Okresy przejściowe

Jedna porządna marynarka to za mało, żeby zrobić z mężczyzny mężczyznę dobrze ubranego. A dwie to często za dużo, żeby kupić je w jednym sezonie. Nie jest to jednak problem bez wyjścia.

Przedstawianie ludziom – zwłaszcza bliskim i znajomym – nowego lepszego Ja nigdy nie jest tak łatwe, jak to wygląda w programach BBC. Nauczyłem się, głównie na błędach, kilku rzeczy, które postaram się tu podsumować. Warto je brać pod uwagę, kiedy robisz w swojej szafie miejsce na rzeczy w nowym stylu. Zrób na nie miejsce także w życiu.

Patrick Grant to jeden z TYCH gości, których zawsze pokazuje się w przykładach. Na tym zdjęciu nie wywołuje okrzyków zachwytu, nazajutrz mógłby przyjść i pod muchą, prawda?

Głównym wrogiem restylingu jest „coś się tak wystroił”, fraza, która w założeniu zawiera cień komplementu, nawet podziwu, ale w głębi dosadnie udowadnia, jak wiele jeszcze drogi przed nami. Mając na względzie motywację do dalszych starań, najlepiej unikać tej frazy tak długo, jak się da. Dlatego otoczenie należy przyzwyczajać do nowego stylu powoli. Pomyśl o aparacie rentgenowskim i reaktorze 4 w Czarnobylu. Oba promieniują, ale tylko jeden budzi grozę. Małe dawki – oto czego trzeba.

Przyzwyczajaj otoczenie powoli. Jest bardzo mało prawdopodobne, żeby – jeśli to dopiero twoje pierwsze kroki w nowym świecie – w twojej szafie znajdowały się już trzy  porządne marynarki, kilkanaście koszul i stosowna liczba krawatów, które wieńczą dzieło. A jeśli trafiłeś fajną rzecz (lepiej zaczynać od jednej fajnej rzeczy, niż pięciu kiepskich) – to kiedy pewnej, powiedzmy, środy zepniesz wszystkie siły i zaprezentujesz na sobie antologię najlepszych ciuchów ze swojej garderoby, jedynym objawem podziwu, na jaki zasłużysz, może się okazać „coś się tak wystroił”.

Najrozsądniejszą receptą na „coś się tak wystroił”, jaka przychodzi mi do głowy, jest stopniowa zmiana stylu. Znasz te zdjęcia, na których dobrze ubrani mężczyźni noszą koszulę bez krawata, na niej sweter, a na nim marynarkę? Może lepiej zacząć od tylko jednego z tych ostatnich elementów, a nie obu na raz? Jeśli do tej pory nosiłeś tylko t-shirty i dżinsy, to zmiana tych dwóch elementów wystarczy na początek, by wyglądać świetnie i nie musieć odpowiadać na krępujące pytanie.

Okres przejściowy to ważna rzecz, bo to, jak zareaguje otoczenie i jak ty będziesz się czuł w nowym wydaniu, może zadecydować o kierunku i trwałości tak pożądanej przemiany. Możesz przyjąć różne kierunki natarcia: nosić koszulę ze swetrem, ale bez marynarki albo marynarkę na t-shirt (czego nie miałem okazji nigdy spróbować osobiście, ale widok jest to powszechny). Jestem skłonny, nieco wbrew sobie, polecać nawet marynarkę do jeansów, chociaż sztruksowa albo bawełniana właśnie w takim zestawieniu to najczęstszy przypadek nieudanych eksperymentów „klasycyzacji” garderoby.

