Makaron na szybko

Eleganckiemu mężczyźnie nie wypada jeść cały dzień kanapek tylko dlatego, że się spieszy albo nie umie zapalić gazu pod garnkiem

Znasz to uczucie: piątek kończy się powoli, jakby weekend miał nigdy nie nadejść, ale zanim sterana głowa zazna miękkiego dotyku poduszki by odespać trudy tygodnia, trzeba jeszcze na trening albo miłe party, zabawić się albo przynajmniej wypełnić pewne niecierpiące zwłoki obowiązki towarzyskie. Nie ma czasu zamawiać z dostawą, szukać stolika, czekać aż kuchnia w pobliskiej restauracji wyrobi się z zamówieniami dziesiątków takich, jak ty. Nie ma czasu wychodzić do spożywczaka po brakujące składniki, trzeba działać szybko i zdecydowanie, opierając się na tym, co zamrożone, na tym, co zapeklowane w słoikach i na tym, co leżeć może w szafkach latami.

Właśnie temu służą szybkie przepisy na makaron w pięciu smakach. Do wykonania każdego z poniższych możesz się przygotować podczas zwyczajnych zakupów, dwa razy w miesiącu na przykład. Niektóre są dobrym pomysłem na zużycie rzeczy, które narażone byłyby na zepsucie. O ile wykażesz się zapobiegliwością przy zakupach, każdy przepis zajmuje tyle czasu, ile potrzeba na ugotowanie makaronu i zminimalizuje potrzebę zmywania.

Aby zademonstrować, jakie to proste, zacznę od listy zakupów dla czterech z pięciu poniższych przepisów. Piąty jest trochę inny i zasługuje na osobne traktowanie, ale i tak kwalifikuje się jako danie w pięć minut.

Potrzebujesz więc trzech kategorii rzeczy. Tego, co łatwo i dobrze zamrozić: krewetki i natka pietruszki. Dalej następują słoiki, w których produkty zakonserwowane są olejem albo inną zalewą: pesto, czarne oliwki i suszone pomidory w oleju słonecznikowym, a następnie rzeczy, które należy spożyć w przeciągu góra trzech pokoleń od zakupu: makaron, płatki chilli, oliwa, sól, pieprz (do młynka, NIGDY nie kupuj gotowego mielonego pieprzu). Na końcu coś, co udaje świeże i kiedyś w końcu się zepsuje, ale do tego czasu minie dobre kilka tygodni. Wszystkie są na C: czosnek, cytryna, cukinia. No i parmezan. Uwaga! Parmezan nie jest na C.

Na dowód tego, jak bardzo ad hoc powstają tego typu dania, zdjęcia przedstawiają inny makaron, niż zalecam w tekście, za to taki, który akurat był pod ręką. Zdjęcia zresztą do najpiękniejszych nie należą, ale słowo harcerza, że przynajmniej zjadłem to, co na nich pokazuję, bez ściemy. Żarcie ze studia fotograficznego często ląduje w śmietniku, czasami wręcz dlatego, że wchodzą w jego skład rzeczy niejadalne. A to wszystko jest jadalne w stu procentach. Zatem do dzieła!

Spaghetti aglio, olio e peperoncino to przykład potrawy, na którą przepis zawarty jest w nazwie (inne przykłady takich potraw to „małże” i „bułka z masłem”). Aglio to czosnek, olio – oliwa, a peperoncino – ostra papryczka. To jedna z moich ulubionych potraw – jest prosta, genialna i każdemu wychodzi inaczej. Dużo zależy w niej od jakości makaronu – ideałem jest ręcznie robiony, ale taki niestety nie spełnia kryteriów gotowania w kwadrans.

Kiedy makaron już się dogotowuje w garnku, na dużą patelnię wylej świeżej oliwy z oliwek i wrzuć na nią grubo pokrojony czosnek. Cały lans polega na tym, żeby kilka ząbków było pokrojonych nierówno, od dużych, do małych, bo to one odpowiedzialne są za prezencję i fakturę potrawy. Na to dorzucasz płatki chilli, dostępne w supermarketach już jako płatki lub pozyskane z – o dziwo – ususzonej papryczki chili. Możesz zresztą dodać świeżej papryczki, o ile ją masz. Kiedy najmniejsze kawałki czosnku jeszcze się nie rumienią, a duże są już lekko zeszklone, wrzucasz na patelnię odcedzony makaron i chwilę mieszasz na ogniu, po czym wyrzucasz na talerz i posypujesz startym parmezanem i/lub natką pietruszki. Cały wysiłek i cała maestria kulinarna polegają tu na posiekaniu czosnku. Dasz radę, co?

