Uzbrojony po krawat

Co robisz, kiedy stek, który ci podano, okazuje się zbyt twardy i żylasty? Mięczaki robią awanturę, twardziele ostentacyjnie sięgają po ostrzejszy nóż

Ten victorinox, znacznie różny od popularnych scyzoryków o stu ostrzach, daje dowód, że more is less. Fot. Victorinox

Niewiele rodzajów noży w tak niewielkim stopniu kojarzy się z przelewem krwi, jak szwajcarski scyzoryk. Tymczasem jego nazwa Swiss army knife, wymyślona przez amerykańskich żołnierzy, którym słowa Schweizer Offizierssmesser nie bardzo chciały przejść przez gardło, świadczy o tym, że żołnierze (co prawda szwajcarscy, więc nie najbardziej doświadczeni w polu) ruszają do boju ze składanymi kozikami wyposażonymi w śrubokręt i korkociąg.

Jednak każdy nóż w jakimś tam stopniu świadczy o specyficznej „gotowości bojowej”, co piszę w cudzysłowie, bo niekoniecznie o dosłowną obronność chodzi, ale o umiejętność ogólnego radzenia sobie z problemami, z którymi konfrontuje nas życie. Nie z każdym poradzisz sobie nożem, ale w ostatecznym rozrachunku, tych jest więcej niż mniej.

Zresztą nie chodzi przecież o sztukę przetrwania w dżungli, to chyba jasne. Oczywiście jeepy i inne SUV-y cieszą się niemałą popularnością (większość co prawda została kupiona w lepszych czasach benzyny po cztery zł), ale rolą inteligentnych ludzi pod krawatami jest zdawać sobie sprawę, że prawdziwy survival odbywa się w miastach, na ulicach, w barach i biurach. Dlatego nie namawiam nikogo do zakupu wielkich i ciężkich nożysk, choć jedno z nich było moim pierwszym i jeździ ze mną na wszelkie wakacje.

Ostatecznie nóż „za miasto” jest chyba ważniejszym pierwszym nożem, podobnie jak czarne buty do garnituru są ważniejszym pierwszym zakupem obuwniczym, przy czym należy dokonywać go z pełną świadomością, że nie będą to, delikatnie mówiąc, najczęściej używane rzeczy. W końcu w mieście częściej masz pod ręką kogoś, kto coś pożyczy, noże w domu, jakieś ostrze w aucie albo biurze, a rzadziej masz potrzebę zrobić coś na już, w terenie. Jednak już drugi nożyk z powodzeniem może być nożem do miasta, a w mieście ubieramy się e-le-gan-cko.

Małe noże z klipsem mogą służyć za uchwyty na banknoty, jeśli ktoś lubi tak nosić forsę. Fot. Timberland Knife and Tool

Pierwszym powołaniem noża do marynarki (nóż do marynarki nie służy do krojenia marynarki, tak jak nóż tzw. taktyczny nie służy do krojenia taktyk) jest być zawsze na miejscu, ale nie narzucać się swoją obecnością. Można bez problemu znaleźć składany nóż (ostrze musi być zabezpieczone żeby nie poniszczyć ubrań) który waży na tyle mało i jest tak cienki, by nie rozpychać kieszeni (sto gram to granica, ale da się zejść i do 50). Dlatego żeby korzystać z takiego noża musisz przyzwyczaić się do robienia jak największej liczby rzeczy jedynym ostrzem, które będzie ci dane.

Jeśli wychodzisz z domu na dłużej i masz większy bagaż, możesz pokusić się o wsparcie dla dżentelmeńskiego nożyka. Ten pierwszy jest zawsze pod ręką i kiedy kobieta prosi cię o pomoc, bo zapomniała odciąć metki od nowo kupionej bluzki, wyjmujesz nożyk razem z ręką z kieszeni, jakby w ogóle przyrósł do ciebie i był przedłużeniem twojego… ramienia. Pamiętaj jednak, że dopiero teraz zaczyna się trudna część. Jeśli potniesz dziewczynę, możesz stracić jej zainteresowanie, a nawet jeśli lubi przemoc, to pokaleczona nie będzie już tak atrakcyjna.

