Macaroni Tomato: człowiek, który stał się marką

Ze scenarzysty stał się sprzedawcą, a przy okazji, na małą skalę, ikoną stylu. Dziś bloger Wojciech Szarski uroczyście otwiera swój butik w Warszawie

Wojtek Szarski mija kolejne kamienie milowe udanej kariery blogera

Blog Wojtka Szarskiego nie ma największej liczby użytkowników w polskim internecie. Nie ma go co porównywać do co popularniejszych szafiarek, ale nawet w mikrym świecie męskich blogów o modzie nie wiedzie pod tym względem prymu. A jednak to jemu przyznano rok temu pierwszego w historii konkursu Oskara Fashion dla blogerów, a ostatnio to on trafił na drugie miejsce najbardziej wpływowych blogów modowych według mięsięcznika branży mediów „Press”. Dodajmy: w klasyfikacji generalnej, czyli łączonej z damskim przemysłem blogerskim.

Scenarzysta bloga

Droga do tego trwała trzy lata. A może dłużej? W kwietniu 2009 roku pod adresem macaronitomato.blogspot.com pojawił się pierwszy wpis. – Dlaczego? Bo klasyczne męskie ubranie jest moim hobby. Lubię o nim rozmawiać, ale nie bardzo mam z kim – napisał Szarski, wtedy jeszcze anonimowy Macaroni Tomato. A w drugim wpisie dodawał: – Najważniejsze to przybliżyć czytelnikom stylową Warszawę.

Szarski przyjechał do stolicy kilka lat wcześniej. Pracował jako scenarzysta dla Akson Studio, pisał scenariusze seriali, a ubieraniem nie interesował się wcale. Do czasu. – Znasz tę drogę – opowiada dzisiaj. – Najpierw myślisz, że marynarka to fajna rzecz i warto dać jej szansę. A później czytasz o krawcach i tym wszystkim i w końcu decydujesz, że warto odłożyć parę groszy na pierwsze zamówienie.

Blog założył niemal równocześnie. Drugi wpis nosi tytuł „Blogplany” – znak, że Szarski może nie przykładał się do wymyślania dobrych nagłówków, ale gdzieś z tyłu głowy miał świadomość, że to rozpisany na lata projekt. Nie wiedział tylko, gdzie go ten projekt doprowadzi doprowadzi. Wiedział, że chce szyć i pisać o szyciu, startował od zera, jak jego czytelnicy.

Kształcenie oka

Jeszcze w kwietniu tego samego roku Macaroni napisał swoim czytelnikom, co to jest sprezzatura (włoskie inspiracje zostaną z nim na zawsze, a on przekształci je w coś na kształt maksymy), a sam zamówił pierwszy garnitur – w Gest Modzie u Mazurczaka i Trzaski. Pewnie dzisiaj nie chciałby, aby te zdjęcia trafiły do szerokiego obiegu. Na szczęście i tak nikt nie lubi zdjęć z obciętą głową. W podsumowaniu zamówienia Szarski napisał: – Gdybym zamawiał garnitur jeszcze raz, nie zmieniłbym nic. Zmienić miał tymczasem prawie wszystko. Nawet fotografie pierwszego zamówienia nie pokazywały tak naprawdę garnituru: nie ma zdjęć z opuszczonymi rękami, nie pokazują proporcji ani detali marynarki. W Polsce nie było wtedy jeszcze ruchu bespoke, więc któż miałby je oceniać? To właśnie Szarski, a raczej blog Macaroni Tomato, właśnie stwarzał ten ruch.