Penne ze (świeżym) pesto. Makaron z pesto był moim pierwszym prostym i szybkim piątkowym przepisem. Na tych wszystkich słoiczkach piszą, że pesto należy zjeść w tydzień albo coś po otwarciu – nie wiem dokladnie, bo w ogóle przestałem te pierdoły czytać. Póki nie robi się mechate – jest dobre, o ile oczywiście to dobre pesto, którego składnikiem jest oliwa o właściwościach konserwujących. Czytaj skład podany na etykiecie i pamiętaj, że jeśli w składzie są np. ziemniaki albo coś innego, co nie brzmi jak składnik pesto, warto zachować dystans.

Makaron z pesto jest chyba łatwiejszy od aglio, olio…, bo wymaga tylko dorzucenia dwóch łyżeczek przyprawy do ugotowanego i niedokładnie odcedzonego makaronu. Aby sobie to nieco utrudnić i urozmaicić, wrzucasz zamierzoną ilosć pesto do miseczki (przyjmij 2-3 łyżeczki na porcję) i rozprowadzasz świeżą oliwą, żeby było nieco rzadsze. Do środka dodajesz posiekane grubiej lub cieniej – według uznania – czarne oliwki i suszone pomidorki – każdy pokrojony na 2-4 części. Sól i pieprz, a jeśli nie zamierzasz się całować – także czosnek. Nie cedź makaronu dokładnie, niech trochę wody po gotowaniu zostanie w środku rurek. Wrzuć go z powrotem do garnka i wymieszaj z przygotowanym sosem. Podawaj ze startym parmezanem.

Wariantem jest świeże pesto, które powstaje przez połączenie (w moździerzu albo mikserze) świeżej bazylii, orzeszków pinii, oliwy, czosnku i parmezanu. Z solą i pieprzem, oczywiście. W sezonie da się hodować bazylię na parapecie, balkonie albo w ogródku, a potem upchać do słoiczków i zapasteryzować na zimę.

Fussili z cukinią i chilli kwalifikuje się jako piątkowy obiad na szybko dzięki długowieczności cukinii, która potrafi leżeć i leżeć niezrażona, aż ktoś się nad nią zlituje. 3-5-milimetrowe plasterki cukinii zeszklij na mieszance oliwy i masła – warzywo powinno je wypić, żeby nabrać pysznego maślanego smaku i skąpać się w oliwie. Do rzeczy, które cukinia lubi, należą: płatki chilli, cytryna i białe wino – poczęstuj ją nimi, a odwdzięczy się świetnym smakiem. Jak zwykle, pod koniec smażenia, dodaj ugotowany i odcedzony makaron i mieszaj jeszcze chwilę na małym ogniu. W przeciwieństwie do poprzednich, ta potrawa dobra jest także bez makaronu, jako przekąska.

Tagiatelle z krewetkami, których niezwykłą zaletą jest że bardzo łatwo się rozmrażają. O ile mięso w gorącej kąpieli robi się ogólnie mało sexy, to krewetki świetnie znoszą szybkie płukanie na sitku w gorącej wodzie. A jeszcze lepiej się czują, jeśli trafią po tym na rozgrzane masło. A jeszcze lepiej, jeśli prócz masła na patelni jest także zredukowane białe wino. Dobrze im też poleżeć wcześniej parę chwil z roztartym lub posiekanym czosnkiem i sokiem z cytryny, ale jeśli nie masz tyle cierpliwości, wrzuć czosnek i wciśnij sok dopiero na patelnię. Do krewetek i czosnku dodaj płatki chilli, a pod koniec podsmażania, także natkę pietruszki. Jeśli chcesz ją zastąpić np. rukolą, powstrzymaj się i zrób to po wymieszaniu sosu z makaronem i przerzuceniu na talerz. Wariantem potrawy jest wersja z serem pleśniowym typu blue – to w zasadzie dwa różne dania, jeśli chodzi o tzw. user experience. Tak czy inaczej – gotowe. Jeśli poczęstowałeś krewetki odrobiną wina, teraz jest czas żeby wypić resztę z butelki, zanim zrobi się ocet.