Nóż, który jest wsparciem małego, może być wielki i ciężki jak oddział zomowców i podobnie jak tę formację, wzywasz go do cięższych zastosowań, w ostateczności. Na takie wsparcie doskonale nadaje się multitool, czyli scyzoryk, w którym na pierwszy plan wysunięte zostały kombinerki zamiast ostrza. W końcu ostrze już masz. Problemem multitooli jest to, że przeważnie brakuje im drugiej najpotrzebniejszej funkcji scyzoryka: korkociągu.

Hardware. Fot. Marylinskeepsakes.com

Ciężka konstrukcja zapasowego noża może być jednak przydatna. W instrukcji obsługi jednej z firm produkujących noże napisane jest: Pamiętaj, że twój nóż jest najdroższym i najgorszym łomem, jaki jesteś w stanie sobie wyobrazić. Kiedy pęknie lub się wyszczerbi, nie ma dla niego ratunku – pomyśl o tym dwa razy, zanim zatrudnisz go do naprawy hydraulicznej albo otwarcia butelki z kapsla.

Przy wyborze noża zwróć uwagę na stal. Jest wiele stopów, które doskonale nadają się na noże, i markowe scyzoryki przeważnie są zrobione właśnie z nich. Jednak jeśli klinga nosi tylko informację, że jest wykonana ze stali nierdzewnej (stainless steel), zachowaj czujność: to może być zdecydowanie za mało. Przewodnik po rodzajach stali na noże znajdziesz z łatwością w internecie, ale nie przejmuj się nim zbytnio – wybieranie noża do otwierania listów według kryterium użytego stopu grozi reputacją gadżeciarza (patrz: syndrom audiofila).

Zwróć też uwagę na blokadę ostrza: po pierwsze, żeby jakaś w ogóle była, bo szkoda palców. Z drugiej strony, jeśli szukasz małego nożyka, zapewne będzie to któraś z blokad bocznych (liner-lock lub frame-lock), które w zupełności wystarczą do krojenia banana, a nawet do ostrzenia ołówka.

Dobry nóż dżentelmena jest, a w każdym razie może być, biżuterią, jednak chodzi raczej o ładny drobiazg, który dobrze wygląda, a nie o element akcesoriów odzieżowych. Dlaczego o tym wspominam? Trochę mnie to przeraża, ale serio są na świecie ludzie, którzy są gotowi nosić nóż jako spinkę do krawata i nawet omawiają (mam nadzieję, że po prostu nie wyczułem ironii) przewagę jednego noża nad drugim w takim właśnie zastosowaniu. Jednak z dobrym nożem można łatwiej być dżentelmenem, bo nie trzeba czerwienić się i stękać przy rozpakowywaniu rzeczy, które chiński inżynier postanowił opakowaniem zabezpieczyć przed tobą samym, jego nabywcą. I jeszcze dlatego, że można obrać owoc ze skórki bez nadmiaru logistyki i filozofii.

Nóż ratowniczy z odłączaną latarką i młotkiem do szyb nie jest najdyskretniejszym narzędziem świata, ale może robić na dziewczynach wrażenie gotowością do akcji. Fot. Tool Logic

Oczywiście mały składany nożyk z jednym ostrzem, którego podstawową cechą są jak najmniejsze wymiary i ciężar, to nie jedyny styl, który masz do dyspozycji. Jeśli czujesz się bardziej miejskim survivalistą, może powinieneś rozważyć fikuśny nóż ratowniczy, który w jednym ostrzu zawiera masę narzędzi do przecinania pasów samochodowych, wybijania szyb i innych rzeczy, które pozwalają łatwo dostać się do rannego? To niewątpliwie bardzo męski image, choć jak dla mnie trochę zbytnio pachnie dżinsami.

Oczywiście fighter może wybrać nóż sprężynowy (choć reputacja bywałego chłopaka z dzielni przeważnie idzie w parze z niewskazaną reputacją dresa), ale jeśli myślisz o czymś do samoobrony, rozważ nóż typu bear claw. Skuteczna walka jest sztuką unikania ciosów, a to podobno nóż, z którego trudno zostać rozbrojonym. Jednak jeszcze bardziej nadrzędna zasada mówi: nie sięgaj po broń, której nie jesteś gotów użyć, dlatego dla większości skuteczniejszą bronią wydaje się parasol.

