Zbrodnia i kara

Alkohol co prawda zabija powoli… ale przecież nigdzie się nam nie spieszy

O ile nie jesteś abstynentem albo konfidentem, prawdopodobnie zaczniesz dzisiaj mniej lub bardziej ostre picie, które zakończysz dopiero w przyszłym roku. Eksplozją w głowie i tupaniem kota na perskim dywanie.

Nauka tajemna kaca nie jest w sumie taka tajemna: alkohol odwadnia (piwo działa ekstramoczopędnie, odwadnia więc w tempie ekspresowym, dlatego kac od piwa jest głównie odwodnieniem), a następnie, bydlak, utlenia się do postaci aldehydu octowego, a przy okazji wypłukuje różne przydatne rzeczy, jak witaminy z grupy B i C, potas i co tam jeszcze. Z lekcji chemii w podstawówce możesz też pamiętać widok białka kurzego jajka wlanego do denaturatu – moja nauczycielka, 50-letnia postawna kobieta o cyckach wielkości globusów z sali geograficznej, pouczała mnie przy tym gromkim głosem o zgubnym działaniu ce dwa ha pięć o ha. Stąd pamiętam, że jeszcze białko.

A więc kac. Zanim jeszcze się ruszę, kiedy tylko zacznie do mnie docierać, że oto sen się skończył i do późnego wieczora nie wróci, poznaję go po lęku przed śmiercią i dudniącej pod czaszką frazie z Kaczmarskiego, że płynę krypą pryczy po swym przedśmiertnym pocie. Kiedy już – choć na chwilę – zwlokę się z łóżka, w to miejsce wchodzi melorecytacja Marcina Świetlickiego: szalenie/ delikatny jestem na kacu/ to taki stan/ kiedy byle reklama zmusza do płaczu, a za nią – niemoc i dalsze próby zaśnięcia. Wszelka inna walka z kacem – tylko przez rozum. Co można zrobić?

Przed piciem zaleca się wyściółkę tłuszczową w żołądu, czyli dobrą metodę – wypić rosół przed wszystkimi. Szczerze mówiąc to chyba nie do końca tak. Duża zawartość tłuszczu rzeczywiście doskonale wpływa na ilość alkoholu, jaką jesteś w stanie przyswoić, a zatem na wizerunek herosa, tytana, wreszcie – prawdziwego mężczyzny. Ale, ostatecznie, alkohol jest alkohol – im później zacznie do ciebie docierać, tym więcej masz szansę wypić, a nawet – doczekać bez fizycznych zagrożeń do momentu, kiedy obudzi się w tobie szwoleżer – a wtedy paw i kociokwik jak w banku, może nawet urwany film. Rosołek nie zastąpi rozsądku, chociaż mają wspólne aż dwie pierwsze litery. Co do mnie, zawsze miałem raczej słabą jak na polskie warunki głowę i koszmarne kace. To pierwsze nigdy mi nie przeszkadzało, to drugie – być może – uchroniło przed poważnym nadużywaniem. Pamiętaj, lepiej być znanym pijakiem niż anonimowym alkoholikiem.

Skoro już mowa o rozsądku (a zanim przejdziemy do elegancji), szybki detoks w toalecie przed pójściem spać jest całkiem niezłą metodą. Im więcej wyrzucisz prosto z żołądka, tym mniej trafi do krwiobiegu i rozpocznie sianie spustoszenia. Jeśli w ogóle potrzebna ci ta rada, to znaczy, że i tak wypiłeś już nadto, by być uroczym i śmiałym wobec kobiet. Drugą rzeczą, którą możesz zrobić jeszcze wieczorem, jest wypicie jak największej ilości niegazowanej wody, optymalnie – z półtora litra. Wiem, jest to czynność obrzydliwa, a do tego wodę piją zwierzęta, ale sssso, ja nie wyyyyp!… ijjję!? Da się i działa, zwłaszcza na kaca piwnego, niszcząc odwodnienie w zarodku.