Książki, anglojęzyczne fora, stosunkowo mało zamówień i dużo myślenia o zamówieniach. Teorie, porady, archiwalne zdjęcia. Bardzo krótki flirt z odtwórstwem historycznym lat trzydziestych, które kusi dzisiejszych elegantów. Krótkie wpisy o modzie ślubnej, okolicznościowy na początek roku akademickiego, coś dla młodych widzów. Szarski kształtuje oko: najpierw po taniości, przez zdjęcia, porównywanie kolorów i faktur, harmonii barw i proporcji. Potem na dobre rusza z zamówieniami. Nie chce podliczać, ile wydał na bespoke, ale patrząc wstecz, traktuje to jako inwestycję. Tak jest łatwiej.

Guru od garnituru

Szarski nie potrzebuje wiele czasu do namysłu, by określić, kiedy odkrył swój wpływ na styl polskich mężczyzn. – Kiedy robiłem garnitur w Scabalu [sierpień 2010 – przyp. pb], zapytałem właścicielkę atelier Christinę de Galan, czy sądzi, że ktoś czyta mój blog. Zrobiła wielkie oczy. „Żartujesz? WSZYSCY nasi klienci czytają twój blog!” – opowiada Macaroni.

Wtedy odkrył, że to nie tylko pamiętnik, zapis notatek z zamówień i poszukiwań stylu. Choć już wcześniej wiedział, że liczba czytelników dochodzi do 10 tys., dopiero teraz zdał sobie sprawę, że za tymi liczbami czają się realni ludzie. – Wtedy poczułem też odpowiedzialność – tłumaczy Wojciech Szarski. – Jej wynikiem było między innymi ostrzeżenie przed pracowniami typu Rudolf&Co.

Szarski został zaproszony do zakładu o tej nazwie, a po powrocie nie zostawił na nim suchej nitki. Dyskusja pod wpisem wrzała przez kilka dni. Wiele głosów doceniło cywilną odwagę blogera, pojawiły się też głosy krytyki. Była dyskusja, choć jednym z omawianych tematów był autorytet Macaroniego, który dziś wzbudza znacznie mniej wątpliwości.

Kolejnym krokiem, który wspomina, był bawełniany garnitur od Zaremby. Odebrany w czerwcu 2011 roku, obiegł świat przez sieć blogów, fotoblogów na tumblr i forów. Macaroni Tomato był już Wojciechem Szarskim, pokazywał twarz w obiektywie, a po drugiej stronie aparatu stał Andrzej Belina-Brzozowski, zawodowy fotograf współpracujący z Wojtkiem. W szafie Blogera wisiało już pewnie z dziesięć miarowych marynarek. Choć do dziś nie był w kilku renomowanych pracowniach poza Warszawą, można powiedzieć, że o polskim bespoke wie prawie wszystko, a jego recenzja ma moc wyniesienia krawca na piedestał albo strącenia zeń w jednej chwili. Patetyczne słowa, ale przy okazji fakty.

Autorytet Macaroniego jest zresztą zasłużony. Powiedzmy to sobie szczerze: Wojciech Szarski nie jest top modelem. Jest wysoki i szczupły, to fakt, ale oszczędny uśmiech, który on sam porównuje do Leszka Millera i niezbyt bujna czupryna wymagają dużo pracy, by sprzedać je na „lajfstajlowych” zdjęciach. Jednak kiedy rozmawiamy po raz pierwszy, ma na sobie bawełnianą niebieską marynarkę od Zaremby, która, spracowana i lekko przetarta na krawędziach klap, wygląda jak roboczy fartuch inteligenta, a ja zdaję sobie sprawę, że jeszcze nie widziałem ubrania lepiej leżącego na mężczyźnie. Sam mówi, że prawie nie zdejmuje jej z grzbietu. Nie wywalił jeszcze żadnej miarowej marynarki, ale są już i takie, które czekają na ten odważny krok na dnie szafy.

Sprzedawca

– Sam się przekonasz – mówi mi Wojciech Szarski – że po trzech latach pisania bloga przychodzi taki moment, że albo zrobisz krok dalej, albo stracisz zapał. Mi szkoda było marnować dorobek Macaroniego, ale musiałem iść do przodu.

