Jak zrobić Zimnego Drania

Cold brew to mocna, łagodna w smaku i doskonała kawa na zimno. Warto jej spróbować, choć przygotowanie zajmuje chwilę

Mam za sobą nieprzespaną noc (OK, tak naprawdę jest wpół do piątej i tej nocy nie mam jeszcze za sobą), więc pozwólcie, że podzielę się z wami przepisem na zimnego drania. To podobno jedna z najmocniejszych kaw, jakie istnieją, a przy okazji i najwspanialszych.

Kiedy S. po raz pierwszy poczęstował mnie tą odmianą zimnej kawy, kilka razy określał ją jakiś dziwnym angielskim imieniem, które nieodmiennie rozumiałem jako cold brute. – Zimny drań – pomyślałem. – Całkiem niezła nazwa dla mocnej i zimnej kawy. Jednak kiedy po raz pierwszy postanowiłem zrobić ją w domu, sprawdzając wcześniej, czy nie zapomniałem o jakimś ważnym elemencie procesu, nie mogłem trafić w Google’u na żaden ślad kawy o tej nazwie. Długo zajęło mi wymyślenie rozwiązania (czasem trudniej się główkuje przed pierwszą kawą): może po prostu wyguglam cold brewed… wait, what!?

Tak. Ta kawa tak naprawdę nazywa się po prostu cold brew coffee, czyli parzona na zimno. Oczywiście zarówno angielskie brew, jak i polskie parzyć czy warzyć są tu kompletnie nie na miejscu, o czym przekonasz się poniżej. Ziarna kawy są w niej bowiem najwyżej namaczane, wypłukiwane czy macerowane, ale z parzeniem ma to tyle wspólnego, co montypythonowska mięciutka poduszka z prawdziwymi torturami hiszpańskiej Inkwizycji.

Moja halucynogenetyczna nazwa cold brute, czyli zimny drań, pasuje tu o niebo w gębie lepiej, więc kiedy ten rodzaj kawy będzie pod tą nazwą popularny w Polsce, pamiętajcie tylko, że jego błyskotliwy tytuł zawdzięczacie niżej podpisanemu.

Jest lepszy, bo brzmi świetnie jak tytuł piosenki Nicka Cave’a, a do tego w sensie technicznym jest bardziej adekwatny. Zimny drań jest draniem w swojej krzepkości i zimny zarówno w kontaktach osobistych, jak i przez to, że pochodzi z zimnego chowu. Cold brew to nic innego, jak kawa robiona na zimnej wodzie. Zimnej, letniej, ciepławej, w każdym razie nie gorącej ani nie wrzącej. A robisz ją tak:

Mielisz kawę na średnio w porywach do grubo. Czy mówiłem już, że młynek jest podstawą każdego baristowania? Ja ustawiam go na 8 albo 9 w 10-stopniowej skali. Kawa będzie moczyć się długo, ale ekstrakcja smaków i aromatów na zimno to duże wyzwanie. Luźne zmielenie zagwarantuje, że wszystkie one równo się wypłuczą.

Wsypujesz do dzbanka dużo kawy. Czasem mówią o porcji dwa razy więcej niż potrzebna na odpowiednią ilość gorącej kawy. Moja ostatnia, całkiem udana porcja składała się ze 100 g kawy i do pełna wody w litrowym dzbanku. Kuchnia to nie apteka, ale specjalnie dla was zważyłem.

Jak wyżej: zalewasz kawę zimną wodą. Używam zwykłej mineralnej z butelki (oczywiście niegazowanej, jeśli naprawdę potrzebujesz pytać). Mieszasz. Fusy będą pływać jak kilkucentymetrowa warstwa brudnego, kawowego szlamu. Ogólnie fujki.

„Parzysz”: na blacie w kuchni, pod przykryciem z alufolii, osiem, dziesięć, może dwanaście godzin. Przygotowujesz na noc, pijesz na dzień. Nie pomyl.

Filtrujesz. Dobrym pomysłem jest papierowy filtr do kawy z ekspresu przelewowego, dripa, chemexu. Trochę gorszym pomysłem jest filtrowanie przez lejek wyściełany ręcznikiem papierowym. Najczystszy i najwygodniejszy musi być french press: zalewasz i odstawiasz fusy, a po ustalonym czasie dociskasz fusy praską do dna i zlewasz z góry czystą kawę. Problem: mała pojemność.

Po odfiltrowaniu fusów chłodzisz i przechowujesz w lodówce. Kolego, to jest poważna sprawa. Jeśli wypijesz trzy czwarte litra tej kawy na raz (a tyle wychodzi z moich proporcji), serduszko będzie ci pukać w rytmie Panzerlied. Na szczęście kupiłem kiedyś na aukcji za grosze kilka seksownych litrowych butelek ze sprężynowym korkiem. Są idealne na podpiwek, kwas chlebowy, domową lemoniadę i inne cuda. Oraz na cold brew.

Pijesz. Z lodem, w gorący czerwcowy poranek na rozbudzenie. Serwujesz wieczorem, z kulką lodów waniliowych, na deser dla dziewczyny po romantycznej kolacji. Jeśli tylko masz jakiś pomysł, jak zagospodarować pokłady jej energii przez następne kilka godzin.

Butelka cold brew
Butelka – kilka złotych. Mieć pod ręką takie cudo – bezcenne