O dymie na chłodno

Aby przekonać się o zbawczym działaniu i aromacie tytoniu, należy wznieść się ponad wycieczkę do kiosku po fajki

– Odczucia debiutującego palacza przypominają te, które miewa się mając po raz pierwszy na nogach wyśmienite buty lub występując w uszytym na zamówienie garniturze – pisze Bernhard Roetzel w „Gentlemanie. Modzie ponadczasowej”. Zaiste, zwłaszcza sposób, w jaki opisał domniemane przyjemności z papierosów sprawia, że ma się ochotę biec do kiosku po byle jakie fajki. Jednak delektowanie się tytoniem to nieco większe wyzwanie i z produktami dostępnymi w polskich salonikach prasowych ma niewiele wspólnego, nawet, jeśli w grę wchodzą prestiżowe marki.

Dwie podstawowe nie-papierosowe formy tytoniu, które kojarzą się z pojęciem elegancji, to cygara i fajka. Sziszę w Polsce zawłaszczyła młodzież (i słusznie – jest coś z klimatu akademika we wspólnym ciągnięciu z jednego węża), tabaka to produkt raczej folkowy i – poza tabakierą księdza Robaka – z wysoką kulturą niewiele mający wspólnego. Żucie tytoniu jest raczej poza dyskusją, a snuss – kulturalna wersja tegoż, czyli wkładanie między dziąsło a wargę odpowiedniej porcji preparatu – to – w przeciwieństwie do Skandynawii – w Polsce prawdziwa rzadkość.

Cygara i fajka uchodzą za snobistyczne zupełnie zasłużenie. Jedno i drugie wymaga od palacza sporej ilości uwagi, która wyłącza go z biegu spraw dookoła. Fajka – dlatego, że trzeba ją odpowiednio nabić i targać ze sobą wszystkie akcesoria. Cygaro – głównie dlatego, że wydzielany przez nie aromat myli się większości niepalących go z dymiącym się torfem, smrodem pożaru w stajni albo czymś równie romantycznym. Jedno i drugie wymaga uwagi przy paleniu, a dochodzenie do wprawy może trwać latami. Wreszcie – jedno i drugie wyglądać może pretensjonalnie, zwłaszcza u młodych mężczyzn, którzy wyglądają na nienaturalnie postarzonych (co nazwałbym efektem fulara).

Czego nie piszę po to, by kogokolwiek zniechęcić. Przeciwnie, tytoń to wspaniała używka, ale pod warunkiem, że wyprodukowano go z liści tytoniu, a nie z niesprzedanej w warzywniaku kapusty albo wygrzebanych na śmietniku kwiaciarni syntetycznej rafii i liści chryzantemy. Powszechnym błędem początkujących palaczy jest za to traktowanie każdego wyrobu tytoniowego jak papierosów, z czego biorą się później rozczarowania cygarem (plus zieloność twarzy i womit), zwęglone cybuchy fajek, poparzenia ust, a nawet smród spalonej marmolady w mieszkaniu po wypaleniu sziszy. Aaaby tego uniknąć, rozważ wzięcie pod uwagę następujących wskazówek:

Po pierwsze, nie kupuj tytoniu byle gdzie. Cygara należy kupować wyłącznie w sklepie wyposażonym w humidor, czyli skrzynkę lub pomieszczenie utrzymujące odpowiednią wilgotność i temperaturę. Skoro czytasz ten tekst, sam zapewne jeszcze humidora nie masz; staraj się więc wypalić cygaro w niedługim czasie po zakupie (czasie liczonym w dniach, nie tygodniach). Jeśli chodzi o tytoń fajczarski, jest nieco łatwiej, bo jest on szczelnie pakowany i wilgoć ze środka nie znika tak prędko. Wybierz za to sklep, gdzie prawdopodobnie zaopatruje się więcej fajczarzy, a nie osiedlowy spożywczak, którego właściciel, raz, na próbę, pięć lat temu wziął dwie torebki amphory albo poniatowskiego i teraz czeka, aż mu to jakiś frajer kupi. Jeśli czeka na frajera – niech nie znajdzie go w tobie, co?

