#wypierdalać
fot. Engin Akyurt/Unsplash

#wypierdalać. Lekcje przeklinania dla agresywnych, wulgarnych kurewek

Tak, to prawda, że nasz język świadczy o nas. Mówimy #wypierdalać nie mimo tego, ale właśnie dlatego. Skończmy z udawaniem, że słowo chuj nie jest dla dam ani gentlemanów.

Kiedy po raz pierwszy (i ostatni) stwierdziłem, że nie jestem wielkim zwolennikiem sloganu „#wypierdalać”, miałem do niego te same zastrzeżenia, co do niefortunnego „zakochaj się w Warszawie”, który stolica wybrała sobie kilka lat temu w drodze dwustopniowego plebiscytu. „Zakochaj się w Warszawie” nie jest dobrym sloganem, bo nie mówi, za co właściwie należałoby to akurat miasto pokochać. Podobnie „#wypierdalać” nie orzeka, kto, dokąd i za jakie grzechy ma opuścić lokal.

Jest w nim jednak wielka moc i moc ta jest uzasadnieniem. Ta moc interesuje mnie właśnie, kiedy zabieram głos jako ekspert etykiety niekoniecznie teoretycznej, ale na pewno stosowanej.

Poniższy tekst zawiera wulgaryzmy. Jeśli tego nie akceptujesz, #uprzejmie proszę o opuszczenie strony.

Lamenty nad #wypierdalać

Ledwo umilkły stare ciotki lamentujące nad rozpowszechnieniem słowa „zajebisty”, a już starszawe matrony, jak mamy prymusek w podstawówce, chronią uszy swych córek przed kontaktem z nami, klasowymi łobuziakami. I przed naszym plugawym „#wypierdalać”. Raczej nie ma ono szansy na status słowa roku 2020. Moim faworytem zresztą pozostaje słowo „nieodbycie. Ale, jak widać, najnowsze hasło do skandowania radzi sobie świetnie i pewnie zostanie na dłużej.

Zainteresowanie słowem #wypierdalać w Google Trends, 2020, politycyzowane

W przeklinaniu panują mody, jak wszędzie. Można ubolewać, że kreatorem tych mód nie jest już Witkacy z arcydziełami takimi jak „dewergondować” oraz „sturba twoja suka”, ani nawet Gałczyński, którego bohater uskarżał się „podła transmogryfikacja, świństwo i wielokropek”. Nie będzie nowych skumbrii w tomacie.

Ale spójrzmy na jaśniejszą stronę życia: coraz mniej osób w przeklinaniu inspiruje się pretensjonalnymi archaizmami, które przywrócił polszczyźnie ponad dwadzieścia lat temu Andrzej Sapkowski; coraz mniej ludzi „chędoży” czy kopie w rzyć”.

Najsłynniejszy spór jest bodaj między pierdoleniem a jebaniem. Drugą ważną do rozstrzygnięcia jest preferencja wobec chuja lub kutasa.

Pierdolenie osądzone

Pierdoleniem zajmował się wybitny tłumacz i językoznawca Robert Stiller:

„A skoro już mowa o tak skrajnym przesunięciu znaczenia baiser, spójrzmy na inny czasownik: dobrze znane angielskie to fuck „jebać”. Przez długi czas na indeksie. Lecz od paru dziesiątków lat odzyskuje i niemalże już odzyskał swą naturalną godność, ponieważ był ludowy, nie mizdrzący się i nie obleśny, jak np. polskie „pierdolić” obrzydliwie i pretensjonalnie wyprowadzone z pierdzenia (…).

Otóż z angielskim fuck odległe pokrewieństwo wykazuje uczciwy łaciński czasownik futuere, „spółkować”. A z niego bezpośrednio poszło francuskie foutre. I tu rozpętały się zawiłości całkiem przedziwne, ponieważ foutre zyskało mnóstwo znaczeń przenośnych, od „wywalić za drzwi” (tzn. wypierdolić za drzwi) przez „pobić” (tzn. przypierdolić mu) i „uciekać, wiać, pryskać” (tzn. spierdalać) aż po „wkopać, orżnąć kogoś” (tzn. upierdolić go). Jak widać, identyczne były w tych przypadkach procesy myślowe i językowe Francuzów i Polaków”.

