-miejsca (jak hala odlotów na bizantyjskim lotnisku), złoto i marmury – glamour epoki disco. Centrum handlowe Panorama na warszawskim Czerniakowie – już nie Solpol, jeszcze nie Arkadia. Tak splendiż wyobraża sobie Grażynka z Klanu. Do tego food court, chińskie wycieczki z przewodnikiem, indywidualni amerykanie składający homage swojemu prezydentowi. Niesłychany freak show.

make america great again
Trump Tower, u góry gabloty z gadżetami prezydenckimi fot. Phil Aicken/Unsplash

W tym gigantycznym pomniku męskiego ego jedna rzecz nie jest złoto-marmurowa. Jest to smutne stoisko z prezydenckim merchem. Pośrodku pozłacanego pałacu regał czapeczek z wiadomym memem:

„MAKE AMERICA GREAT AGAIN”.

Roger Stone to jedna z centralnych postaci pivotu amerykańskich republikanów w kierunku incelskich fantazji o zamordyzmie. Spodobałby się wam, drodzy moi Czytelnicy: nosi białe garnitury, zawsze ma na sobie kapelusz. Jego dandyzm pochodzi z czasów Ala Capone.

To właśnie on wymyślił hasło „Make America great again”. Sprzedał je wcześniej do kampanii prezydenckiej Nixonowi, potem było sloganem Reagana. Da się na nim przyłapać i Busha. Ale to dopiero w Donaldzie Trumpie hasło to zyskało pełną realizację. Nie tylko uplasował je na pierwszym miejscu google’a, lecz także poparł swoją wątpliwą osobowością.

Nie może być przypadkiem, że epoka między Nixonem a Reaganem to także czas, kiedy sympatie białych mężczyzn bez wyższego wykształcenia zaczynają się zwracać w kierunku Republikanów. Tradycyjnie partia konserwatywna cieszyła się większym poparciem kobiet. Ich zachowawczość tłumaczono „wrodzonym” konserwatyzmem, religijnością, większą surowością moralną. Dużo mówi się o izolacji kobiet od spraw polityki, ale pamiętajmy, że w obłędach takich jak amerykańska prohibicja, odegrały one pierwsze skrzypce.

„Make America great again”. Kto tu jest zły

Konserwatyści znaleźli jednak sposób, by w wyborach prezydenckich USA zgarnąć poparcie białych mężczyzn bez wyższego wykształcenia. Reagan: aktor z Hollywood, pozytywny bohater filmów o dzikim zachodzie. Kiedy mówił o ZSRR jako imperium zła, wszyscy się jarali, bo ktoś nazwał zło po imieniu. Ale nie wszyscy dziś dostrzegają: mówiąc o Andropowie jako Złym Jedi, określił jednocześnie swoich mianem dobrych rycerzy. „Make America great again” oznaczało: odbudujemy nasz zakon wojowników światła.

Chłopacka fantazja. Jestem dobrym rycerzem światłości, pokonam zło, machając mieczem. Chłopcy muszą mieć wszystko podane na tacy. „Tato, czy on jest zły?” – pytają dzieci, oglądając film. Nie znoszą odpowiedzi, że to skomplikowane. Ktoś musi być zły, być „złodziejem”, w prochowcu, z gębą oprycha i czarną opaską na oczach. A jeśli już wiemy, kto jest złodziejem, możemy go po prostu zastrzelić i przywrócić spokój i porządek.

Donald Trump powiedział: „Make America great again” w taki sposób, że poderwał chłopaków tą wizją. Zbuduję mur na granicach krainy. I każę trollom za niego zapłacić. Dziewczyny będę łapał za cipkę (ang. grab’em by the pussy). Obwoził po świecie wcielenie stereotypu trophy wife. Chińczykom przypomnę, że mam taki czerwony guziczek. This is a man’s world.

Nie przypadkiem składową tych analiz jest wykształcenie. Jak podaje sondażownia Pew, rozziew między wykształconymi a niewykształconymi białymi w poparciu dla republikańskiego kandydata w wyborach prezydenckich USA 2016 gwałtownie wzrósł i był największy od dekad. Chłopięce fantazje dobrze trzymają się tam, gdzie nie wszedł tak potępiany relatywizm – zazwyczaj po prostu świadomość, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Że jedna bomba ani cios mieczem świetlnym nie załatwi sprawy. Że bicie ludzi zaostrza problemy, zamiast je rozwiązywać.

Wybory prezydenckie USA: polski fandom

Właśnie dlatego trochę śmiać się chce przez łzy na pierwsze oznaki przedwczesnego entuzjazmu na wieść o szansach Trumpa na reelekcję. „Jest populistą i jego życie osobiste jest dalekie od ideału” – wykazuje się empatią i dystansem rycerz Jedi Tomasz Terlikowski. Oczywiście, antykoncepcja zamienia kobiety w dziwki, ale za to chwytanie podwładnych za cipkę to zaledwie pewna odległość od ideału. Ważne, że dzięki Trumpowi amerykański trybunał będzie miał swoją Przyłębską.

O odległościach od ideału wie coś Jacek Kurski. Szczęśliwy, że oskarżany o molestowanie seksualne, szowinistyczny i nienachalnie światły przy okazji prezydent „powstrzyma rewolucję kulturalną”. Bo, jak wiadomo, co zrobi rewolucja kulturalna? No, odbierze mężczyznom męską męskość, to przecież jasne. Ten pochód lewicy zakończy się w rurkach, na rowerach, nad wegańskim kotletem. A później biała rasa wymrze, bo wszyscy staniemy się gejami.

Zbuduj mur. Wsadź kontrkandydatkę do więzienia. Resztę panienek, zaludniających ten świat, trzymaj za cipkę. Chińczykom przypominaj, że masz czerwony guziczek. Make America great again. Nastroje uradowanych z możliwego zwycięstwa Trumpa (obecnie wizja się raczej oddala) to nie finezyjne analizy możliwej sytuacji międzynarodowej przy takim a nie innym kierownictwie USA. To prosta tęsknota za „męskim” światem, gdzie problemy mają takie właśnie „męskie” rozwiązania. Zatrzymać pochód lewicy? Wiadomo, jak się to robi, w kinie pokazywali. Staje się z kosturem na moście Khazad-dûm i krzyczy: YOU SHALL NOT PASS.

Ameryka, najwyraźniej, powoli rozwiązuje problem obecności tego mentalu wśród swoich wyborców. A w Polsce wciąż mamy ludzi, którzy nie godzą się na nazywanie kraju Polin, za to chętnie widzieliby go jako planetę Polooine. A przecież czas Jedi już dawno minął.