Jak się posługiwać nożem kuchennym

Nóż kuchenny Victorinox, fot. Victorinox.com

…który jest najważniejszym narzędziem w każdym męskim gotowaniu

Ciężki majcher z masywną rękojeścią i ostrzem długości przynajmniej ośmiu cali. Wiesz, dlaczego nazywają go nożem szefa kuchni? Bo mając go w ręku jesteś szefem. I to nie tylko dlatego, że nikt ci nie fiknie, lecz także dlatego, że nic tak dobrze nie pozwala rządzić kuchennymi półproduktami, ujarzmiać ich i kazać im stać się gotowym żarciem.

Nie, serio. Nóż szefa (z braku lepszego określenia przyjmę tę niezręczną kalkę z angielskiego) jest centrum kuchni. Zresztą jesteś podobno mężczyzną i jeśli trzymanie w ręku ciężkiego kawału ostrej stali nie budzi w tobie tego sympatycznego nazistowskiego ciepełka wokół serduszka, to może czas wystąpić do Unii o refundację operacji zmiany płci?

Pierwszy nóż tego typu kup koniecznie zaraz po wyprowadzce od rodziców, razem z materacem i przyzwoitymi nowymi kolumnami. I lepiej niech będzie porządny – taki przynajmniej za stówę. Kiedy tylko będzie cię stać, zmień go na coś naprawdę drogiego. I nie odkładaj tej decyzji na później, kiedy życie wciągnie cię w korkociąg kredytów, rat leasingowych, alimentów i przegranych procesów o zasłużone zniesławienie tego złodzieja i skurwysyna, który miał cię reprezentować w radzie dzielnicy.

Albo od razu przyjmij zasadę, że przez całe życie masz w kuchni najdroższy nóż szefa kuchni, na jaki cię aktualnie stać. I że jest to najdroższy element wyposażenia twojej kuchni, przynajmniej spośród tych, które da się zmieścić w kuchennej szufladzie (bo lodówka z kostkarką i mebelki od Pininfariny mogą okazać się kapkę droższe).

Jednak narzędzie jest tylko narzędziem, więc żeby wyglądać z nim jak należy, przećwicz na początek następujące techniki:

Krojenie (np. mięsa). Wiesz, dlaczego klamka w drzwiach umieszczona jest po przeciwnej stronie niż zawiasy? Zapewne wiesz. A zatem wyciągnij wnioski i nie chwytaj noża zbyt daleko od ostrza. Chcesz mieć dobre przełożenie między niewielkimi ruchami nadgarstka a sporymi ruchami końca ostrza, dlatego złap rączkę blisko jego nasady. Doskonale sprawdza się uchwyt, w którym kciuk i palec wskazujący leżą już na klindze – nóż dzięki temu świetnie się prowadzi.

Jak trzymać nóż kuchenny
Przy krojeniu waga na palce!

Siekanie. Czy nóż szefa kuchni jest mieczem? Raczej szablą. W dawnej broni zakrzywienie ostrza służyć miało wydłużaniu cięć, co sprzyjało rozbrajaniu lekkich pancerzy, np. turbanów. W kuchni to zakrzywienie pomaga oczywiście kroić mięso (czym innym jest walka na broń białą, jeśli nie krojeniem mięsa?), ale przede wszystkim skutecznie siekać wszystko, co jest do posiekania. Znajdź największe wybrzuszenie noża, oprzyj ostrze w tym miejscu o deskę do krojenia i bujaj niczym babcinym fotelem, podtykając od strony rękojeści siekane surowce. Aby nauczyć się odmierzać plasterki równej grubości, przesuwaj ostrze płazem po kłykciach palców drugiej ręki. Boisz się stracić kończyny? Zaczynaj powoli, ale dokładnie. Wprawa przyjdzie z czasem.

