Odzież do sportów wodnych

Granatowa marynarka i białe spodnie: gdyby był o tym film, nosiłby tytuł „Klubowy zestaw II: ostatnia krew”

Opowiem wam, dziatki, nostalgiczną historię. Dawno, dawno temu nie każdy sport trzeba było uprawiać wyczynowo. Nie było jeszcze runkeeperów ani endomondo, dzięki którym biegasz ćwierćmaraton w 44’40” tylko dlatego, że twój szwagier przebiegł go w 50 minut. Nie było tak taniego haj techu, dzięki któremu wielkopowierzchniowe sklepy sportowe pełne są oddychających bluzeczek, niepocących się majtek i butów, które same pokonałyby triatlon, gdybyś nie wsadził w nie swoich niezdarnych nóżek.

Dziwni nowocześni ludzie nienawidzą polowań, bo uważają, że ich sednem jest strzelanie do zwierząt. Wydaje im się to logiczne: skoro sednem biegania jest przebiec jak najwięcej kliometrów w jak najkrótszym czasie, to sednem polowania – skoro to sport – musi być holocaust niewinnych mieszkańców lasu.

Jak większość poglądów tych dziwnych ludzi, koło logiki to nawet nie stało. – Wędkarstwo jest bardzo proste – tłumaczył mi kiedyś kolega. – Odkręcasz i pijesz.

Zaś M., wyciągając się leniwie na burcie dziesięciometrowego jachtu i wystawiając do słońca swój blady i wątły tors, mruczał pod nosem: – Przygoda, ach przygoda! Uwielbiam żeglować!

Bo sport do tego właśnie służy(ł): relaksu, podtrzymywania więzi z ludźmi i zajęcia czymś rąk przy okazji. Spróbujcie to robić, kiedy cycki podskakują w takt świńskiego truchtu, który współcześnie nazywamy joggingiem. Spróbujcie to robić w poliestrowych koszulkach i adidasach. To jest dopiero śmieszne!

Do dorosłego sportu służą dorosłe ubrania: marynarki sportowe i różne sportowe zestawy. Dzisiaj jeden (a właściwie dwa) z nich. Nazywam go (je) marynarskim, ale nie pomyl: to ubranie raczej do kawiarni w marinie w Liechtensteinie, niż do baru Omega w Giżycku, a tym bardziej na pokład omegi na Mamrach. Kojarzy mi się jednak nieodparcie z wakacjami i wodą w każdej postaci, dlatego warto dopisać te kilka pozycji do listy pakowania.

Zestaw białych spodni z  granatową marynarką
W słusznie minionych czasach PRL-u marynarz Baltony był jednym z najciekawszych brand heroes. Tutaj wersja dla kapitanów własnych jachtów… in spe

Stylistka Tatiana Hrehorowicz podzieliła się ze mną kiedyś prostą mądrością: są takie ciuchy, które ubierają. Granatowa marynarka jest jednym z nich. Całe moje pisanie o męskich ubraniach kręci się wokół niej i, choć oczywiście nie całe, to jednak wiele samego ubierania też. Dlatego nigdy dość powtarzania tej prawdy: jeśli myślisz o ciuchach w kategoriach systemu i wysiłku na rzecz przemyślanej garderoby, nie zaczynaj bez klubówki.

A drugim niezbędnym elementem zestawu marynarskiego są białe spodnie. Ten kontrast jest naprawdę mocny, chociaż białe spodnie to koszmarnie trudna rzecz. Wybierając je w sklepie pamiętaj, że dobrze jest, kiedy łatwo je wyprać w pralce (bo jak trzeba ganiać do pralni co jedno założenie, robi się nieciekawie i za dwanaście dziewięćdziesiąt). I że w związku z tym raczej nie pożyją długo. I że prać je trzeba, przeważnie po jednym założeniu, chyba, że w ekstremalnie suchą pogodę, korzystając wyłącznie z trotuarów i krytych parkingów, udało ci się przemieścić autem świeżo po ręcznej myjni na spotkanie do Domu Alergika albo jakiegoś prywatnego szpitala, kibla na stacji benzynowej czy innego miejsca, które czyszczą na błysk co pół godziny.

Tyle wiadomości z podręcznika, a teraz otwieramy do zeszyty ćwiczeń:

Ćwiczenie pierwsze: dress up/dress down. Zestaw marynarski w wydaniu, nazwijmy to, bardziej eleganckim, jest letnim odpowiednikiem zestawu klubowego. Kontrast wyraźny, granatowa klubówka dalej pozostaje granatową klubówką, czyli takim prawie garniturem, a spodnie pozostają w kolorze neutralnym i eleganckim, choć ekstrawaganckim zarazem.

Odmiana mniej elegancka zaś to już nie klub, a hamak, nie kieliszek koniaku, a drinuś z palemką, a jak najdzie ochota, to i siatkówka plażowa. Jeden zestaw, dwa wydania, paleta możliwości.