O ile mój kac nie przybiera wymiarów terminalnych, czyli nie jęczę że zaraz umrę i nie jestem się gotów upokorzyć przed każdym, byle przeszło, staram się leczyć kaca lansem. Chłodny prysznic nie wypłucze co prawda z organizmu trujących substancji (to może zależeć od miejsc, które polewasz, ale nie drążmy tego tematu), ale ożywi i da impuls do działania. Dodajmy, że działania w pionie, a zarazem w miejscu gdzie nie potrzeba mieć pod ręką miski. Krok drugi: fryzura, wyprasowana koszula i krawat. Jeśli masz ciemne włosy, przygotuj na kaca zestaw o wysokim kontraście, np. biała koszula z bardzo ciemnymi krawatem i marynarką. Jasnowłosi wybiorą zestaw jaśniejszy, niż zazwyczaj. To ogólne zasady doboru garderoby dla trupio bladych. Unikaj czerwieni w dodatkach – podkreśli przekrwienie oczu.

Zejść na śniadanie. Jest dobrze, żyjemy. Teraz uzupełniamy brakujące substancje: potas i witaminy mogą być w soku pomidorowym. Włos psa, który cię pogryzł (jak mawiają anglojęzyczni), znajdzie się na przykład w małej daweczce wódeczki. Razem – krwawa mary, najklasyczniejszy z porannych klasyków. Mieszadełko z selera, nieodłączne w wypadku tego drinka, dostarczy żelaza, ale warto uzupełnić je później kostką czekolady. Oczywiście zasadą jest porywać się na takie dzieła tylko jeśli jesteś zdania, że dasz radę utrzymać to w żołądku. Kolejnym dobrym krokiem jest białko, więcej białka. Typowa potrawa à la białko z białkiem to jajecznica z krewetkami. Potem znowu woda. Tabletka witaminowa. Wstać i powoli, ale konsekwentnie, na świeże powietrze. Doczekać do kolejnej porcji rosołu. Nie myśleć o śmierci. Nie chlipać. Nie przepraszać za wczoraj, chyba, że naprawdę masz za co, ale i to nie teraz. Gdzie kupić napój energetyczny? Oczywiście tylko na stacji, przecież skoro masz kaca, to dziś niedziela albo święto.

Niech się więc święci – do siego roku! Kac to wspaniałe uczucie… kiedy się zorientujesz, że właśnie przeszedł.

O dwóch takich

Boże Narodzenie i Sylwester spinają się w wielką imprezową klamrę. Rodzinne ucztowanie daje dobry podkład pod alkoholowe brewerie

Piwo jest, zapewne dla wielu z nas, pierwszym w życiu smakiem nabytym wiążącym się z presją środowiska i byciem mężczyzną – dwoma kluczowymi czynnikami przyszłego życia. Kto z nas nie pamięta pierwszych gorzkich łyków, które uważaliśmy za odrażające, a braliśmy, bo inni patrzyli, by już parę lat potem, podczas jakiejś licealnej wędrówki w upale po górach, nie móc opędzić się od marzenia o kilku orzeźwiających łykach piwka z oszronionej szklanki na tarasie schroniska? Co do mnie, ten górski szlak przeszedłem na sam szczyt – a później z powrotem w dół, by już w połowie studiów zorientować się, że ta silnie gazowana lemoniada z coraz większą ilością procentów to jakaś alkoholowa pomyłka. W dalszym ciągu mam dużo zrozumienia dla studentów i im podobnych, którzy traktują piwo jako najtańszego long drinka, pozwalającego przedłużyć pobyt w knajpie bez zamawiania albo wzmocnić działanie wódeczki, ale dla mnie tylko sprowadzone do wymiaru napoju izotonicznego w dzień treningowy albo popitki do obiadu, piwo sprawdza się przyzwoicie. Jako środek rozrywkowy jest za to mierne.

