Wyścig zbrojeń… po włosku

Próby wyróżniania się w tłumie wyróżniających się prawie zawsze źle się kończą

Mamy czym żyć przez najbliższe pół roku. Kilka dni temu zakończyła się nagłośniejsza chyba impreza szmatkowa dla samców, czyli targi Pitti Immagine Uomo we Florencji (oczywiście, jeśli chcesz uchodzić za światowca, mówisz po prostu Pitti Uomo, albo nonszalancko Pitti – dzięki czemu niezorientowani mogą nawet pomyśleć, że mówisz o prawdziwiej galerii sztuki).

Feta zakończona, tekstylni rozjechali się do domów, teraz przeżywać będzie blogosfera. Należy spodziewać się dużo szumu, bo na targi w tym roku pofatygowali się osobiście i Macaroni, i Szarmant. Mr Vintage nie pojechał, ale za to jako pierwszy stworzył relację, bo obserwacja z oddali ułatwia syntetyczne sprawozdanie.

Ja zdawać sprawy nie zamierzam, bo z aż tak daleka ledwo widać, zwłaszcza to, co pod dachem, objęte jest chyba zakazem fotografowania (chociaż Macaroni przywiózł zdjęcia, co zmienia postać na posiedzieć). Bo Pitti Uomo to pewnie najlepiej obfotografowana przez fotografów street fashion impreza modowa, ale trzeba pamiętać, że widzimy tylko subiektywny wybór gości odwiedzających targi. Jak jest w halach – to opowiedzą szczęściarze, którzy tam byli.

Zanim wtrącę do tego obrazu swoje trzy grosze, uważam za stosowne uczynić mały disclaimer. Kiedy bowiem napiszę to, co napiszę, wielu może uznać, że przemawia przeze mnie zazdrość wobec Macaroniego i Szarmanta, dwóch polskich style bloggerów, że byli na targach. Ucieknę przed tym pytaniem do przodu: zazdroszczę, i to jak! W miejscu, w którym się znajduję, tylko kilka metrów i jedna ściana dzielą mnie od olbrzymiej zaspy śniegu i myśl, że mógłbym być teraz we Florencji, spacerując wśród szpalerów najlepszych męskich ciuszków świata, sprawia, że zielenieję z zazdrości i nawet porzucam myśl o tych wszystkich Uffizich, Brunelleschich i Ghibertich, które przypadkiem też we Florencji się znajdują. Oczywiście, jak na pewno mawia Paolo Coelho, nie ma takiego marzenia, którego nie da się spełnić dzięki wytrwałości i walizce sałaty, więc domyślam się, że kiedyś jeszcze na Pitti trafię, o ile mój zapał nie ostygnie.

"Kawałek plastiku w butonierce" to dla wielu "aaale oooobciach!", a mi się niezmiernie podoba. Fot. Tommy Ton/GQ

Skoro już to sobie wyjaśniliśmy, przechodzę do sedna. Otóż kiedy po raz pierwszy trafiłem na pokaz obszernej kolekcji zdjęć z wybiegu na papieroska przed pawilonami Pitti Uomo, było to dla mnie pewnego rodzaju odkrycie. Największe wrażenie zrobiła na mnie nonszalancja w noszeniu zupełnie odjechanych rzeczy, której doskonałym przykładem było nieortodoksyjne a świetne zastosowanie butonierki płaszcza. Nawiasem mówiąc, tym zdjęciem podzieliłem się na forum bespoke, dzięki czemu dowiedziałem się, że jedyny sposób na zachowanie elegancji przy posługiwaniu się elektrogadżetami to mieć 10-letnią nokię zapakowaną w stal jubilerską i kupioną za absurdalne pieniądze w salonie jubilerskim (o zjawisku nobilitowania szajsu biżuteryjną oprawą czyt. Svarovsky’ego kryształ).

