Browse Tag

prasowanie

Chrupka koszula w 9 krokach

Szukam po internecie zdjęć prasujących mężczyzn. Łatwo nie jest, ale i tak wierzę, że prasowanie koszuli to czysto męskie zajęcie

[simple_series title=”To jest tekst z trylogii koszulniczej”]

Na zakończenie koszulniczej trylogii kilka uwag dotyczących prasowania, które mogą się przydać. Nie moja rzecz omawiać temat bardzo szczegółowo, bo w gruncie rzeczy nie ma o czym gadać. Warto tylko wspomnieć, że:

1. Jeśli prasujesz tylko jedną, góra dwie koszule na najbliższy dzień-dwa, nie zwiędnie ci ręka ani korona z głowy nie spadnie. Oczywiście, można poprosić o to kobietę, ale jej motywacją będzie albo „żeby już mieć z głowy”, albo „żeby wyglądał w tym sexy”. Twoją motywacją jest zaś: „żeby koszula była wyprasowana jak należy” i to jest podejście jedynie słuszne, eleganckie, idealistycznie i absolutnie niezrozumiałe dla kobiet.

2. Prasowanie koszuli da się idealnie pogodzić z różnymi innymi trudnymi obowiązkami, takimi jak oglądanie ulubionego serialu (jeśli są to Mad Men albo Boardwalk Empire, może wystapić efekt synergii), Poważne Rozmowy o Życiu („Mógłbyś wreszcie spojrzeć na mnie a nie na tę pieprzoną koszulę!?”) albo picie wina z przyjaciółmi („Widzisz, on to sobie sam prasuje koszulę i to jak dokładnie!” – które to zdanie wyjaśnia, dlaczego mam znacznie więcej koleżanek niż kolegów).

W mojej skromnej opinii prasowanie koszuli w ogóle nie podpada pod pojęcie sprezzatury. Doktor House nosi zawsze taką wymymłaną i byłby bez tego niewiarygodną postacią, ale tak poza tym wszyscy wiedzą, że uprasowane koszule skądś się biorą (mogą się brać z pralni, ale dla rzeczy lepiej, jeśli będą często prane w pralce, a nie chemicznie) i znacznie wygodniej jest uczynić z prasowania swój znak rozpoznawczy, niż wygładzać poły koszuli pokątnie, w ukryciu przed światem.

Czasem myślę też, że tylko dzięki temu, że gdzieś skanalizowałem swoje pedantyczne zapędy, nie eksplodowały one we mnie w postaci jakiejś nerwicy natręctw i nie muszę teraz dosikiwać do siedmiu, jak pewien znany bohater filmowy. Pedantyzm w prasowaniu koszuli w ogóle odwala dwie trzecie roboty, a pozostałą jedną trzecią załatwią internetowe tutoriale. Tutaj tylko podsumowanie tego, co znajduje się w nie każdym z nich.

1. Większość bawełnianych koszul nie spali się od tego, że ustawisz temperaturę na **** (Len). Jednak może to prowadzić do brzydkiego wyświecania się materiału. Ustaw dobrze grzejące żelazko na „niecałą” bawełnę, czyli trochę przed ***. Dużo roboty ci to nie przysporzy.

2. Suchą koszulę można spryskać spryskiwaczem przed prasowaniem, a później, na czas rozgrzewania żelazka, włożyć zwiniętą do torebki foliowej, żeby wilgoć rozeszła się równomiernie. Można też prasować jeszcze wilgotną (lekko!) po praniu.

3. Kołnierzyk prasuj jako pierwszy i na lewej stronie. Wzdłuż brzegów kołnierzyka mogą się robić zaprasowane zmarszczki. Jeśli będziesz je miał od dołu, zobaczą je tylko świadkowie wiązania krawata. Bo oczywiście wiesz, że wyjście z domu z postawionym kołnierzykiem grozi reputacją powiatowego macho, prawda?

4. Do prasowania karczku naciągamy koszulę głęboko na zaokrągloną część deski. W sprzedaży są specjalne deski z zaokrągleniem tylko od jednej strony, jeśli taką wolisz. W ogóle narzędzi i gadżetów do prasowania jest tyle, że wystarczy ich by nadać jakiejś godności temu skądinąd mało pasjonującemu zajęciu. Niektórych z nich próbowałem, innych nie, ale prawda jest taka, że szkoda życia na roztrząsanie różnych możliwości doprowadzania koszuli do właściwego stanu.