Po drugie, skoro już jesteś w specjalistycznym sklepie, nie wahaj się prosić sprzedawcę o radę. Parafrazując, zapewne Lincolna lub Twaina, lepiej zapytać i uchodzić za głupca, niż nie zapytać i rozwiać wątpliwości.

Po trzecie, uwzględniając powyższe założenie, podchodź ostrożnie do wszelkich autorytetów, a zwłaszcza osoby na tyle bezczelne, by nie znając cię, zwracać ci uwagę na błędy w paleniu (on już wie, o kim mówię). Prawdziwa pasja to wypadkowa wiedzy teoretycznej, mądrości wynikającej z doświadczenia i inteligencji. Mając – jak zakładam – przynajmniej jeden z tych atrybutów, powinieneś umieć odnaleźć go u innych. Niezawodnym sygnałem ostrzegawczym jest stosowanie do hobby terminów z zakresu religioznawstwa, takich jak „mistyka”, „ceremoniał”, „kultowy”, a zwłaszcza „profanacja”. Ta złota i syntetyczna zasada, którą zezwalam odtąd nazywać moim nazwiskiem, dotyczy cię zarówno jako potencjalnego odbiorcy, jak i nadawcy tego typu komunikatów.

Do zasad, którymi chętnie dzielą się „wtajemniczeni” (termin religioznawczy, a jakże) należy apodyktyczny zakaz zaciągania się. Zauważyłem, że osoby mądre nie są tak stanowcze: i cygarem, i fajką, możesz się zaciągać do płuc, ale nie musisz i lepiej nie zaczynaj od tak zdecydowanych posunięć. Nikotyna wchłania się przez śluzówkę w ustach, aromat obierany jest smakiem i węchem. Dalsze inhalacje nie są konieczne.

W cygarach sztuką jest „zaledwie” wybór, w fajce – ubicie. Jedno i drugie ma zapewnić właściwy transport powietrza i dymu w kierunku ust i podsycenie żaru. Nie pakuj tytoniu do fajki na siłę. Ubijaj lekko i kilkukrotnie. Sprawdzaj organoleptycznie. Użyj zapałek (na konkursach fajczarskich dają przeważnie po dwie). Pierwsze, fałszywe podpalenie ma lekko unieść tytoń. W cygarze to samo osiąga się, obracając przez chwilę koniec cygara nad płomieniem zapałki. Oba w jakiś tajemniczy dla mnie sposób przygotowują tytoń do równomiernego rozżarzenia się, które jest warunkiem koniecznym równego palenia. Dopiero potem, zaciągając się, dostarczasz odpowiednią ilość tlenu by wilgotne liście faktycznie zaczęły się palić. Upewnij się, że żar jest wyraźny i równomierny.

Teraz zaczyna się ekwilibrystyka: warunkiem przyjemności z palenia jest podtrzymanie żaru, ale na takim poziomie, by wysoka temperatura nie poparzyła ust. Alkohol schładza się, żeby jego smak przestał być taki inwazyjny. Z tytoniem jest odwrotnie: gorący robi się bezsensowny i powoduje cierpienie. A przecież to właśnie lekiem na nie ma być dymek. – Zapal sobie w każde święta, pal spokojnie, leż i stękaj – by zakończyć jak rozpocząłem, cytatem z klasyka.

8 odpowiedzi do “O dymie na chłodno”

  1. Przyznaję – nie wiedziałem o tym, że koneserzy fajek i cygar zaciągają się nimi, ale nie staram się uchodzić za znawcę tematu. Jeśli tak zostałem zinterpretowany to wprowadziłem w błąd. Jestem usatysfakcjonowany gdy wolnego czasu starcza mi dla potrzeb rodziny, nie przyszło by mi nawet do głowy po godzinach czytać poradniki o cygarach. Moje potrzeby tym temacie zaspokoi np wpis na tym blogu, który z przyjemnością czytam w przerwie. Co nie znaczy, że nie będę jak zwykle bezczelnie bronił swoich argumentów. Chodzi mi tu głównie o :
    „Do zasad, którymi chętnie dzielą się „wtajemniczeni” (termin religioznawczy, a jakże) należy apodyktyczny zakaz zaciągania się. Zauważyłem, że osoby mądre nie są tak stanowcze: i cygarem, i fajką, możesz się zaciągać do płuc, ale nie musisz i lepiej nie zaczynaj od tak zdecydowanych posunięć.”