W takim ukryciu krawat może czekać na comming out choćby i sezon - łatwiej mu będzie przyzwyczaić otoczenie

Jeszcze rok temu chodzenie do biura pod krawatem wydawało mi się lekką przesadą. Przeszło mi po miesiącu nowej pracy i od tego czasu rzadko występuję z rozpiętym kołnierzykiem. W firmie, gdzie dżins ma sens, przestrzegałem (jako jedyny) zasady casual friday, bo i jako jedyny miałem przestrzeń, żeby spuszczać z formalności stroju. Nawiasem mówiąc, najfajniejszy typ casual friday to taki, kiedy przychodzisz do pracy ze spakowanym plecakiem na stelażu i prosto z biura wsiadasz w pociąg gdzieś daleko. Ale „o tym, moje dzieci, to już zupełnie inna historia”. Tym niemniej moje pojawianie się pod krawatem przeszło praktycznie niezauważone, bo pod swetrem zwis męski  dodaje uroku niezwykle dyskretnie. Kiedy środkowa warstwa ubrania spłynęła razem z roztopami – krawat się ostał i tak już trwa.

Tyle pierwszej reguły – prostej, bo technicznej. Druga jest trudniejsza, bo wymaga siły woli. W okresie swoich pierwszych zakupów w „tych innych” sklepach i butikach trafisz na pewno na wiele kuszących okazji, które w pierwszej chwili wydawać się będą przewrotnie i luzacko polemizującymi z tradycją. W takich sytuacjach najelpiej sprawdza się gryzak lub coś innego, co pozwala zacisnąć zęby. Tak, pomarańczowe marynarki są świetne, a kiedy zobaczysz, ile gadżetów można na nich umieścić (kieszonka biletowa, patka na kieszonce na piersi, podwójna butonierka, pętelka na guzik przy kozerce, czyli łączeniu klap z kołnierzem, łaty na łokciach – wymieniać dalej?)… przy takiej ofercie pokusa będzie silna. Takiej też potrzebujesz woli: eksperymenty są dla tych, którzy przerobili podstawy. Ja sam prędko się na nie nie zdecyduję, a kiedy już uznam, że jestem gotowy, zapewne będę już stylowym geriatrą i zamówię zamiast nich piątą klasyczną granatową marynarkę klubową. Nie chodzi o to, żeby nie wyglądać inaczej, lepiej, niech będzie – nawet nowocześniej. Ale żeby znaleźć swój styl, musisz wiedzieć, gdzie szukać. Szara czy brązowa marynarka to pierwszy adres, pod który warto uderzyć. Jeśli ten argument cię nie przekonuje – postaraj się, żeby nauka na błędach nie była zbyt kosztowna. Zresztą to, co po angielsku nazywa się novelties (np. spinki do mankietów w fikuśnych kształtach) znajdziesz pewnie w outletach większości marek z niższej średniej półki, zatem tu akurat nie powinieneś mieć problemów. Po prostu wspomnij moje słowa, kiedy za kilka lat będziesz się głowił, jak w ogóle można było coś takiego kupić. Ja, żeby opędzić się od tej myśli, musiałem swego czasu hojnie obdarować kosz na używaną odzież.

Inaczej nauczyłem się rozwiązywać problem pytania „coś się tak wystroił”. Tutaj podpowiedź podsunęło mi samo życie: spotkałem pewnego dnia kolegę, który zmierzył mnie od stóp do głów i – publicznie – wykrzyknął: „A coś ty się tak odstawił? Do pierwszej komunii idziesz?”. Najadłem się wstydu, ale wyciągnąłem wnioski i od tego czasu za każdym razem na pytanie „Coś się tak wystroił” odpowiadam: „idę do pierwszej komunii”. Minął jakiś czas i już nie muszę nikomu się tłumaczyć.

10 odpowiedzi do “Okresy przejściowe”

  1. Moim zdaniem zakładając w końcu krawat i tak nie uniknie się takich pytań – w związku z tym można pojechać po całości i przyjść „odstrojony” jak stróż na Boże Ciało, przeczekać komentarze (które często nawet nie są złośliwe, bardziej ludzie nie wiedzą o co chodzi) albo ciekawię się odszczekać (okazja do poćwiczenia ciętej riposty – swoją drogą muszę przyznać się, że użyłem kilka razy pożyczonej od Ciebie riposty z komunią – przyznaje, działa). Czas stracony na zastanawianie się, czy zestaw jest już „zbyt” elegancki można poświęcić na lepsze rzeczy.
    PS. Na stronie głównej przydałby się odnośnik do facebookowego page’a.