Dress up to oczywiście wersja z koszulą. Sprawa jest trochę indywidualna, bo zależy m.in. od karnacji, ale przyjmij generalną zasadę, że cały na biało wyglądasz jak lodziarz albo piekarz. Corinne Lechevalier w książce „Dobrze ubrany mężczyzna” starała się kiedyś wprowadzić lans na białe mokasyny, ale jak przystało na kobietę, Francuzkę i eksperta, zupełnie się w tym wszystkim pogubiła. Nie przypominam sobie, żebym widział kiedyś w powszechnym dostępie naprawdę godne polecenia białe buty. Podobnie jest z białą koszulą: jeśli połączysz ją ze spodniami w tym samym kolorze, będziesz musiał unikać zdejmowania marynarki. Nie chcesz unikać zdejmowania marynarki, kiedy mowa o luźnym zestawie na upały.

W moim ulubionym wydaniu koszula w marynistycznym zestawie nawiązuje i do bieli, i do granatu i w ogóle wszystko jest takie dwubarwne. Podoba mi się to. Kiedyś uznałem, że skoro jednym z najsilniejszych marynarskich skojarzeń są poziome biało-granatowe pasy, to T-shirt z tym motywem można zastąpić krawatem o analogicznym deseniu. Dostałem dokładnie taki jedwabny knit w Drake’s London przy najbliższej wyprzedaży i powiem szczerze: to jeden z najtrudniejszych krawatów, jakie widziałem. W zasadzie radzi sobie tylko na bardzo kontrastowych, mocnych koszulach. Na białym czy błękitnym tle wygląda – jak to kiedyś ujął T. – jakby to krawat nosił mnie, a nie odwrotnie. A przecież nie jestem blady ani obdarzony niskim kontrastem.

Dress-up i dress-down to coś, co robi się za pomocą dodatków. Żeby być nieco bardziej odstrzelonym, celuj w pantofle z licowej skóry i taki sam pasek. Oczywiście jeśli to je właśnie wybierzesz, stanie się jasne, że na żadne żeglowanie się dziś nie wybierasz.

Dress down dokonujesz za pomocą takich rzeczy jak polówka (może znów poziome granatowe pasy?), parciany pasek i granatowe deck shoes. Apaszka zamiast krawata może zadziałać. Poza butami nie mam takich rzeczy w szafie, więc musisz sobie je wyobrazić. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w twojej garderobie się znalazły. W końcu co ze mnie za wzorzec?

Powtórzę to jeszcze raz, dla porządku. To nie jest zestaw na jacht, jeśli jacht nie jest większy od przeciętnego mazurskiego jeziora. Jeśli więc wujek albo szef zaprosił cię na swoją łódkę, albo czarterujecie coś ze znajomymi na tydzień i szukasz właściwego dress-codu, myśląc, że właśnie go znalazłeś, wykazujesz się większą głupotą, niż może ci się wydawać. Oczywiście, możesz sobie tłumaczyć, że pakujesz białe chinosy, klubówkę i nawet krawat na okazje zejścia na ląd, ale to oznacza tylko, że masz zbyt wyidealizowaną wizję Mikołajek, które w sezonie tak naprawdę nie różnią się niczym od nadmorskich miejscowości z ciepłym piwem i smażeniem ryb na zjełczałym oleju.

Na niewielkich jachtach na Mazurach czy gdzie indziej się pływa, a nie lansuje, więc załóż przetarte dżinsy. Jeśli chcesz wyglądać elegancko, zamień T-shirt na koszulkę polo i zaopatrz się sztormiak wyglądający jako-tako, a nie jak rozwalcowany żółty kalosz. A najlepszym sposobem na dodanie ubraniu żeglarskiego sznytu jest para butów pokładowych z… brezentu. Widziałem takich wiele na targach Wiatr i woda, więc zapewne można je kupić w sklepach żeglarskich. Z daleka są całkiem dobrym naśladownictwem klasycznych deck shoes z niebarwiącą podeszwą, dzięki której można biegać po jachcie, ale dodatkowo woda nie robi na nich żadnego wrażenia i o to chodzi, kiedy musisz wyskoczyć do jeziora, żeby zepchnąć łódkę z mielizny.

Bo jeśli jeszcze nie rozumiesz, że ubranie należy dopasowywać do kontekstu, a o tym kontekście decydują ludzie wokół ciebie, to chyba za wcześnie zająłeś się dress codem, a za mało wcześniej ćwiczyłeś normalne życie wśród ludzi. Nie chodzi o to, żeby wtapiać się w źle ubrany tłum, ale o to, żeby nad twoją trumną ludzie wspoinali, że byłeś „zawsze dobrze ubrany”, zamiast już dziś wykrzykiwać „coś się tak wystroił!?”.

2 odpowiedzi do “Odzież do sportów wodnych”

  1. Sportowa rywalizacja między znajomymi nie musi oznaczać zrazu sportu wyczynowego.
    Uprawianie sportu daje szereg dobrych rzeczy w życiu, a że dziś mamy technologię, to jeden może sobie np. liczyć kilometry na Endo, ktoś inny znów pokazać co ma w szafie.

  2. A skąd marina w Liechtensteinie? Pozostaje mi pocieszyć się, że to specjalny zabieg literacki

Możliwość komentowania jest wyłączona.