Teraz jestem w te doświadczenia tak bogaty, że mógłbym je eksportować. Naoglądałem się już tylu zdjęć przebranych mężczyzn, mężczyzn o ciekawych twarzach, mężczyzn w wieku, w którym powinno się mieć coś do powiedzenia – a kiedy patrzę na nich, widzę tylko ile czasu rano się stroili. Ile wysiłku zajmuje niektórym z nich kombinowanie już nawet nie jak wyglądać lepiej, ale – jak wyglądać inaczej, bardziej oryginalnie. Sto kilkadziesiąt zdjęć razy kilku fotografów (najważniejsi to oczywiście Scott Schumann z The Sartorialist, który w tym roku pokazał klasę i relacji nie zrobił, i Tommy Ton z GQ), razy dwie edycje imprezy w roku razy kilka lat, od których śledzę fotorelację, to daje kilka tysięcy zdjęć… tak samo ubranych gości. Mój podziw szybko przeszedł nutką sceptycyzmu, która, w drodze powolnej fermentacji, zmieniła go w rozczarowanie. To ostatnie sięga już niemal poziomu odrazy. – Is this how men look like? – pytał Tyler Durden, wskazując na plakat reklamowy slipków Calvina Kleina. – Czy to tak wyglądają mężczyźni? – pytam ja, oglądając setny „street photo” reportaż z najbardziej oczywistego miejsca dla wszystkich „street photo” reporterów.

Oczywiście, wiele zależy od wyboru zdjęć, co staram się udowodnić, przedstawiając dwie osobne kolekcje (niestety, z przyczyn technicznych z którymi nie zamierzam się zmagać, wszystkie zdjęcia z tego wpisu trafiły do jednej galerii). Oczywiście, trudno porównywać znajdujących się w tych zestawach obok siebie Lino Ieluzziego z Nickiem Woosterem (dwa nazwiska, które lepiej znać, jeśli chcesz jako tako orientować się w tych fotkach). Nie chcę też nadużywać słowa hipster, bo znowu ktoś się obrazi (pamiętajcie, że prawdziwy hipster zawsze będzie zaprzeczał, że nim jest), ale mam wrażenie, że gdyby cała ulica wyglądała tak, jak parkur na Pitti Uomo, nie bylibyśmy w ani o jotę lepszej sytuacji, niż ta, w której znajdujemy się teraz: ze smutnego obraz miasta zmieniłby się na wkurzający.

Morał tej historii jest taki: ubierajmy się dla własnej przyjemności, nawet próżności, dla innych, dla kobiet, na których chcemy robić wrażenie, dla okazji, które chcemy uświetnić albo które uświetniają nas i chcemy to wyrazić. Ale nie róbmy z tego wyścigu zbrojeń, a jeśli już – to niech bronią w tym wyścigu będzie doskonałość minimalizmu i dyskrecji, a nie błyszczący i świszczący, ale krótkotrwały fajerwerk, z którym kojarzy mi się styl Pitti Uomo. A ten sam morał przełożony na praktyczną poradę: dobrze jest się wyróżniać ze źle ubranego tłumu, ale jeszcze lepiej jest się wtopić w tłum dobrze ubrany. I trzeba mieć rozsądek, żeby się jedno z drugim nie popieprzyło.

 

12 odpowiedzi do “Wyścig zbrojeń… po włosku”

  1. Inaczej patrzał się na zdjęcia z PU pierwsze 2,3 razy. Wtedy było „o fuck, nie wiedziałem że tak można” a teraz „o kolejny koleś z nadmiarem krzykliwych dodatków”. Starzejesz się pan, mniej rzeczy zaskakuje, więcej nudzi.

    1. Zblazowanie dodaje uroku. Przynajmniej taką mam nadzieję bo mnie to też dotyczy.

  2. Rumień się, rumień. Znakomity tekst. Jak zwykle trafiony doskonale. Z jednym się jednak nie zgadzam. Ja wybrałbym wkurzający tłum Pitti niż polską ulicę.

    1. W sumie ja też. Jak mawiał premier: przynajmniej jest z kim przegrać :-)

  3. Na pewno na targi też pojedziesz :) Wyścig zbrojeń – doskonały tytuł. Idealnie oddaje atmosferę placyku vel wybiegu i dandysów-bażantów, jak i fotografów łaknących oryginalnych ujęć.

Możliwość komentowania jest wyłączona.