5. Kanty w rękawach są, moim zdaniem, nieobowiązkowe, ale i niezabronione. Spór o wyższość jednego rozwiązania nad drugim jest przyjemny, ale przystępuj do niego tylko w koszuli wyprasowanej według preferowanej metody. Ostatecznie argumenty żadnej ze stron nie są się w stanie wznieść zbyt wysoko ponad „bo tak”, więc jeśli jesteś nerwowy, żuj korzeń kozłka lekarskiego w trakcie dyskusji, bo nie masz szans jej wygrać. Ja nigdy nie odmawiam sobie kantów. Podkreślają chrupkość odprasowanej koszuli i wkurzają bezkantowców.

6. Mankiety prasujemy jak kołnierzyki, zwracając uwagę na fałdki w miejscu, gdzie wnikają w nie rękawy. Fałdki są potrzebne, żeby zmniejszyć obwód rękawa do obwodu mankietu i warto zaprasować je ładnie, bo tam naprawdę akurat widać.

7. Przed prasowaniem pół i pleców, zapnij ostatni guzik pod kołnierzykiem. Łatwiej wtedy ułożyć koszulę prosto i nie zamiatać czystym mankietem po ziemi. Jeśli prasujesz koszulę z kontrfałdami (czyli tzw. classic fit, o czym wspominam w poprzednim poście), raczej nie zaprasowuj fałd na blachę. Staraj się raczej, na ile to możliwe, wyprasować jak najwięcej materiału i pozwolić fałdce ułożyć się samej.

8. Po wyprasowaniu koszula trafia na wieszak w celu ostygnięcia. Jeden fałszywy ruch i całe prasowanie trzeba będzie komisyjnie unieważniać. Najlepiej oczywiście żeby stygła przez całą noc (o czym piszę w jednym z poprzednich postów).

9. Żeby kołnierzyk ładnie się układał, możesz zaprasować kant w miejscu, w którym ma się łamać. Najlepiej robić to tylko pośrodku kołnierzyka, czyli z tyłu szyi – dzięki temu jego łamanie z przodu będzie wyglądało naturalnie. Ten sam manewr stosujemy w wypadku mankietów na spinki.

Zakończę tutaj, opierając się pokusie wymyślania dziesiątego punktu i nawiązywania tytułem do Dekalogu. To nie dekalog. W ogóle wszystko, o czym tu piszę, to nie dekalog, to raczej proponowana interpretacja przepisów wykonawczych do prawa, które istnieje, ale o którym się nie pisze, bo, jak śpiewał Kaczmarski, mądremu to na nic – głupi nie uwierzy. Pamiętaj o tym, kiedy będziesz próbował spierać się na śmierć i życie o kanty na mankiecie. Albo, kiedy odmówisz komuś bycia mężczyzną, bo chodzi po mieście z postawionym kołnierzykiem koszuli.

O uciechach prasowania

Prasowanie koszuli wieczorem to świetny nawyk: potrafi zmienić gorączkowe strojenie się w chłodną kalkulację

[simple_series title=”To jest tekst z trylogii koszulniczej”]

Zastąpienie koszulą z długim rękawem innych rodzajów okrycia klatki piersiowej (uwaga do zaawansowanych czytelników: TAK, inne rodzaje, niestety, istnieją) to podstawowy element „formalizacji” ubioru i najważniejszy wyznacznik dorosłego ubrania. Oprócz tego istnieje na Facebooku grupa „Mężczyźni w koszulach są niezwykle sexy”, a to chyba ostateczna rekomendacja. Dla wielu osób, w tym dla mnie, są one też centralnym punktem, wokół którego kompletuję garderobę na dany dzień, więc oszczędzają mi czasu i trudnych stylistycznych wyborów.

Według starej, podtrzymywanej w całości już praktycznie tylko przez ubraniowych rekonstruktorów, tradycji, koszula jest elementem bielizny, na którą dopiero zakłada się ubranie. Pozostało w tym jedynie ziarno prawdy, bo trudno traktować jako bieliznę coś, w czym można bez wzbudzania skandalu wyjść na ulicę, do biura, a nawet na spotkanie biznesowe czy towarzyskie. Nie przestrzegam i nie zalecam przestrzegać reguły o niezdejmowaniu marynarki w miejscach publicznych; jest ona w dzisiejszym świecie równie archaiczna, jak nakaz zakładania smokingu do obiadu. Oczywiście, gdybyś przypadkiem znalazł się w smokingu, a także w pewnych, zwłaszcza wieczorowych, sytuacjach w garniturze, należy tę regułę odkurzyć, ale wszystko to sprawa wyczucia. Jeśli będziesz pamiętać, że taka kwestia w ogóle istnieje, łatwo go nabierzesz.