Cytuję ten fragment zbioru felietonów „Pokaż język” nie do końca po to, żeby dać wyraz przewadze jebania nad pierdoleniem. Chodzi mi o to, by pokazać, że i brzydkie słowa mają swoje miejsce w świecie. Że i przekleństwem można zaimponować – jak mi, a może wam też, swoimi wielojęzycznymi analogiami i nawiązaniami imponuje Stiller.

Incele, #wypierdalać

A przede wszystkim brzydkie słowo – nawet jeśli ładne – służy do podkreślenia stanowiska, pokazania charakteru. Mój śp. kolega K. spierał się kiedyś ze wszystkimi co do poprawności słowa HUJ – dziś już szczęśliwie zapomnianego. Utrzymywał, że powiedzieć komuś chuju, to jak rzucić w niego chusteczką, zaś huju – jak wymierzyć mu cios hufnalem.

Nie miał racji, oczywiście. Chuj to chuj, rosyjskie choj, a nie goj, a także coś sterczącego, jak polska choinka. Ci, którzy dziś na drzewko mówią chuinka, sądzą, że to żart słowny – a to czysta etymologiczna intuicja. Tak samo jest z dupą i dziuplą. Kutas zaś to kutas – coś zwisającego i dyndającego. Jeszcze bardzo niedawno – być może za pamięci naszych babć – normalne zakończenie zasłonki i obrazowa metafora penisa, który w danej chwili nie może.

https://www.facebook.com/marcin.wicha.mw/posts/3606574496055730

Inaczej jest z kurwą – starożytną Korą lub Kariatydą, w różnych językach ogólnie po prostu młodą kobietą. Kiedy dostała się do słowiańskich narzeczy, była niezamężną dziewczyną, stąd powiedzieć o kimś „kurwi syn” znaczyło nazwać go bękartem. Była w tym jednak sugestia wątpliwego prowadzenia się matki, stąd dziś u Ziemkiewicza wulgarna, agresywna kurewka.

Takich boją się najbardziej mężczyźni, którzy – ze strachu – nienawidzą kobiet. Boją się, bo jako kurewka – zdejmie im pancerz, obnaży słabość, a jako agresywna może ją do tego wykorzystać. W pełni oddaje to Humbert Humbert, pedofil z „Lolity”, uzależniony od swojej wulgarnej, agresywnej kurewki w późnych scenach wersji ekranizacji Frearsa. Jak w znanym powiedzonku „źle z nią, bez niej jeszcze gorzej”, podniesionym do dziesiątej potęgi, zalanym sosem neurozy.

Kurewka się wkurwiła

Kurewka jednak musi być agresywna, by jej wysłuchano. I sięgać po adekwatne środki.

Kiedy ukazał się westernowy serial Deadwood, wielu było zdziwionych. Tacy źli, źli panowie, a mówią „na Boga” i „do licha” zamiast po ludzku: „o kurwa”. Okazuje się jednak, że w czasach Dzikiego Billa cały czas to chrześcijańskie sacrum było najlepszym tabu do łamania. Dziś tego tabu nie ma. Muszą być inne, i właśnie wśród nich szukamy przekleństw.

Trzeba być – delikatnie mówiąc – niespełna rozumu (a po prawdzie kompletnym idiotą), żeby nawoływać do „kulturalnego” języka tych, których którzy są wkurwieni. Bo przekleństwo jest nie tylko, co udowodniły badania neurologów, remedium na ból i stres. Jest też agresją. Dlatego durne maksymy typu „grzeczna dziewczynka (lub prawdziwy gentleman) nigdy nie przeklina” są durne i pozostaną maksymami. Bo co, „ma lepsze metody wyrażania się”? Ja pierdolę.