Siekanie nożem
Jeśli zaczniesz powoli, ale dokładnie, nauczysz się robić dobrze i szybko

Miażdżenie (głównie czosnku). Jeśli masz pewność, że zarówno potrawa, jak i karmione osoby, dobrze zareagują na tę charyzmatyczną przyprawę, nie baw się w zbyt drobne siekanie czosnku. Zamiast tego wyjmij ząbek z główki, połóż na desce, na nim połóż płazem ostrze noża i przyciśnij albo przywal pięścią. Dzięki temu suchą łupinę zdejmiesz jednym ruchem, a ząbek będzie popękany i puści więcej soku (ułatwisz mu to, oprószając go odrobiną soli). Do mojego ulubionego makaronu aglio, olio e pepperoncino dorzucam zawsze czosnek o zróżnicowanej fakturze, od drobno posiekanego po całe i popękane lub jedynie przepołowione wielkie ząbki. To urozmaica tę genialną w swej prostocie potrawę zarówno smakowo, jak i wizualnie.

Siekanie czosnku
W staropolszczyźnie istniało nawet takie słowo: płazowanie

Ostrzenie. Powtarzania tego nigdy dość: nie ma noży, które się nie tępią, choć lepsze, droższe i twardsze robią to znacznie wolniej. Ostry nóż kroi lepiej, jest bezpieczniejszy w użyciu i jako jedyny wygląda naprawdę męsko. Kup dobrą „patentową” osełkę, a jeśli jesteś hardkorem – zwykły kamień do ostrzenia. Zapoznaj się z instrukcją. Wiem, że to tylko kamień, ale zapoznaj się z instrukcją. Możesz potajemnie, jeśli się wstydzisz czytać instrukcję obsługi kamienia, ale przeczytaj ją. Przeciągaj nożem po kamieniu wzdłuż powierzchni samego ostrza, czyli pod kątem ok. 20 stopni między osełką a płazem noża. Jeśli nie jesteś pewien, czy idzie równo, możesz markerem zamalować powierzchnię ostrza i obserwować, czy farba równo się ściera.

Jak ostrzyć nóż kuchenny
Regularne doostrzanie to podstawa

Nawykiem miłośników noży jest sprawdzać ostrość goleniem sobie włosów na przedramieniu, co jest rzeczywiście dość wygodne. Dlatego często na forach albo aukcjach spotkasz informację, że „nóż jest ostry, goli włosy na przedramieniu”, tak jakbyś ostrzył nóż po to, żeby depilować ręce. Pamiętaj! Nie ostrzysz noża, żeby golić włosy na przedramieniu. Ostrzysz go po to, żeby przecinał skórkę dojrzałego pomidora, zamiast spotykać się z nią na negocjacje w tej sprawie. Ostrz nóż porządnie od czasu do czasu, ale przed każdym większym zadaniem doostrzaj go na kuchennej osełce (stalowe wydają mi się lepsze od ceramicznych, ale ostatecznie nawet nieemaliowana krawędź od dołu talerza sprawdzi się w tej funkcji).

Po prostu gotuj! W czasie operowania nożem szefa kuchni nie myśl o polityce, byłej dziewczynie ani tym bydlaku, który sprzątnął ci sprzed nosa piękne volvo na aukcji. To, że twoich steków nikt jeszcze nie opisał w dziale kulinarnym poczytnej gazety, nie oznacza od razu, że musisz próbować się dostać do kroniki kryminalnej.

Uzbrojony po krawat

Co robisz, kiedy stek, który ci podano, okazuje się zbyt twardy i żylasty? Mięczaki robią awanturę, twardziele ostentacyjnie sięgają po ostrzejszy nóż

Ten victorinox, znacznie różny od popularnych scyzoryków o stu ostrzach, daje dowód, że more is less. Fot. Victorinox

Niewiele rodzajów noży w tak niewielkim stopniu kojarzy się z przelewem krwi, jak szwajcarski scyzoryk. Tymczasem jego nazwa Swiss army knife, wymyślona przez amerykańskich żołnierzy, którym słowa Schweizer Offizierssmesser nie bardzo chciały przejść przez gardło, świadczy o tym, że żołnierze (co prawda szwajcarscy, więc nie najbardziej doświadczeni w polu) ruszają do boju ze składanymi kozikami wyposażonymi w śrubokręt i korkociąg.