- Kumo, powinnam staremu uprasować koszulę z neapolitańskim mankietem i kołnierzykiem typu cutaway? - A juści, kumo. Fot. Bundesarchiv Deutschland, CC-by-SA

Przy zakupie koszuli musisz zdecydować o: kształcie kołnierzyka, rodzaju mankietów (spinki/guziki, oba w wielu wariantach), długości rękawa i pół, czyli koszuli samej. Plisa, czyli listwa z guzikami, może być kryta, czyli je zasłaniać, albo i nie. Do tego tkanina i kolor. Wszystko to musisz wybrać podczas zakupu…  o ile w ogóle masz z czego. Niestety wybór w polskich sklepach jest taki, że trafienie wymarzonej kombinacji jest możliwe tylko wtedy, kiedy wymarzyłeś sobie średnio rozwarty kołnierzyk, mankiet na dwa guziki i kolor błękitny.

Około dziesięciu koszul wypełnia bęben typowej pralki. Z uwzględnieniem czasu na schnięcie prania (na wieszakach!), już tuzin koszul daje możliwość zakładania koszuli codziennie bez pustych przebiegów pralki, a pięć tuzinów to zupełny relaks. Jeśli wszystkie są białe, to wręcz lans. Biała koszula jest jednym z tych tricków – nie sposób z nią nie trafić. Cokolwiek byś miał na sobie, od jeansów po smoking, zawsze będzie co najmniej poprawnie. Sam kiedyś rozważałem stopniowe – jak to mawiają politycy – wygaszanie rynku niebiałych koszul, jednak na razie szkoda mi wszystkich możliwości, które daje wzorzystość bawełny.

Koszula jest jednym z niewielu elementów klasycznej męskiej garderoby, które można prać samodzielnie w pralce. Jako że każdy kij ma dwa końce, musisz się przez to liczyć z koniecznością prasowania. Dla mnie nie jest to jednak coś za coś, bo nauczyłem się prasować koszule szybko i sprawnie, prasuję przeważnie jedną na raz, a kiedy czeka ona na swoją kolej noszenia, wymyślam, co mógłbym do niej założyć. Czasem, planując tydzień z góry (pod kątem ważnych spotkań czy imprez) ułożę sobie w głowie, która koszula na kiedy i to w zasadzie całość czasu, jaki spędzam nad myśleniem o tym, co na siebie włożyć (no, jeszcze buty…). Kiedy ten temat zajmuje moje myśli, ręce prasują koszulę – oto oszczędność czasu.

Koszula i marynarka na ramię, spodnie na poprzeczkę, pasek i krawat na wieszak, a spinki i zegarek na tackę. Ubieranie się nigdy nie było prostsze

Dlatego za jeden z najważniejszych gadżetów domowych uważam dobry wieszak, który pomieści całą garderobę. Mam szczęście mieć stacjonarny wieszak, na którym zawsze czeka jutrzejsza koszula, a jeśli dzień ma się zacząć wcześnie i być wymagający, do koszuli dołączają spodnie, marynarka i krawat. Wieszak ten (moja żona ukrywała go heroicznie przez kilka dni przed moim wzrokiem, żebym miał niespodziankę) uważam też za całkiem estetyczny element wykończenia, na pewno lepszy niż popularna w sypialniach szafka improwizowana na krześle. Bardziej urokliwy byłby tylko emerytowany manekin krawiecki, uratowany przed śmiercią głodową w podupadającym zakładzie rzemieśniczym. Zajmuje jednak sporo więcej miejsca. Najmniej wymagający pod tym względem jest podwójny wieszak: profilowane ramię na koszulę (i marynarkę) z poprzeczką lub klipsem na spodnie. Do tego haczyk na ścianie w widocznym miejscu, przeznaczony tylko i wyłącznie na to.

Zresztą dobre metody to takie, które działają: chodzi o to, byś po przebudzeniu zawsze wiedział, którą koszulę dziś założysz – a do jej wzorów i kolorów już intuicyjnie dobierzesz według humoru krawat i poszetkę, a według funkcji – resztę garderoby. Dzięki temu jest łatwiej i nie stroisz się jak baba, a nudziarze od efektywnego gospodarowania czasem twierdzą, że nie masz wymówki, by zostać dłużej w łóżku planując strój na dziś, więc możesz szybciej, dziarski i rumiany, wyskoczyć z łóżka i wcześniej zacząć wypracowywać PKB. A wszystko dzięki męskiej przyjaźni z żelazkiem.