Siedem lektur apokalipsy

Lista lektur, które przygotują cię na (nienadejście) końca świata

Oczywiście trzeba być kretynem, żeby wierzyć w koniec świata 21 grudnia. Żeby w ogóle móc brać pod uwagę, że akurat amerykańska cywilizacja na poziomie ledwo ponad epokę kamienia łupanego wiedziała coś, czego wiedzieć nie może nikt. Amerykanie są tu uprzywilejowani, bo jako mieszkańcy tego dziwnego kontynentu uważają Majów za swoich – ale importowanie tego przekonania do Europy to już siara na poziomie krawata do kołnierzyka na guziczki albo uważania bourbona za jedynie słuszną whiskey.

Jednak do pewnych spraw zawsze warto wracać, wróćmy więc na chwilę do tematu książek – i filmów – poświęconych apokalipsie. Co prawda najbliższy termin już za dwa dni, ale na lekturę masz jeszcze kupę czasu. Spokojnie – świat się nie kończy.

Obóz świętychObóz świętych (Jean Raspail, Le Camp des saints, 1973)

Z perspektywy pisania o apokalipsie „Obóz świętych” to prawdziwe tchórzostwo. Dotyczy on bowiem końca tylko jednego świata: białych chrześcijan, ludzi Zachodu, byłych panów świata, których niemal dosłownie zaleje transport imigrantów z Subkontynentu Indyjskiego. Wiadomo: wizja wyniosła i napuszona, nieznośna dla stu procent lewaków i ledwo strawna dla tych spośród prawaków, którzy niezbyt komfortowo czują się w roli elfa: istoty z natury szlachetnej, ale skazanej na efektowną porażkę. A jednak warto Raspaila poczytać choćby dlatego, że uważa on monarchizm za formę dandyzmu (a to ostatnie słowo, głównie źle rozumiane, przyspiesza bicie serca każdego prawdziwego szarmanta). Poza tym powiedzmy sobie szczerze: jak często możesz poczytać teksty o wykwintnym żariciu i piciu, które wyszły spod pióra francuskiego arystokraty z kilkusetletnim rodowodem?

Ekranizacja: nic, o czym bym wiedział

 

 

Ludzkie dzieciLudzkie dzieci (P.D. James, Children of Men, 1992)

Koniec ludzkości już witał się z gąską, gdy wtem… Od kilkudziesięciu lat samice homo sapiens z niewyjaśnionych, acz raczej metafizycznych przyczyn nie zachodzą w ciążę. WTEM! brzemienna niewiasta jednak się objawia. Ciężarna nastolatka musi być bezpiecznie przetransportowana w miejsce, gdzie będzie mogła powić Nowego Człowieka. Miły, niezbyt hardkorowy klimat postapokaliptycznego społeczeństwa i ciekawe obserwacje autorki, która miała w życiu trochę wspólnego z polityką – była m.in. urzędniczką w Home Office, czyli brytyjskim MSW.

Ekranizacja: Clive Owen to jeden z najprawdziwszych (co do urody) mężczyzn w Hollywood, dlatego filmy z jego udziałem zawsze są warte uwagi. Oraz Michael Caine w roli podstarzałego Johna Lennona (wizja, w której autor Imagine dożywa starości, jest dla mnie sama w sobie nieco apokaliptyczna, ale Caine zawsze spoko).

 

 

Droga Cormac McCarthyDroga (Cormac McCarthy, The Road, 2002)

U Cormaca nie ma miękkiej gry. Nigdy. Jednak świat po apokalipsie to jeden z trudniejszych światów (co wie zapewne każdy, kto grał w niekomputerowe RPG). Trudniejszych chyba także dla pisarza – jak napisać na serio książkę o zagładzie ludzkości, jeśli jest się autorem ocierającym o literackiego Nobla? Życie u Cormaca jest brutalne, ale ma sens i cholernie warto przeczytać nawet książkę o apokalipsie, żeby ten sens poznać.

Ekranizacja: W zasadzie liryczna wizja wędrówki mężczyzny z synem przez niemal opustoszały świat, ale jeśli naprawdę nienawidzisz horrorów, po kilku scenach możesz znienawidzieć i mnie za tę rekomendację.

 

Ostatni brzegOstatni brzeg (Nevil Shute, On the Beach, 1957)

Tymczasem w Australii… już wiadomo, że chmura radioaktywnego pyłu dotrze nad kontynent w najbliższym czasie i że koniec ludzkości jest tylko kwestią czasu. Ale przecież jesteśmy Australijczykami, więc będziemy się do siebie uśmiechać i pożyczać sobie rower do końca świata i o jeden dzień dłużej. Mimo tego wszystkiego możliwe, że to jedna z najsmutniejszych książek świata.

Należała ona do gatunku tych wpływowych, kiedy ukazała się w czasach zimnej wojny. Być może cały program redukcji uzbrojenia strategicznego sporo jej zawdzięcza. My w każdym razie zawdzięczamy jej unikatową koncepcję postapokaliptycznej powieści obyczajowej. Bez zombie, przykro mi.