Jednak każdy nóż w jakimś tam stopniu świadczy o specyficznej „gotowości bojowej”, co piszę w cudzysłowie, bo niekoniecznie o dosłowną obronność chodzi, ale o umiejętność ogólnego radzenia sobie z problemami, z którymi konfrontuje nas życie. Nie z każdym poradzisz sobie nożem, ale w ostatecznym rozrachunku, tych jest więcej niż mniej.

Zresztą nie chodzi przecież o sztukę przetrwania w dżungli, to chyba jasne. Oczywiście jeepy i inne SUV-y cieszą się niemałą popularnością (większość co prawda została kupiona w lepszych czasach benzyny po cztery zł), ale rolą inteligentnych ludzi pod krawatami jest zdawać sobie sprawę, że prawdziwy survival odbywa się w miastach, na ulicach, w barach i biurach. Dlatego nie namawiam nikogo do zakupu wielkich i ciężkich nożysk, choć jedno z nich było moim pierwszym i jeździ ze mną na wszelkie wakacje.

Ostatecznie nóż „za miasto” jest chyba ważniejszym pierwszym nożem, podobnie jak czarne buty do garnituru są ważniejszym pierwszym zakupem obuwniczym, przy czym należy dokonywać go z pełną świadomością, że nie będą to, delikatnie mówiąc, najczęściej używane rzeczy. W końcu w mieście częściej masz pod ręką kogoś, kto coś pożyczy, noże w domu, jakieś ostrze w aucie albo biurze, a rzadziej masz potrzebę zrobić coś na już, w terenie. Jednak już drugi nożyk z powodzeniem może być nożem do miasta, a w mieście ubieramy się e-le-gan-cko.

Małe noże z klipsem mogą służyć za uchwyty na banknoty, jeśli ktoś lubi tak nosić forsę. Fot. Timberland Knife and Tool

Pierwszym powołaniem noża do marynarki (nóż do marynarki nie służy do krojenia marynarki, tak jak nóż tzw. taktyczny nie służy do krojenia taktyk) jest być zawsze na miejscu, ale nie narzucać się swoją obecnością. Można bez problemu znaleźć składany nóż (ostrze musi być zabezpieczone żeby nie poniszczyć ubrań) który waży na tyle mało i jest tak cienki, by nie rozpychać kieszeni (sto gram to granica, ale da się zejść i do 50). Dlatego żeby korzystać z takiego noża musisz przyzwyczaić się do robienia jak największej liczby rzeczy jedynym ostrzem, które będzie ci dane.

Jeśli wychodzisz z domu na dłużej i masz większy bagaż, możesz pokusić się o wsparcie dla dżentelmeńskiego nożyka. Ten pierwszy jest zawsze pod ręką i kiedy kobieta prosi cię o pomoc, bo zapomniała odciąć metki od nowo kupionej bluzki, wyjmujesz nożyk razem z ręką z kieszeni, jakby w ogóle przyrósł do ciebie i był przedłużeniem twojego… ramienia. Pamiętaj jednak, że dopiero teraz zaczyna się trudna część. Jeśli potniesz dziewczynę, możesz stracić jej zainteresowanie, a nawet jeśli lubi przemoc, to pokaleczona nie będzie już tak atrakcyjna.

Nóż, który jest wsparciem małego, może być wielki i ciężki jak oddział zomowców i podobnie jak tę formację, wzywasz go do cięższych zastosowań, w ostateczności. Na takie wsparcie doskonale nadaje się multitool, czyli scyzoryk, w którym na pierwszy plan wysunięte zostały kombinerki zamiast ostrza. W końcu ostrze już masz. Problemem multitooli jest to, że przeważnie brakuje im drugiej najpotrzebniejszej funkcji scyzoryka: korkociągu.

Hardware. Fot. Marylinskeepsakes.com

Ciężka konstrukcja zapasowego noża może być jednak przydatna. W instrukcji obsługi jednej z firm produkujących noże napisane jest: Pamiętaj, że twój nóż jest najdroższym i najgorszym łomem, jaki jesteś w stanie sobie wyobrazić. Kiedy pęknie lub się wyszczerbi, nie ma dla niego ratunku – pomyśl o tym dwa razy, zanim zatrudnisz go do naprawy hydraulicznej albo otwarcia butelki z kapsla.