Dlatego też od dekady co najmniej zastanawiam się nad sensem pytania „żywiec czy tyskie”. Brzmi trochę jakby ktoś pytał mnie, czy płytę z nagraniem wiedeńskiej filharmonii ma mi odtworzyć na widelcu, czy bezpośrednio na zębach. Kiedy już kupuję piwo, stawiam na możliwie najdalsze od koncernowgo pilznera (czyli możliwie mało pilznerowe piwo z możliwie małego browaru). Pech z koncernowym piwem polega na tym, że robi się je według zbieranych przez marketoidów opinii „przeciętnego polskiego piwosza” o idealnym piwie, a to w zasadzie oznacza, że dzwonią do Ferdka Kiepskiego z pytaniem, co jeszcze można spieprzyć. Podobno każdy ma swoją cenę, ale to nie jest moja. Dlatego kibicuję w gruncie rzeczy każdemu spadkowi spożycia piwa per capita. Nie zależy mi nadmiernie na ogólnym trzeźwieniu społeczeństwa, ale chciałbym, żeby pokazało palec takim praktykom marketerów plastikowego piwa. Na razie piwoszem bez zastrzeżeń jestem tylko w Środkowej Europie, a zwłaszcza w Czechach. Tam wiedzą, że sensem tego napoju nie jest alkohol, więc można wypić piętnaście browarków jeszcze przed czwartą i dalej zwiedzać magiczne miasto nad Wełtawą.

Jeśli na podstawie powyższych akapitów próbowałeś zgadnąć mój stosunek do wódki, to mam nadzieję choć trochę cię zaskoczyć: jestem jej wielkim fanem. Pewnie dlatego, że w gruncie rzeczy, jak by się przed tym nie bronić, jest to trunek polski i rzeczywiście jakoś tę polskość wyraża. Zresztą jestem też przekonany, że whisky dalej byłaby torfowym bimbrem na myszach, a szlachetny gin – zwykłą jałowcówką, gdyby nie dobry marketing, który za nimi stoi. Wódka upija – łatwiej cudzoziemców, niż Polaków, a jaka jest lepsza sytuacja w marketingu, niż odurzony target?

Oczywiście, nie da się jej degustować tak, jak leżakowanych alkoholi, wódka nigdy nie osiągnie więc tego uznania koneserów (z drugiej strony degustowanie ciepłej wódki małymi łykami potrafi wzbudzić uznanie każdego), ale tyle dziwnych alkoholi ma swoje miejsce w annałach światowego pijaństwa, że polska tożsamość na pewno powinna wjechać do nich na oklep na husarskim rumaku. A że musimy tę tożsamość dzielić z ruskimi? Wot, żyzn’ takaja

Elizabeth Abbott: You haven't been with many women, have you? Benjamin Button: Not on Sundays.

Stąd, kiedy piję wódkę, staram się ją możliwie odmakdonaldyzować. Nie bez kozery nasi przodkowie mawiali wpieprzać się między wódkę a zakąskę i z pewnością nie po to, byśmy teraz popijali ten szlachetny trunek karmelowym kompotem z Atlanty. Gdzie wódka, tam śledzik albo tatar i dobra metoda – wypić rosół przed wszystkimi. Pamiętaj  – każdy alkohol lepiej smakuje z cienkiego szkła, a trzymanie kieliszków w zamrażarce jest trikiem ujawniającym konesera. Wiaderko do chłodzenia szampana także chętnie zmieniłoby swoją nazwę, gdyby wiedziało, jak dobrze pasuje na wschodnioeuropejskim, wódczanym stole. Po wrzuceniu do niego kostek lodu, zalej je lodowatą wodą z kranu – kostki utrzymają się wtedy dłużej i będą skuteczniej chłodzić, niż wrzucone do kubełka samopas. Jeśli wódka kiepsko ci wchodzi – zamknij oczy i myśl o Tildzie Swinton. To ona, w Dziwnym przypadku Benjamina Buttona, pokazała, jak się pije wódkę. I to tak, że cały ten Bond może sobie swoje vesper wsadzić głęboko w astona martina.