Przeklinać powinno się z umiarem nie dlatego, że nadmiar przeklinania szkodzi, tylko po to, by #wypierdalać brzmiało naprawdę donośnie. By w drżeniu języka przy przedłużonym r wyrażały się wszystkie te emocje, którym dajemy upust. Usunąć kurwę z roli przecinka w regularnych konwersacjach, by tym lepiej brzmiała w tych o zamierzonym literackim lub emocjonalnym efekcie.

#wypierdalać szeptem

A kto ze wszystkich przeklinających jest najgorszy? Ci, którzy się wku… Albo ci, którzy pie***olą. Albo coś jest dla nich %&$@^&. Czyli tchórze. Sam nigdy nie wygwiazdkowuję moich kurew i chujów, choć przyznaję się do tchórzostwa przed populistycznymi redakcjami, które czasem robią to w moich tekstach.

Słowo jest narzędziem stworzenia świata i narzędziem jego opisu. Wyrażania go we wszystkich jego aspektach. A jednym z aspektów świata jest właśnie to, że jest wkurwiający, że czasem życie jest dla nas chujem, że bywa przejebane. To oczywisty fakt, w równym stopniu jak to, że świat bywa piękny, boski, uroczy, czasem wydaje się niemal doskonały. Że budzi do lotu motyle w naszym brzuchu.

Uprasza się o bycie grzeczną! ???

Posted by Warszawski Strajk Kobiet on Monday, October 26, 2020

Oczywiście, przekleństwa są nieparlamentarne. Nie zawsze są na miejscu. Ale przecież nie tylko one. Są najwyżej równie złe, jak bezmózgie, a wszechobecne dziś mówienie ponglishem (czelendżowanie targetów i mutowanie koli). Te starają się epatować światowym obyciem użytkownika tak, jak nadużywanie kurew i chujów epatuje czasem prymitywnym machismo.

#wypierdalać: złe emocje dobrych ludzi

Ale przecież słowo „wkurwić się” jest nieparlamentarne między innymi dlatego, że sam stan, który ono opisuje, też nie nadaje się do dobrego towarzystwa. Że należy sobie radzić z emocjami tak, by użycie przekleństw minimalizować. Te doskonale brzmiące „rrr” tracą swoje znaczenie w miarę nadużywania. Ale tracą je tak samo, jak inne słowa. Słowa zachwytu nad byle w miarę ciekawą reklamą w telewizji. Słowa miłości wypowiadane do osoby, z którą chcemy się tylko przespać.

Jeśli więc ograniczać użycie dosadnych wyrazów, to niekoniecznie po to, by w ogóle przestać ich używać, ale po to, by stały się bardziej dosadne. Bo w tym leży sedno satysfakcji z używania ich. Bo jeśli nie będziemy rzucać chujami na prawo i lewo, to nazwanie kogoś chujem w naprawdę właściwym momencie będzie zarówno dobrym uczuciem dla nas, jak i znaczącym faktem dla innych.

"Obyś ch…ju wdepnął w LEGO" i "Twój kot, nasze bobry", czyli o transparentach na protestachSpróbujmy je uporządkować…

Posted by Jolanta Saacewicz on Wednesday, October 28, 2020

Właśnie dlatego ci wszyscy, którzy teatralnie ściszają głos opowiadając, że ktoś kogoś WYpierdoLIŁ za drzwi, robią to źle. Podobnie jak ci, którzy na forach piszą, że jakieś zachowanie ich wku***. No to konkretnie, wkurwia ich, czy nie? Ekspresja językowa zawarta w brzydkim słowie jest im potrzebna, czy potrafią obejść się gwiazdkami?

Gdyby wszyscy przeklinali szpetnie tylko wtedy, kiedy sytuacja tego wymaga, dziś „oboże” nie byłoby okrzykiem podczas orgazmu, ale zwyczajnym przekleństwem i stare moralistki zaoszczędziłyby trochę oburzeń.

Dobrze się czytało? Zapraszam na stronę główną po więcej.