Przy wyborze noża zwróć uwagę na stal. Jest wiele stopów, które doskonale nadają się na noże, i markowe scyzoryki przeważnie są zrobione właśnie z nich. Jednak jeśli klinga nosi tylko informację, że jest wykonana ze stali nierdzewnej (stainless steel), zachowaj czujność: to może być zdecydowanie za mało. Przewodnik po rodzajach stali na noże znajdziesz z łatwością w internecie, ale nie przejmuj się nim zbytnio – wybieranie noża do otwierania listów według kryterium użytego stopu grozi reputacją gadżeciarza (patrz: syndrom audiofila).

Zwróć też uwagę na blokadę ostrza: po pierwsze, żeby jakaś w ogóle była, bo szkoda palców. Z drugiej strony, jeśli szukasz małego nożyka, zapewne będzie to któraś z blokad bocznych (liner-lock lub frame-lock), które w zupełności wystarczą do krojenia banana, a nawet do ostrzenia ołówka.

Dobry nóż dżentelmena jest, a w każdym razie może być, biżuterią, jednak chodzi raczej o ładny drobiazg, który dobrze wygląda, a nie o element akcesoriów odzieżowych. Dlaczego o tym wspominam? Trochę mnie to przeraża, ale serio są na świecie ludzie, którzy są gotowi nosić nóż jako spinkę do krawata i nawet omawiają (mam nadzieję, że po prostu nie wyczułem ironii) przewagę jednego noża nad drugim w takim właśnie zastosowaniu. Jednak z dobrym nożem można łatwiej być dżentelmenem, bo nie trzeba czerwienić się i stękać przy rozpakowywaniu rzeczy, które chiński inżynier postanowił opakowaniem zabezpieczyć przed tobą samym, jego nabywcą. I jeszcze dlatego, że można obrać owoc ze skórki bez nadmiaru logistyki i filozofii.

Nóż ratowniczy z odłączaną latarką i młotkiem do szyb nie jest najdyskretniejszym narzędziem świata, ale może robić na dziewczynach wrażenie gotowością do akcji. Fot. Tool Logic

Oczywiście mały składany nożyk z jednym ostrzem, którego podstawową cechą są jak najmniejsze wymiary i ciężar, to nie jedyny styl, który masz do dyspozycji. Jeśli czujesz się bardziej miejskim survivalistą, może powinieneś rozważyć fikuśny nóż ratowniczy, który w jednym ostrzu zawiera masę narzędzi do przecinania pasów samochodowych, wybijania szyb i innych rzeczy, które pozwalają łatwo dostać się do rannego? To niewątpliwie bardzo męski image, choć jak dla mnie trochę zbytnio pachnie dżinsami.

Oczywiście fighter może wybrać nóż sprężynowy (choć reputacja bywałego chłopaka z dzielni przeważnie idzie w parze z niewskazaną reputacją dresa), ale jeśli myślisz o czymś do samoobrony, rozważ nóż typu bear claw. Skuteczna walka jest sztuką unikania ciosów, a to podobno nóż, z którego trudno zostać rozbrojonym. Jednak jeszcze bardziej nadrzędna zasada mówi: nie sięgaj po broń, której nie jesteś gotów użyć, dlatego dla większości skuteczniejszą bronią wydaje się parasol.

Obojętne jednak, czy zamierzasz ranić, czy rozpakowywać – pamiętaj o utrzymywaniu noża w stanie ostrym jak brzytwa. – Bo tępy nóż – jak powiedział mi kiedyś przyjaciel – jest jak brudne buty. Nie miałem problemu ze zrozumieniem tej analogii.

Pakujemy się

Jeśli pomieścisz w głowie kilka prostych mądrości, nie będziesz miał problemu z pomieszczeniem rzeczy w walizce

Tradycyjne długie weekendy w Polsce bywają dłuższe niż krótsze, a ten, który nas czeka, jest szczególnie tradycyjny: zaczyna się w piątek, a kończy w niedzielę. Równo dziesięć dni.