    Jestem w konsternacji bo po co pisać takie ciekawostki skoro nie jest to ani konieczne ani sensowne, ani szczególnie istotne. Ewentualnie żeby udowodnić komuś, że wie się coś więcej i jest się prawdziwym, nie rzekomym, znawcą tematu (czego nikt nie neguje).

    Co z tego, że przez takie frazy w piątek po imprezie na toksykologii wyląduje garstka niemądrych dzieciaków i będą mówić, jak to na blogu napisali, że najmądrzejsi się zaciągają.

    Z poważaniem,

  2. 1. Nie napisałem, że się zaciągają. Większość zapewne tego nie robi. Chciałem raczej udzielić pewnej przestrogi, która wynika z doświadczenia: jeśli ktoś z wyższością instruuje cię, że „fajką nie należy się zaciągać” (zaczynałem palić fajkę jako nastolatek, co było głupie, a potem paliłem ją w wieku studenckim, i kilka razy spotykałem się z takimi kategorycznymi stwierdzeniami), to znaczy, że sam wszystkich rozumów jeszcze nie zjadł. Co się robi z fajką czy cygarem, to jedno, a co się robi ze swoim rozumem i postawą, to drugie. Ludzie, którzy wszystko wiedzą najlepiej, często okazują się pozerami i głupkami, a ludzie prawdziwie mądrych poznaje się po tym, że uciekają od takich kategorycznych stwierdzeń. To było moje główne przesłanie.

    2. Przyznam, że nie piszę raczej dla dzieciaków. Jeśli by się okazało, że takowi czytają ten blog, przyjąłbym tę informację w pierwszej kolejności ze zdziwieniem, w drugiej – z pewną niepewnością co do dalszych kroków. Przez „dzieciaków”, zgodnie z logiką poprzedniego wpisu, rozumiem raczej osoby do – przypuśćmy – 15 roku życia. W tym wieku sporo młodych ludzi to pokemony, dla których 5 tys. znaków to TL;DR. Ale jeśli któryś z nich przeczyta ten tekst, to na pewno wyciągnie dostateczne wnioski, by nie trafić na detoks. Choćby ze zdania „możesz się zaciągać do płuc, ale nie musisz i lepiej nie zaczynaj od tak zdecydowanych posunięć”. A młodzi mężczyźni w wieku 17-18 lat są już chyba na tyle odpowiedzialni, żeby palić odpowiedzialnie (16-17 lat to był chyba 50 lat temu wiek, kiedy wypadało zacząć palić). A jeśli nie są – przejarają się i porzygają. To lepsza szkoła dorosłości, niż wpis na blogu o treści „pal odpowiedzialnie”.

    3. To wszystko rzekłszy podkreślam, że nigdy w życiu nie sprzedałem nikomu ani grama tytoniu, a jeśli zacznę prowadzić taką działalność, będę pytał wcześniej o dowód nie dlatego, że uważam pełnoletniość za warunek konieczny palenia (patrz punkt wyżej), ale choćby dlatego, że takie jest prawo.

    4. W komentarzu do poprzedniego tekstu ktoś ładnie napisał o kulturze palenia. W kulturze Zachodu dawno już zniknęło to pojęcie – jesteś albo za koncernami tytoniowymi, środkami uzależniającymi w papierosach i zgonami na raka, albo przeciw nim: tertium non datur. Być może dlatego fajka czy cygaro są takie kontrowersyjne (co widać choćby po komentarzach). Ludzie podświadomie wiedzą, że to z jednej strony palenie, a z drugiej nie „nałogi, rak i hospitalizacja na koszt podatnika”, ale coś zupełnie innego. To powoduje pęknięcie światopoglądu, przypadłość wyjątkowo trudną do zniesienia.