Powitanie nowego roku nieodłącznie wiąże się jednak z innym napojem – szampanem, względnie winem musującym. Tym, którzy jeszcze nie wiedzą, podpowiadam: pochodzące z Szampanii białe z bąbelkami może być drogie i, jako takie, rozczarowujące. Hiszpańska cava albo włoskie prosecco potrafią mieć dużo lepszy wskaźnik cena/jakość, zwłaszcza dla początkujących konsumentów, do których się zaliczam. Za trzy, cztery dychy da się kupić (nawet w hipermarkecie) cavę, która daje miłe doznania i uczy gardzić tanimi, gazowanymi podróbkami. Jak wszędzie, także i w wypadku win musujących, a raczej zwłaszcza w ich przypadku, bezwzględnie obowiązuje zasada picia z cienkiego szkła. Ze dwa lata temu przed Sylwestrem kupiłem dwunastopak kieliszków po bodaj złotówce za sztukę. W tej cenie można je nawet wsadzić do torby i wziąć na uliczne oglądanie fajerwerków albo na ognisko do lasu. A niech się tłuką – byle po północy. Szampan z plastikowych jednorazówek to nieporozumienie zarówno stylistyczne, jak i smakowe. Pamiętaj – jaki Nowy Rok, taki cały rok. A więc szczęśliwego!

Ostatnie prezenty

Jeszcze nie wszystkie prezenty gotowe? Trzy minuty planowania oszczędzą trzech godzin zbędnej gonitwy po zatłoczonym mieście

Ostatnie dni przed świętami mają dwa oblicza. Z jednej strony dla mnie zawsze był to piękny czas spotykania ze znajomymi, których niebezpieczne prądy zawiodły na obce wody, ale ze względu na rodzinny charakter zbliżających się świąt zjechali na kilka dni do Warszawy. Zarabiają więc na mnie nie tylko sklepy z upominkami, lecz także kawiarnie i różnej maści stołówki. Z drugiej strony ostatnie dni przed świętami są jak sprint na ostatnich metrach przed metą. Koniec już blisko, ale to ostatnie, mordercze napięcie w pogoni za prezentami potrafi zaboleć.

Jeśli ciągle nie masz wszystkich prezentów, oto co może ci się udać upolować w ostatnich dniach. Na pełnych obrotach działają pewnie wszystkie sklepy, ale stacjonarne, rozreklamowane sieci na pewno mają przewagę nad internetowymi drobnymi biznesami, zwłaszcza na tej ostatniej prostej. Za cenę dreptania w miejscu w kilometrowych kolejkach i problemów z autoryzacją kart płatniczych przez przeciążone łącza banków, możesz spróbować jednego z tych nietypowych upominków:

Ałun ma ostatnio świetny pijar i pewnie niedługo będzie powszechny nawet w hipermarketach. Słabo znam francuski, ale jego nazwę pierre d'alun powinno się chyba wymawiać pier-d-alę. Fot. alepia.com

Tematem, na który można przelać hektolitry atramentu, jest golenie. Jeśli osoba, którą chcesz obdarować, ma zwyczaj zdzierać maszynką starość i śmierć z twarzy, wbrew pozorom pole do popisu jest tu ogromne. Na półkach sieciowych mydlarni (oczywiście na tych półkach na wysokości łydki, na regałach przy wejściu na zaplecze), da się dostać cały asortyment sprzętu nawigacyjnego do odkrywania nowych światów golenia. Pierwszym przykładem mogą być gotowe zestawy upominkowe: rogowe maszynki do golenia, w których wszystko jest staromodne, oprócz „interfejsu”: stosuje się do nich najnowocześniejsze ostrza od popularnych maszynek znanych producentów. W zestawie możesz też dostać pędzel do golenia i specjalny statyw do zawieszania tych utensyliów. Mi osobiście wydaje się to najgorszy pomysł z tej kategorii, ale możliwości są tysiące. Golić się można nie tylko pianką, nawet nie tylko kremem (co już jest bardziej staromodne), lecz także mydłem do golenia, a nawet oliwą. Spośród narzędzi do wyboru są maszynki na tradycyjne żyletki i brzytwy. Nieumiejętność w stosowaniu ich naprawiamy ałunem. Przynajmniej część z tych rzeczy znajdziesz w ofercie sieciowych perfumerii. Zaryzykuj je na prezent – trafisz, nie trafisz, ale zawsze dasz możliwość wypróbowania.