Pakowanie się na kilkudniowy wyjazd jest proste tylko dla tiszertowców oraz osób, które potrafią się w nich przeistoczyć (i potrafią czerpać z mądrości narodu, który potrafi składać tiszerty). Człowiek, który zgodnie z nauką JP2 wymaga od siebie nawet gdyby inni od niego nie wymagali (czytaj: nawet w czasie urlopu) musi podjąć szereg decyzji, które ostatecznie prowadzą go do myślenia z czułością o ginącym zawodzie tragarza.

Dlatego dobrym początkiem pakowania rzeczy na wyjazd jest pojęcie przyzwoitości. Zamknij oczy i zastanów się, jaki rozmiar bagażu odpowiada długości i programowi wyjazdu. Jeśli przewidujesz leżenie na plaży, wyprawy w góry i wieczorne chodzenie do klubów (rzeczy współwystępujące często w miłych szerokościach geograficznych), zrozumiałe jest, że potrzebujesz trzech zestawów strojów (a konkretniej dwóch zestawów strojów i jednego zestawu braku stroju) i w związku z tym widok ciebie z potężną walizą nie będzie budził salwy śmiechu. Kiedy wyjazd ma być w teren jednostajny klimatycznie i pod względem dostępności atrakcji, możesz zaś wywołać podziw, jeśli spakujesz się nad wyraz kompaktowo. Chyba, że to Monte Carlo, to wtedy nie. Sam oceń.

Zabawne. Kiedy pierwszy raz widziałem ten obrazek, widok wydał mi się głupi. Teraz uważam, że jest w tym dużo mądrości. I, przy okazji, rzadkie połączenie kombi i lansu

Cała mądrość sprowadza się do tego, że rzeczy, które można by w sumie zabrać, są w stanie wypełnić absolutnie całą dostępną przestrzeń. Jeśli masz małą walizeczkę i po spakowaniu odkryjesz, że nie mieści się tylko szczoteczka do zębów, możesz skusić się na dwa razy większy plecak. Dzięki temu tuż po przepakowaniu dowiesz się, że plecak też ledwo wystarcza. A jeśli na weekend wybierasz się autem, to, parafrazując znaną piosenkę, bagażnik is the limit. Bo oprócz bagaży wejdzie do niego jeszcze para butów. I jeszcze mapa. I karimatka – na wszelki wypadek. I to, i tamto. Wszystko, co powyżej napisałem, jest prawdą, a podwójną prawdą jest jeśli masz żonę. I dzieci. I psa. I tira.

Dlatego ważne jest, by się skupić i nie pozwolić, by rzeczy decydowały za ciebie. Oczywiście tak naprawdę to nie ich decyzja, tylko twój brak dyscypliny na etapie „to może jeszcze to dorzucę”. Dlatego dyscyplinę przyjmij najpierw – wybierając bagaż odpowiedni do miejsca docelowego (miejski, trekkingowy) i, przez wspomnianą przyzwoitość, długości wyjazdu.

Fot. TheSartorialist.com

Warto pamiętać, że pewne bagaże są wrogiem pewnych rzeczy. Wyprasowane koszule słabo znoszą turystyczne plecaki. Walizki na kółeczkach, sprzęt obfity w zalety, dość kiepsko przedzierają się przez chaszcze (choć gdyby Land rover zechciał wypuścić wersję pod swoim patronatem, byłoby to arcyciekawe). Z kolei pojawienie się z czym innym niż plecak w schronisku turystycznym grozi wyśmianiem tak dotkliwym, że aż bolesnym fizycznie. Jeśli jesteś zaproszony na na żaglówkę, w dobrym tonie jest wziąć worek, nie tylko dlatego, że taka tradycja, lecz także ze względu na miejsce, które nie lubi sztywnych bagaży. Skórzane torby, konstruowane podobnie do treningowych (które nadają się tylko do spakowania się na trening) dają tysiąc punktów lansu, ale nie kochają samolotów.

Wybrałeś bagaż? Gratulacje. Mało miejsca? Zaplanuj z głową. Planuj od rzeczy najważniejszych. Jedna marynarka? Jakie spodnie do niej? Dopiero dalej, od największych: ile i jakich koszul, buty, krawaty. Pamiętaj, że możesz wziąć swoją arcyulubioną koszulę, w której wyglądasz jak sam Bond, ale jeśli jedyna marynarka, którą wziąłeś, będzie do niej nastawiona wrogo jak członek Spectre, może być krucho. Osobny woreczek na akcesoria: krawaty, poszetki. Jeśli pakujecie się we dwoje, ona może znać lepsze miejsce na spinki i inną biżuterię.