    Dzięki za komentarz i pozdrawiam

  3. Przepraszam jeśli odniosłeś wrażenie, że chce storpedować Twój blog. Czytam go już kawał czasu z przyjemnością i nie pisałem komentarzy na temat krawatów czy butów bo wiem na ten temat niedużo. Ale gdy zacząłeś szafować stwierdzeniami na temat zdrowia to poczułem pewne zagrożenie, które płynie z takich przesłań. Apeluję tylko o rozwagę, bo jestes odpowiedzialny za to do czego ludzi zainspirują Twoje wpisy. Zastanawiam się również czy w podobnym duchu pisałbyś na ten temat po wizycie na oddziale onkologii gdzie roi się od bijących się w piersi bylych palaczy, którzy wyznawali zasady jak „wszystkiego trzeba spróbować, życie trzeba fajnie przeżyć, na coś trzeba przecież umrzeć” itp. Nie zapominaj proszę jak bardzo trzeba myśleć za ludzi.

    Z poważaniem,

  4. Nie czuję się urażony, więc luzik. Nie wiem, jak wyglądają w środku płuca palaczy; zresztą to tylko hardware. Wiem za to, jakie w dotyku jest ciało człowieka, który palił całe życie, właśnie z tej formacji, że matka dawała mu papierosy, bo elegancki mężczyzna musi palić. I teraz, mając w pamięci ten obraz, myślę, że nie zmieniłbym nic w poprzednich wpisach.

    Pracuję zawodowo w prasie, nie lubię słowa dziennikarz, ale nim też, m.in. tu, jestem. I na tym, moim własnym kawałku podłogi, naprawdę mam prawo powiedzieć: to nie są teksty dla ludzi, za których trzeba myśleć. To poza definicją mężczyzny w ogóle, oczywiście w tym wartościującym rozumieniu słowa mężczyzna, bo że może mieć siusiaka, to wiem. Jeśli trzeba myśleć za ciebie (nie Ciebie, Kamen, tylko ogólnie oczywiście), nie noś krawatów, nie noś marynarek, nie pij, nie pal, nie cudzołóż i nie wprowadzaj ludzi w błąd, że jesteś, kim nie jesteś.

    Smak Nabyty. Czytaj odpowiedzialnie

  5. Ekstra! Bardzo chętnie przeczytałbym w kolejnym artykule z serii o legendarnych markach papierosów i o gatunkach / typach / markach egzotycznych, takich jak kretki.

    Co do zagrożeń płynących z czytania artykułów – patrząc na problem w ten sposób, trudno pisać o czymkolwiek. Nie piszmy o alkoholu, bo przecież alkoholizm to okrucieństwo. Nie piszmy o polowaniach, bo przecież jakiś głupiec może strzelić kolano kolegi. Nie piszmy o dobrych garniturach, bo z w ciemnej uliczce twarz zdewastują ci skini. Takie podejście nie ma (przynajmniej dla mnie) sensu. To nie jest Biblia, tylko blog.

  6. Nie jestem znawcą fajki, ale lubię sobie zapalić od czasu do czasu i przyznam, że porządne zaciągnięcie się dymem fajkowym jest jednym z bardziej intensywnych doznań, jakie znam, a intensywnych doznań znam niemało ;-) Robię to raz, może dwa razy podczas jednego palenia celem pobudzenia się.

  7. Cygarem możesz się zaciągać tak jak możesz wciągać wódkę nosem. Możesz, tylko po co? Cygaro jest tak mocne, ma tyle nikotyny, że zaciąganie się jest po prostu bez sensu.
    Jeszcze coś: „W cygarach sztuką jest „zaledwie” wybór”. Że co?? A przechowywanie, podpalanie, obcinanie, dobranie pod względem mocy, formatu? Kurczę, pisząc ogólnie mądre rzeczy nie powinno być miejsca na takie kwiatki… Z resztą co do cygar (bo na fajce się nie znam) zgodzę się oczywiście w 100%.

    Pozdrawiam,
    Łosiu

Możliwość komentowania jest wyłączona.