Czyli dokąd? Właśnie wtedy pojawiła się idea sklepu. – Znajoma, którą poprosiłem o recenzję pomysłu, powiedziała: – Twoje pytanie nie powinno brzmieć „czy”, tylko „jak to zrobić”.

Tatianę Hrechorowicz, stylistkę i blogerkę, znał już od wielu lat. Razem pracowali przy produkcjach telewizyjnych i od pewnego czasu nosili się z zamiarem założenia wspólnego biznesu. – Na początku tego roku zdałem sobie sprawę, że mogę z dnia na dzień stracić pracę w scenariopisarstwie. To dało mi impuls do położenia wszystkiego na jedną szalę – mówi Szarski.

Zaryzykował i, tak naprawdę, wciąż ryzykuje. Włożył w sklep oszczędności życia – nie w sprzedaż internetową, ale prawdziwy salon z setem przymiarkowym w systemie pronto moda. Sam wymyślił ten format i nazwę, sam wybierał kolekcje na targach Pitti Uomo. Sklep Macaroni Tomato Warszawa Szarskiego i Hrechorowicz jest zwornikiem działalności bloggera Macaroniego Tomato: łączy wykształcone oko Wojtka do harmonii, barw i detali z autorytetem, który służy mu przy doradzaniu klientom.

A przy okazji poznał swoich czytelników od zupełnie innej, zaskakującej strony. Oczywiście forum o klasycznej męskiej elegancji, administrowane obecnie przez stowarzyszenie But w Butonierce, Macaroni Tomato założył już na początku 2010 roku, jednak po pewnym czasie skierowało się ono w stronę bazaru: mało zamowień u krawców, a dużo zrzutek w pięciu na jeden krawat, co zarówno z punktu widzenia Wojtka, jak i stowarzyszenia, było efektem do poprawki.

Tymczasem kilka godzin spędzonych w sklepie skrytym na małej uliczce warszawskiego Powiśla uświadamia, że to tylko część czytelników Macaroniego. Do sklepu, gdzie firmowany przez samego blogera garnitur kosztuje 3,5 tys. zł, trafia zaś inna część. Mają klasę i kasę, są po czterdziestce i co prawda nie wymachują ostentacyjnie kluczykami od auta, ale gdyby to robili – wiecie, do jakich aut byłyby to kluczyki. Ja obstawiam przewagę cayenne’ów i bmw x6. Wielu z tych mężczyzn zaczyna od słów typu – Wyczytałem na blogu, że otworzył pan sklep. Niektórzy pytają w czasie przymiarki ubrania: – Czy właśnie tak noszą się Włosi? I ufają temu, co odpowiada sam Macaroni. Tymczasem on sam zazdrości niektórym wyczucia stylu.

Koniec – i co dalej?

To czytelnicy, o których marzy każdy bloger i klientela, o której marzy każdy sprzedawca. Do tej pory Szarski utrzymywał się na szczycie tabeli, ale liga była bardzo niska. Nie kryje się zresztą zbytnio z przekonaniem, że przecierał szlaki dla przyszłych style bloggerów, choć sam zawsze sprytnie uciekał z peletonu.

Teraz zdarza mu się łączyć jaskrawe buty do biegania z garniturem, ale gra w ekstraklasie, konkuruje ze sklepami Jerzego Mazgaja z grupy Paradise Group, salonami made-to-measure i dobrze postrzeganymi na rynku markami ciuchów z wieszaka. Jako bloger nie stworzył raczej na skalę świata własnego nurtu ani stylu, ale w Polsce jego pozycja jest bardzo dobra. Czy to wystarczy, aby odnieść sukces jako sprzedawca? Czas pokaże.

W sklepie, który prowadzi razem z Tatianą Hrechorowicz, Macaroni sprzedaje tylko ubrania, które podobają się jemu osobiście. Czasem to, co je wyróżnia w jego oku, nie jest na pierwszy rzut oka oczywiste