Rozważanie, gdzie jedziesz, nie polega tylko na zaplanowaniu okazji, na które potrzebujesz ciuchy i rzeczy. Jeśli zamierasz zatrzymać się w hotelu, żel do włosów albo dezodorant mogą być ważniejszym elementem kosmetyczki, niż mydło czy pasta do zębów, które mają szanse znaleźć się na miejscu. Być może wolisz mieć zawsze ze sobą własny ręcznik a nawet śpiwór, ale na dłuższą metę dużo wygodniej wyćwiczyć w sobie brak wstrętu do publicznych prześcieradeł i innych szmatek tego typu.

Wożenie garnituru wymaga pewnego wysiłku (nie bez powodu nazywają to krawiectwem ciężkim). Pokrowce, które pozwalają wieźć wszystko na wieszaku, czy to w samochodzie, czy w pociągu, są w zasadzie niezastąpione. Jeśli koniecznie musisz z nich zrezygnować, opanuj sztuczkę ze składaniem marynarki (ale i tak staraj się nie wieźć jej w walizce). Sztuczka ta polega na wywinięciu jednego ramienia na lewą stronę (bez przeciągania rękawa), tak jakbyś chciał objawić światu watowanie ramienia. Później wystarczy już złożyć marynarkę wzdłuż osi kręgosłupa. A jeśli ma się ona znaleźć w walizce, wypchaj ją skarpetkami, kalesonami albo piżamą, żeby ramię się nie deformowało.

Spodnie prasowane w kant można ułożyć na dnie bagażu, następnie spakować się, a dopiero na koniec złożyć nogawki tak, by leżące na dole portki jednocześnie przykrywały całość. Im łagodniejsze zagięcia, tym mniejsza szansa na załamania po wyjęciu ciucha z torby. Na pewno słyszałeś już o wieszaniu garnituru na wieszaku w zaparowanej łazience. To działa, oczywiście, bo czemu by miało nie działać, ale rzadko kiedy tak skutecznie, jak o tym marzymy… pod warunkiem, że znajdziesz łazienkę zdolną wygenerować aż tyle pary. A to, umówmy się, nie zawsze jest możliwe.

Na koszule zaś nie znam lepszego sposobu, niż zwyczajnie je wyprasować (rękaw z kantem łatwiej transportować), a następnie zapiąć, ułożyć na desce brzuchem do dołu, a następnie złożyć tak, jak to robią w sklepie – najpierw rękawy i krawędzie pół wzdłuż ciała, a później na trzy. Używam nawet szerokiej książki (Dressing the Man Flussera daje radę): kładę na kołnierzyku i karczku, by sprowadzić je do wspólnego rozmiaru, a wyjmuję po złożeniu. Stosik gotowych, uprasowanych koszul, mimo uciech, jakie dostarcza prasowanie, potrafi walnie przyczynić się do urlopowego relaksu. A relaks ten wzmacnia fakt, że po spakowaniu się z głową mogę wziąć dowolną koszulę ze świadomością, że będzie pasowała do reszty stroju i nie muszę wcale przekopywać szafy.

I ostatni klucz do zagadki: warstwowanie. I lipiec, i maj w Polsce to niestety bardziej zagadka, niż jej rozwiązanie; możesz trafić na tydzień ulew i kilkunastostopniowych mrozów na plusie. Równie dobrze codziennością mogą być trzydziestostopniowe upały. Większości ludzi wydaje się, że „przewiewny” bawełniany tiszert (w rzeczywistości słabo oddychający i koszmarnie zwiększający potliwość) jest doskonały na ciepło (co gorsze, większość ludzi uważa, że zawsze można go zdjąć jakby co), a na chłodniejsze dni idealnie pasuje do niego bluza od dresu.