  2. Uwzględnij czynnik kompletowania garderoby. Moje obserwacje są takie, że wiele osób chce ten swój styl zmieniać, ale nie bardzo ma czym. Czytałeś ten ostatni testimonial w temacie „witam na forum” w bespoke.pl? Im dalej w las, tym więcej drzew – nagle uświadamiasz sobie potrzebę tego, tego i tego, a większość mężczyzn ma czynnik typu żona, który nieco krzywo może patrzeć, jeśli nagle obwieścisz, że zamawiasz trzy garnitury, kupujesz – zgodnie z doktryną Waltera Szarmanta – do każdego po drogim krawacie, a jeszcze buty – rozdział nigdy nie zamknięty. Tymczasem jeśli zmiany w wizerunku będzie taki delikwent wprowadzał powoli, będzie miał czas na dojrzenie w poglądach estetycznych – co lubi, w czym się dobrze czuje. A i o demotywującej funkcji pytania „coś się tak wystroił” zdania łatwo nie zmienię :)

  3. Zgadzam się z myślą przewodnią artykułu. Należy zmiany w wizerunku wprowadzać powoli. Krawat zostawiłbym na jednej z dalszych pozycji, biorąc pod uwagę jego oficjalne postrzeganie przez społeczeństwo. Najtrudniejszy jest właśnie moment zmiany, kiedy przyodziewasz marynarkę zamiast bluzy! Potem małymi kroczkami zmień spodnie z dżinsowych na flanelowe, podkoszulkę na koszulę, trampki na skórzane wiedenki. W pewnym momencie jak zaczniesz nosić krawat, to już nikt nie będzie się dziwił. Ale jeszcze są przecież fulary, muszki i kapelusze. Z tym Polacy mają większe trudności i dla wielu postronnych to jednak za duża fanaberia ;)

  4. Ale fakt faktem. Jak już stalujesz garnitur na miarę, to nie obejdzie się bez koszuli miarowej, gatunkowego krawata i porządnych butów. Nie słuchajmy się żon pod żadnym pozorem jak już idziemy w miarówkę ;)

  5. Świetny artykuł bo właśnie jestem na tego typu drodze :)

    Moje obserwacje są takie, że wiele osób chce ten swój styl zmieniać, ale nie bardzo ma czym.

    Rzeczywiście tak jet. Po za tym człowiek się uczy najpierw do których sklepów wchodzić śmiało a które omijać z łezką w oku. I te szczegółu w „uzbrojeniu” o których mówisz, eh.

    Ze swego doświadczenia: Najpierw przyzwyczaiłem „towarzystwo” do.. koszul. Zmieniając bluzy na koszule ale nie białe tylko raczej mniej eleganckie, rozpięte lub np. slim z krótkim rękawem do sleeva. Hmm no i jeansy, dawno się ich wyzbyłem. To sporo przełamuje.

    W pierwszej chwili myślałem że krawat będzie łatwiejszy ale po zastanowieniu chyba jednak marynarka będzie tym skokiem. Zależy też jakie się ma „towarzycho”.

    Aha noi buty, buty. Będą przed marynarką, „elegantsze” (nie lakiery ofc.) i częściej niż skejtowe :)
    Pozdrawiam

  6. na pytanie „coś sie tak wystroił” polecam odpowiedź „bo nie chcę wyglądać jak ty”, która kiedyś znalazłem na forum bespoke.pl, działą w 100% przypadków, no chyba ze zapyta cie żona tudzież szef :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.