Kolejnym nie takim trudnym do kupienia za pięć dwunasta akcesorium jest coś ostrego. Typowo: nóż. Występują w wielu wariantach i, podobnie jak zegarki, można je dobierać do ubrań. Pomyśl więc o stylu obdarowywanego: może średniej wielkości, masywny składany nóż z blokadą ostrza i klipsem do noszenia w kieszeni będzie pasował do jego nieodłącznych dżinsów? A może do tej pory nie zdawał sobie sprawy, że także do garnituru robi się lekkie, składane nożyki, które nie obciążą kieszeni ani nie wypchną marynarki, ale pozwolą łatwiej otworzyć list albo paczkę emenemsów?  Jest jeszcze cała gama scyzoryków włącznie z multi-toolami, które za centralne narzędzie mają nie ostrze, ale całkiem użyteczne kombinerki, innymi słowy, dla każdego coś dobrego. I mówiąc „każdego” naprawdę mam to na myśli. Nie ufam mężczyznom, którzy nie ucieszyliby się z noża.

Kto powiedział, że mężczyźnie nie można dać tulipana? Fot. Whiskyglass.com

Szkłem także można się skaleczyć, ale, co jest w nim szczególnie fajne, wcale nie trzeba. Można zrobić sobie nim za to krzywdę w przyjemniejszy sposób, np. nadużywając za jego pośrednictwem alkoholu. Zestaw szkła to także wygodny i uniwersalny prezent, bo zawsze możesz znaleźć model kieliszka, którego obdarowany jeszcze nie ma (o ile nie jest kolekcjonerem). Prawdziwy snobizm wymaga bowiem innych kieliszków do białego, czerwonego, koniaku, whisky, piękne są kieliszki do burgunda, cudnie pije się wino Gruner Veltliner z ciężkich szklanek bez nóżki o pojemności ok. 150 ml, świetne są angielskie szklanki do piwa, lekko rozszerzające się, z „garbem” w górnej części. Tych ostatnich nie udaje mi się od dłuższego czasu znaleźć, ale wiele ciekawych i nietypowych szkieł w całej palecie możliwych cen widywałem podczas niedawnych spacerów po galeriach (handlowych, kretynko!).

W ostatecznym rozrachunku wszyscy mężczyźni to jednak gadżeciarze, choć potrafią się dość skrajnie różnić swoimi fetyszami. Dlatego jeśli adresat twojego prezentu zawsze ma kieszenie pełne różnych rzeczy, po prostu szukaj na nie futerałów. Klucze, karty, wizytówki, pióro, lecz także krawat w podróży, okulary, ajpod, ajpad, ajfon, ajmak, aj, waj, czego to ludzie w skórę nie oprawią. Plastikowy odtwarzacz muzyki w egzotycznej skórze wygląda co prawda trochę jak szylkretowa oprawka na żyletkę Gilette z czterema ostrzami (czyli: jakby udawała coś, czym nie jest), ale dobrej egzotycznej skóry pewnie i tak nie zdołasz już przed Gwiazdką załatwić. Za to różnych przetworów cielaczka czy innego poczciwego zwierzątka domowego jest na pęczki w każdym centrum handlowym. Wszystko da się zapakować. Zrób to jednak z litością dla kieszeni marynarki obdarowywanego: zbyt wypchane tracą fason.

Jeśli z powyższych propozycji z jakichś przyczyn nie zdołałeś wybrać niczego dla siebie, skorzystaj także, w charakterze ostatniej deski ratunku, z listy pięciu najważniejszych dodatków.