Marynarka, oprócz tego, że kojarzona z biurem, wydaje się tu mieć koszmarne tyły. Ale ty jesteś już mądrym turystą i wiesz, że koszula o luźnym splocie (słowo len ciśnie się tu na usta, ale ja zaczynam o nim myśleć jako o towarze przereklamowanym), lekki sweterek i marynarka są, zarówno w skali dnia, jak i turnusu, dużo lepszym rozwiązaniem.

Bo głównym składnikiem bagażu jest bezstres. Spakuj scyzoryk, multitoola albo chociaż nóż. Przydają się rzadko, ale kiedy już się zdarzy wymieniać bezpiecznik na stacji benzynowej albo otworzyć przenośnymi kombinerkami zaplombowany przedział kolejowy, daje to furmankę satysfakcji. Wychodząc z domu upewnij się, że masz paszport i kartę kredytową, bo zapasowe skarpetki czy koszulę kupisz bez problemu w każdym mieście na świecie (oprócz Mediolanu i Oslo, gdzie przydaje się również mieć nerkę na sprzedaż).

Weź notatnik na zapiski: w podróży zawsze przychodzi do głowy więcej ciekawych myśli, zresztą dzięki notatnikowi człowiek inteligentny pokazuje, że naprawdę nie potrafi się nudzić we własnym towarzystwie. Kieszenie i luki w bagażu wypełnij szczotką do garnituru i zestawem do dbania o obuwie. Jeśli luka jest duża, zawsze można dorzucić jeszcze jedną parę butów. To właśnie w ten sposób rodzi się zasada: bagaż zajmuje tyle miejsca, ile mu przeznaczysz i nigdy nie pozwoli ci go oszczędzić. Tylko planowanie z głową może uratować przed pożarciem w całości.

Ostatnie prezenty

Jeszcze nie wszystkie prezenty gotowe? Trzy minuty planowania oszczędzą trzech godzin zbędnej gonitwy po zatłoczonym mieście

Ostatnie dni przed świętami mają dwa oblicza. Z jednej strony dla mnie zawsze był to piękny czas spotykania ze znajomymi, których niebezpieczne prądy zawiodły na obce wody, ale ze względu na rodzinny charakter zbliżających się świąt zjechali na kilka dni do Warszawy. Zarabiają więc na mnie nie tylko sklepy z upominkami, lecz także kawiarnie i różnej maści stołówki. Z drugiej strony ostatnie dni przed świętami są jak sprint na ostatnich metrach przed metą. Koniec już blisko, ale to ostatnie, mordercze napięcie w pogoni za prezentami potrafi zaboleć.

Jeśli ciągle nie masz wszystkich prezentów, oto co może ci się udać upolować w ostatnich dniach. Na pełnych obrotach działają pewnie wszystkie sklepy, ale stacjonarne, rozreklamowane sieci na pewno mają przewagę nad internetowymi drobnymi biznesami, zwłaszcza na tej ostatniej prostej. Za cenę dreptania w miejscu w kilometrowych kolejkach i problemów z autoryzacją kart płatniczych przez przeciążone łącza banków, możesz spróbować jednego z tych nietypowych upominków:

Ałun ma ostatnio świetny pijar i pewnie niedługo będzie powszechny nawet w hipermarketach. Słabo znam francuski, ale jego nazwę pierre d'alun powinno się chyba wymawiać pier-d-alę. Fot. alepia.com

Tematem, na który można przelać hektolitry atramentu, jest golenie. Jeśli osoba, którą chcesz obdarować, ma zwyczaj zdzierać maszynką starość i śmierć z twarzy, wbrew pozorom pole do popisu jest tu ogromne. Na półkach sieciowych mydlarni (oczywiście na tych półkach na wysokości łydki, na regałach przy wejściu na zaplecze), da się dostać cały asortyment sprzętu nawigacyjnego do odkrywania nowych światów golenia. Pierwszym przykładem mogą być gotowe zestawy upominkowe: rogowe maszynki do golenia, w których wszystko jest staromodne, oprócz „interfejsu”: stosuje się do nich najnowocześniejsze ostrza od popularnych maszynek znanych producentów. W zestawie możesz też dostać pędzel do golenia i specjalny statyw do zawieszania tych utensyliów. Mi osobiście wydaje się to najgorszy pomysł z tej kategorii, ale możliwości są tysiące. Golić się można nie tylko pianką, nawet nie tylko kremem (co już jest bardziej staromodne), lecz także mydłem do golenia, a nawet oliwą. Spośród narzędzi do wyboru są maszynki na tradycyjne żyletki i brzytwy. Nieumiejętność w stosowaniu ich naprawiamy ałunem. Przynajmniej część z tych rzeczy znajdziesz w ofercie sieciowych perfumerii. Zaryzykuj je na prezent – trafisz, nie trafisz, ale zawsze dasz możliwość wypróbowania.

