Tożsamość w dyskoncie

Tylko grafoman nie pisze dla pieniędzy: etos rzemiosła w świecie rzemieślników pióra

Oficjalnych danych nie mam, ale nieoficjalne źródła donoszą, że dodruk „Sztuki życia dla mężczyzn” w oprawie – nomen nie omen – miękkiej wyszedł spod prasy drukarskiej i trafił do Biedronki. Oznacza to kilka rzeczy. Raz, że naprawdę dużo – jak na polski rynek wydawniczy – egzemplarzy książki trafiło do czytelników i, zważywszy, że książki bywają pożyczane albo podczytywane bliźnim, oznacza to prawdopodobnie liczbę czytelników idącą w dziesiątki tysięcy. Co cieszy i to cieszy bardzo serio. Po drugie, że w tym roku może być miło dostać na gwiazdkę plik excela, ale tu mój optymizm jest zgoła bardziej umiarkowany.

A po trzecie, że często ostatnio muszę się mierzyć z pytaniem: „Jak to jest być produktem z gazetki z Biedronki?”, na które chętnie odpowiem, ale swoim zwyczajem, nie wprost.

Podobno redaktor naczelny po tysiąckroć skompromitowanego portalu „blogerskiego” NaTemat Tomasz Machała powiedział publicznie, że widz, który nie płaci za dostęp do treści, jest tylko Machała: czytelnik jako towar. Okej, może i to prawda i niech sobie Machała wysłuchuje i powtarza takie teksty na kolegiach redakcyjnych w Polsacie. Ale przekazywanie tego w takiej formie na forum publicznym to jednak grubsza impertynencja, do której dziennikarze-celebryci przyzwyczajają nas coraz skuteczniej.

Oczywiście, jestem hipokrytą, bo moje – darmowe dla użytkownika – treści są tu też po to, żeby przyciągnąć uwagę grupy o odpowiedniej demografii. Uwagę, z którą nie wiem jeszcze, co zrobię i wiele razy w wymianie mailowej udowodniłem, że nie zamierzam nią szastać na lewo i prawo. Ale między handlem jakimś niewielkim ułamkiem waszej uwagi i a sprowadzaniem was do roli towaru w transakcji z jakimś reklamodawcą czy sponsorem – między tymi dwoma sposobami postawienia sprawy jest przepaść, głęboka jak Rów Mariański. Przepaści tej na imię szacunek.

I tak jak mam szacunek dla czytelników, by nigdy nie nazywać ich towarem, tak mam też szacunek dla siebie, by nie myśleć o sobie jako o towarze z Biedronki. Moja książka wyszła w dwóch edycjach, w zwiększonym nakładzie, wreszcie – trafiła do dyskontu: miejsca mało prestiżowego, ale ile tytułów na raz sprzedaje się w dyskoncie? Jesteśmy w elitarnym gronie i, jak ciąg dalszy wieści gminnej niesie, skutecznie walczymy o lepsze z resztą konkurentów.

I tyle w kwestii bycia towarem z Biedronki: jeśli chodzi o pisanie, jestem profesjonalistą. Oznacza to wiele rzeczy: że używam edytora tekstów i klawiatury jak krawiec używa maszyny do szycia.

Że piszę, jeśli mi płacą, i robię to najlepiej jak umiem, uwzględniając stawki.

Że uczę się cały czas pisać skuteczniej, to znaczy lepiej osiągać cele, które w danym tekście założyłem. Wielu uważa, że „naturalny talent”, że „lekkie pióro”, ale naturalny talent to wymówka dla lenistwa, a spod lekkiego pióra wychodzi głównie lolcontent.

Że decydując, co i jak napisać, patrzę na to, kto podpisuje przelew – jeśli redakcja, piszę jako dziennikarz, uwzględniając interesy redakcji, które – mam dużo dowodów – są czymś więcej niż Radkowe robienie laski reklamodawcom. Ale jeśli reklamodawca na przykład nie potrafi sam napisać advertoriala, to mogę mu pomóc – wystarczy, że on, a nie ja będę podpisany.

Robota jak każda inna, nie gadajmy za dużo o Misji, bo Misję mają i księgowi, i dozorcy, i politycy, a jak wychodzi na końcu – wszyscy wiemy. Ci z gębą pełną misji kłamią zapewne statystycznie częściej niż ci, którzy po prostu traktują swój zawód serio.

Aktorzy mają takie powiedzenie: aktor jest do grania jak dupa do srania. Uwielbiam je, chociaż nie zawsze cytuję przy jedzeniu. Ale ta uderzeniowa dawka niesmaku i wulgaryzmu doskonale spełnia swoją funkcję, którą jest utrzymywanie przy ziemi zwłaszcza młodych gniewnych idealistów, żeby nie przeaktorzyli swojej roli – to działa tak jak ma działać. Często, kiedy robię coś trochę wbrew sobie albo w ogóle nie mam siły zebrać się do zalewania betonem pustych szpalt, przypominam sobie to powiedzonko. Albo inne, które widziałem kiedyś na koszulce: nieważne, jak piekną ona jest królewną, gdzieś istnieje facet, który ma dość jej fochów. Bo mam naprawdę fajny zawód, tylko z bliska czasem wyglądam samemu sobie na podawacza cegieł z bonusową funkcją towaru z dyskontu.