Tytoń, wrzosiec, cedr…

Można nie lubić dymu, a i tak być fanem palenia, bo daje ono pole do popisu dla prawdziwych gadżeciarzy

Jeśli dzięki mojej skromnej acz kancerogennej działalności blogerskiej nabrałeś ochoty na ambitnego dymka, od chwili przyjemności dzieli cię tylko jedno trudne zadanie: zakupy. Nie ma się czego bać, ważne, by trafić do profesjonalnej trafiki, ale to coraz mniejszy problem, zwłaszcza, że nawet humidorów przybywa w centrach handlowych i hipermarketach.

Dizajnerska fajka to być może jedyny sposób na ucieczkę od imydżu emeryta, ale ceny takowych (i, czasem, obecność udziwnień) każą dwa razy przemyśleć taki zakup

Największym wyzwaniem w kupowaniu fajki jest – o dziwo – fajka. Współcześnie robi się je z korzenia wrzośca, drzewa gruszy, pianki morskiej albo gliny, przy czym zdecydowana większość produkcji przypada na te pierwsze. Pytaj o modele z wrzośca z filtrem węglowym, który trochę pomoże nawet niedoświadczonemu palaczowi utrzymać niską temperaturę dymu. Potraktuj to jak kupowanie butów i zacznij od ładnego i klasycznego modelu, bez udziwnień, z którymi później nie będziesz wiedział, co zrobić (np. niewielki cybuch i bardzo wydłużony ustnik, model niezwykle ciekawy, jest świetny do smakowania chłodnego dymu i komponowania mieszanek, ale wymaga sporej wprawy).

Zwłaszcza, że nic nie uratuje cię od prostej prawdy, że fajka przystoi dopiero w pewnym wieku, i o ile z piękną szpakowacizną albo srebrnymi włosami masz szansę wyglądać jak Tolkien, Hunter Thompson, Sherlock Holmes albo Einstein, to jeśli fizjonomią przypominasz raczej cherubinka, wyślesz prawdopodobnie tylko komunikat, kim chciałbyś być, jeśli dorośniesz.

Jeśli zdecydujesz się chodzić z fajką, oto kolejny metal, który zacznie obciążać twoje kieszenie

Na początek do fajki powinieneś jeszcze dokupić niezbędnik, który eleganckie towarzystwo fajczarskie nazywa ginekologiem (sic!). Tanie są naprawdę tanie, więc dorzuć jeszcze wycior (fajkę należy wyczyścić po każdym paleniu) i zapałki. Aha, może jeszcze tytoń. Wiele z nich jest aromatyzowanych (oczywiście nie tak, jak marmolada do sziszy) i o ile mi wiadomo nie obowiązuje w środowisku żadna forma piętnowania osób, które wolą właśnie taki.

Są specjalne popielnice do fajek. Mają przeważnie korkową podstawkę, o którą można postukać cybuchem, by go opróżnić (czynność uważana przez niektórych za wandalizm) oraz wgłębienia do ustawienia fajki w naturalnej pozycji. Fajka (znowu!) jest jak buty, musi odpocząć po użyciu, a skierowanie wylotu ku górze pozwoli odprowadzić ciepło i wilgoć.

Tak naprawdę tytoniu nie powinno się zapalać benzynowymi zapalniczkami ze względu na sztachanie się oparami (chociaż firma Zippo robi nawet specjalny model do fajki), więc jeśli już musisz inwestować w palarnianą biżuterię, szukaj zapalniczek gazowych. Nazwy firm, które zawsze przewijają się w tym kontekście, to Dunhill, Cartier i Dupont.

So. Fucking. Classy. Gardzę swoją dziesięć lat młodszą, dżinsową wersją, która uznawała Zippo za najpoważniejszą markę zapalniczek. Fot. Dunhill

Zapalniczki przydają się również do cygar, z tym, że na tym stanowisku mają dodatkowe zastępstwo. Oprócz zapałek poleca się tu używać także cedrowych drzazg, których najmniej „eleganckim”, ale powszechnie spotykanym źródłem, jest opakowanie, w którym kupiliśmy cygaro (w blaszanej tytce tytoń owinięty jest w cienką warstewkę cedru). Oczywiście, sama taka drzazga ognia nie skrzesa, ale może pomóc wzbudzić uznanie znawców, a nieznawców może i też.

Gadżedziarstwo cygar zaczyna się dopiero, kiedy dostaniemy się do kręgu zapalonych miłośników. Każdy z nich musi mieć w domu humidor, bo bez niego nie sposób z głową zgromadzić jakiegokolwiek zapasu do palenia (niektórzy twierdzą, że zamrażarka albo wilgotna gąbka w torebce foliowej jest dobrym substytutem). Na pudełko utrzymujące wilgotność możesz wydać kwoty od umiarkowanej do niewyobrażalnej, ale pośrodku tej skali znajdują się humidory z cedru (a nie jedynie nim wyłożone). Wysoka pozycja tego aromatycznego drewna w kulturze tytoniu sprawia, że naprawdę zastanawiam się, czy nie jest ona tożsama z kulturą drogich butów, które powinny używać cedrowych prawideł.

Popielnica jest w wypadku cygar bardzo ważna. Cygaro może dzięki niej odsapnąć i nie przegrzać się zbytnio, a palacz – wrócić do niego, kiedy znów nabierze ochoty.

Takie humidory serwuje swoim fanom Bentley, za 3600 funtów. I, umówmy się, nie jest to coś, co zamieniłbym za ajpoda

Niektórzy akceptują odgryzanie końcówki cygara, znane z amerykańskich kreskówek, ale wygląda ono raczej źle, zwłaszcza jeśli masz niedoskonały zgryz. Gilotynka jest równie potrzebna, jak niezbędnik fajczarzowi, a najtańsza potrafi być prawie tak samo tania. W zależności od przyjętego rozwiązania możesz odciąć końcówkę cygara gilotynką bądź nożycami albo wykroić w jego środku dziurkę. Dobrym pomysłem wydaje się nie robić na początku zbyt dużej – cygaro o niemałej średnicy to dużo dymu. Odetnij jednak śmiało, żeby nie wyglądało jakbyś zeskrobał tylko wierzchnie liście cygara, bo palenie będzie utrudnione.

Oswojenie  się z tym wszystkim to powolny proces, wymaga wprawy, czasem lektury albo odważnego zapytania miłej pani w trafice (w „Fajce” na Kruczej w Warszawie wiedzą one naprawdę dużo). Pamiętaj o zasadzie, że im ktoś bardziej przemądrzały, na tym większy dystans zasługują jego rady i drugiej – że zasady – np. te o przepalaniu fajki czy zapalaniu cygara – są tylko po to, by uprzyjemnić palenie, i tylko w takim wymiarze warto jest stosować. A gadżety… podobno można żyć bez nich i nawet radzić sobie jakoś, zastępując je substytutami. Ale, tak serio, czy to ma sens? W końcu gadżety to nie wszystko, ale wszystko bez gadżetów to… szkoda gadać.