Kolejnym nie takim trudnym do kupienia za pięć dwunasta akcesorium jest coś ostrego. Typowo: nóż. Występują w wielu wariantach i, podobnie jak zegarki, można je dobierać do ubrań. Pomyśl więc o stylu obdarowywanego: może średniej wielkości, masywny składany nóż z blokadą ostrza i klipsem do noszenia w kieszeni będzie pasował do jego nieodłącznych dżinsów? A może do tej pory nie zdawał sobie sprawy, że także do garnituru robi się lekkie, składane nożyki, które nie obciążą kieszeni ani nie wypchną marynarki, ale pozwolą łatwiej otworzyć list albo paczkę emenemsów?  Jest jeszcze cała gama scyzoryków włącznie z multi-toolami, które za centralne narzędzie mają nie ostrze, ale całkiem użyteczne kombinerki, innymi słowy, dla każdego coś dobrego. I mówiąc „każdego” naprawdę mam to na myśli. Nie ufam mężczyznom, którzy nie ucieszyliby się z noża.

Kto powiedział, że mężczyźnie nie można dać tulipana? Fot. Whiskyglass.com

Szkłem także można się skaleczyć, ale, co jest w nim szczególnie fajne, wcale nie trzeba. Można zrobić sobie nim za to krzywdę w przyjemniejszy sposób, np. nadużywając za jego pośrednictwem alkoholu. Zestaw szkła to także wygodny i uniwersalny prezent, bo zawsze możesz znaleźć model kieliszka, którego obdarowany jeszcze nie ma (o ile nie jest kolekcjonerem). Prawdziwy snobizm wymaga bowiem innych kieliszków do białego, czerwonego, koniaku, whisky, piękne są kieliszki do burgunda, cudnie pije się wino Gruner Veltliner z ciężkich szklanek bez nóżki o pojemności ok. 150 ml, świetne są angielskie szklanki do piwa, lekko rozszerzające się, z „garbem” w górnej części. Tych ostatnich nie udaje mi się od dłuższego czasu znaleźć, ale wiele ciekawych i nietypowych szkieł w całej palecie możliwych cen widywałem podczas niedawnych spacerów po galeriach (handlowych, kretynko!).

W ostatecznym rozrachunku wszyscy mężczyźni to jednak gadżeciarze, choć potrafią się dość skrajnie różnić swoimi fetyszami. Dlatego jeśli adresat twojego prezentu zawsze ma kieszenie pełne różnych rzeczy, po prostu szukaj na nie futerałów. Klucze, karty, wizytówki, pióro, lecz także krawat w podróży, okulary, ajpod, ajpad, ajfon, ajmak, aj, waj, czego to ludzie w skórę nie oprawią. Plastikowy odtwarzacz muzyki w egzotycznej skórze wygląda co prawda trochę jak szylkretowa oprawka na żyletkę Gilette z czterema ostrzami (czyli: jakby udawała coś, czym nie jest), ale dobrej egzotycznej skóry pewnie i tak nie zdołasz już przed Gwiazdką załatwić. Za to różnych przetworów cielaczka czy innego poczciwego zwierzątka domowego jest na pęczki w każdym centrum handlowym. Wszystko da się zapakować. Zrób to jednak z litością dla kieszeni marynarki obdarowywanego: zbyt wypchane tracą fason.

Jeśli z powyższych propozycji z jakichś przyczyn nie zdołałeś wybrać niczego dla siebie, skorzystaj także, w charakterze ostatniej deski ratunku, z listy pięciu najważniejszych dodatków.