Obojętne jednak, czy zamierzasz ranić, czy rozpakowywać – pamiętaj o utrzymywaniu noża w stanie ostrym jak brzytwa. – Bo tępy nóż – jak powiedział mi kiedyś przyjaciel – jest jak brudne buty. Nie miałem problemu ze zrozumieniem tej analogii.

12 odpowiedzi do “Uzbrojony po krawat”

  1. Trzeba też dodać, że ostry nóż jest bezpieczniejszy od tępego. Chociaż nie jestem zwolennikiem noszenia noży przy sobie.

      1. Jakoś w mieście nigdy mi się nie przydał i nie widzę specjalnego zastosowania.
        Co innego na wakacjach, wtedy zawsze miło jest zjeść obrane i pokrojone jabłko, wystrugać łódkę z kory, albo chociażby naostrzyć kije na ognisko.

  2. Ten wpis to dobra okazja, by rozpocząć regularne komentowanie na blogu. Czytam go od niedługiego czasu, ale chyba mam już za sobą wszystkie teksty. (No, na wszelki wypadek jeszcze dzisiaj to sprawdzę). I jestem pod olbrzymim wrażeniem. Bardzo podoba mi się zarówno jego treść, jak i forma. Gratuluję polszczyzny i zazdroszczę felietonowego zacięcia.

    Ad meritum. Z argumentami w tekście w zasadzie się zgadzam, ale nie mogę zgodzić się z tym o rodzaju stali. Jasne, szczegółowe analizowanie mieszanki i rozwodzenie się nad wyższością takiej a nie innej zawartości węgla jest przesadą porównywalną z kablami z monokrystalicznego srebra, ale nóż to przede wszystkim ostrze i trzeba koniecznie zwrócić uwagę na sprężystość i jakość stali. Poza tym to, jaką stal wybierzemy, w pewien sposób wpłynie też na trwałość noża i sposób jego ostrzenia.

    A dla lubiących najwyższą klasę i jakość polecam rzemieślnika-artystę: http://www.tlim.net/. Jego noże ze stali, no, „damasceńskiej”, to moje małe marzenie. I inwestycja na wieczność, taki nóż – odpowiednio konserwowany – nie ma prawa się zużyć.

      1. Podobno nikt już nie potrafi zrobić prawdziwej stali damasceńskiej i noże Tlima i innych rzemieślników są – co prawda bardzo dobrą – jedynie kopią tego, co powstawało we wczesnym średniowieczu.

        Ile w tym prawdy trudno mi powiedzieć, ale ta legenda o bliskowschodniej, zapomnianej sztuce jest na tyle przyjemna, że właśnie dlatego cudzysłów.

        1. Tak jak myślałem. Generalnie dzisiejsze materiały i technologie są lepsze od dawnych, a mity o zapomnianej maestrii to przeważnie tylko mity właśnie. Ale zgadzam się, że to bardzo fajne mity i nie należę do tych, którzy będą z nimi zbyt uparcie walczyć.

  3. Szanowny Panie,

    Jako że jestem człowiekiem konkretnym to podam konkretne przykłady tego co ja subiektywnie uznaje za nóż dżentelmena.

    Pierwszym przykładem, poruszonym zresztą w tekście, są szwajcarskie scyzoryki. Osobiście użytkowałem zarówno klasyczną jak i powiększona wersję z blokowanym ostrzem. Małe, naprawdę wielofunkcyjne i sprawdzają się zarówno na Bieszczadzkim szlaku jak i przy miejskim survivalu.

    Drugi przykład wpasowuje się niemal idealnie w wymogi noża niewielkich rozmiarów, lekkiego i jednocześnie stanowiącego ładny gadżet: (mam nadzieję, że link zadziała). Podobnie jak przykład nr sprawdziłem go osobiście na górskich szlakach, piknikach nad jeziorem i spotkaniach przy winie. Do tego nie trąci dżinsami.

    Pozdrawiam.

    1. Link zadziałał, chociaż się trochę rozpanoszył. Nóż faktycznie mało dżinsowy, ale mi się kojarzy z gajowym. Za to na pewno jest wygodny i ma dwie podstawowe funkcje :-)

  4. Już widzę minę pani z warzywniaka, gdy wyciągam banknoty sczepione nożem :-D

    PS Sto gram można wypić, nóż waży sto gramów ;-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.