W żadnym z tych przepisów nie bój się przesadzić z oliwą. Nie jest ona smarem do smażenia, tylko podstawą sosów, więc kup dobrą i używaj szczodrze.

Szybka carbonara Jaimie’ego ma w zestawie taką oto ciekawostkę, że równie dobrze sprawdza się jako makaron z łososiem. Jest stosunkowo najbardziej skomplikowana ze wszystkich tych przepisów, ale łosoś w paczce poleży, a krojony boczek w zamrażalniku tym bardziej, więc jak najbardziej się tu kwalifikuje. Cała sztuczka, którą sprzedaje Jamie Olivier, polega na wrzuceniu mrożonego groszku do garnka z makaronem pod sam koniec gotowania. Groszek wtedy rozmrozi się, ale na tym koniec – będzie słodki i chrupiący. Mi wyszło za pierwszym razem, więc nie jest to jakaś wyższa szkoła jazdy. Po odcedzeniu makaronu z groszkiem wrzucasz go z powrotem do garnka i – póki gorący – zalewasz sosem: śmietana kremówka (rzadka, 30% tłuszczu) z rozbełtanym żółtkiem, solą i pieprzem. Na to podsmażony osobno boczek albo łosoś. Określiłem ten przepis jako „stosunkowo najbardziej skomplikowany” ze względu na konieczość podsmażenia osobno boczku, ale nie warto się tym zrażać.

8 odpowiedzi do “Makaron na szybko”

  1. Ze swojej strony dodam, że niestety znakomita większość dostępnych w sklepach gotowych pesto zawiera w sobie albo płatki ziemniaczane, albo mączkę ryżową, albo jeszcze coś innego – co ma w zamierzeniu zagęszczać produkt, a w rzeczywistości wzbogaca go o paskudną, pylistą konsystencję.

    Spędziłem sporo czasu na czytaniu etykietek od pesto i znalazłem bodaj ze dwa (a pamiętam nazwę jednego), które tych dobroczynnych dodatków nie zawierają. W myśl przysłowia, nie osądzajcie książki po okładce – te w brzydkich słoiczkach z kiepsko wyglądającymi etykietkami mogą być w rzeczywistości najlepszym wyborem.

  2. Do carbonary sugeruje dodawac samo jajko i darowac sobie atrakcje w stylu smietana, majonez czy co tam jeszcze mozna znalezc w przepisach. Jest lzej i zdrowiej tylko trzeba szybko calosc mieszac, bo inaczej wyjdzie jajecznica z makaronem. Jajko dodajemy na koncu, przed podaniem na stol, na makaron wymieszany z reszta, zdjety z patelni.

    Pozdrawiam,
    dsc.

  3. DSC masz racje, nie należy mieszać tłuszczy z węglowodanami chociaż dobrej jakości śmietana jest zdrowsza od makaronu. Majonez to sama chemia.

  4. BRZYDALLLO: polecam własnoręcznie przyrządzony majonez, tylko nie zapomnij – termin ważności jest o wiele krótszy!
    A pesto… o 23.07 makaron, który jem, nawet z pesto nie jest wskazany, nieprawdaż?

  5. Sugerowałbym uszczuplić Aglio Olio o Parmegiano… zamiast tego dodałbym krewetki, natkę i trochę soku z cytryny, może pokusić się o dodanie w muli i podlanie tego białym winem (ale to najlepiej w sezonie).

    1. Ale to już wtedy nie było Aglio Olio, tylko cośtam cośtam z krewetkami, natką, cytryną, mulami i białym winem. Czyli zupełnie inne danie makaronowe. Najprawdopodobniej przepyszne, ale już nie Aglio Olio.

      Zauważ zresztą, że przepis bardzo podobny do zaproponowanego przez Ciebie pojawia się w tym artykule – jako Tagliatelle z krewetkami…

Możliwość komentowania jest wyłączona.