Ekranizacja: a nawet dwie, ale jedna z nich (1959) zawiera Gregory’ego Pecka i Freda Astaire’a. Zgadzamy się, że tego nie można przegapić?

 

 

Autostopem przez GalaktykęAutostopem przez galaktykę (Douglas Adams, The Hitchhiker’s Guide to the Galaxy, 1979)

Ziemia zostaje w mgnieniu oka zniszczona przez kosmicznych budowniczych transgalaktycznej autostrady właśnie kiedy Artur Dent kończy myć zęby. Ziemianie w zasadzie mogliby się ubiegać o planetę zastępczą, ale widać nie zasługują, skoro ogłoszenie o wyburzeniu wisiało w urzędzie gminy na Alpha Centauri od kilku stuleci, a nikt nawet nie pofatygował się sprawdzić, czy coś w ich sprawie nie wisi na tablicy ogłoszeń.

Jeśli myślisz, że ta wizja to szczyt nonsensu, z pewnością nie wiesz wszystkiego o Douglasie Adamsie, który „Trylogę w pięciu częściach” napisał jako słuchowisko dla radia BBC w późnych latach 70. W kategorii satyr wyśmiewających tragedie ludzkości to właśnie dzieło Adamsa gra w pierwszej lidze z Paragrafem 22 i skeczamy Monty Pythonów o Francuzach.

Ekranizacja: Na szczęście – tak. Na szczęście – dopiero w 2004 roku. W stylistyce iPoda i nostalgii za wczesną MTV. Główny bohater (jedyny rozbitek ze zniszczonej Ziemi) podobno został potem Hobbitem, doktorem Watsonem i Rembrandtem.

 

 

Darwinia RC WilsonDarwinia (Robert Charles Wilson, Darwinia, 1998)

Rok 1912. Europa znika, a w jej miejscu pojawia się pierwotna puszcza. Nie wyrasta, ale właśnie pojawia się: wszystkie gatunki roślin i zwierząt obce są ludzkiej nauce, ale co ciekawsze, pod powierzchnią ziemi kryją się archeologiczne ślady obcej ludziom historii, jakby to, co nagle się pojawiło, było na tym miejscu od zawsze. Do Anglii wracają z kolonii poddani i z trudem karczują dżunglę nad Tamizą, by wznieść od zera Nowy Londyn, a w głąb kontynentu ruszają ekspedycje badawcze.

Polskie wydanie książki w 2000 roku wyprzedziło o kilka lat dyskusję tzw. kreacjonistów z ewolucjonistami, a na dodatek zrobiło to w wielkim stylu. Książka jest mocno nierówna, ale to kawał hard SF, które zostawia po sobie ślad.

Ekranizacja: to byłoby coś. No, chyba, że by nie było. Na przykład sławne rodzeństwo (d. bracia) Wachowscy mogliby wydać trylion dolarów na zepsucie takiego scenariusza.

 

 

BONUS! 28 dni później (reż. Danny Boyle). Unikatowy film. Unikatowy, bo powstał w 2009 roku i nie jest ekranizacją ani sequelem (o ile wiem). Unikatowy, bo będąc filmem o zombiakach, nie pretenduje do miana taniej popularnej komedii. W czasach, kiedy większość horrorów przyjęło zasadę „przez żołądek do serca”, ten stara się tak jakby od drugiej strony – ma coś z głową.

28 dni później

3 odpowiedzi do “Siedem lektur apokalipsy”

  1. „siara na poziomie krawata do kołnierzyka na guziczki”. Taki Pan zawsze był przeciwko z góry ustalonym zasadom, a to klasyczne amerykańskie połączenia w czambuł Pan odrzuca?

    1. Jestem przeciwnikiem wielu – choć na pewno nie wszystkich – zasad dotyczących ubioru, bo są albo przestarzałe, albo brudnym palcem z ucha wygrzebane (czyt. np. opracowane przez zachodnich style bloggerów i łyknięte przez rzeszę ich naśladowców). Jestem też jednak fanem wszelkich osobistych idiosynkrazji oraz maksymy Wilde’a: „Nie lubię zasad, wolę przesądy”.

      To rzekłszy dodam, że znam słownie jednego amerykańskiego ekspatę na wysokim stanowisku w Warszawie i ilekroć widzę go w tassel loafersach (por. wsuw męski kutasowy, https://www.google.pl/search?q=wsuw+m%C4%99ski+kutasowy&sugexp=chrome,mod=13&sourceid=chrome&ie=UTF-8), spodniach w kant na dwie zaszewki do zewnątrz i pod krawatem w koszuli button-down, cieszę się jak małpa do banana.

  2. Lepiej późno niż wcale ;)
    Dziś trafiłem na ten tekst i chciałbym coś dorzucić od siebie.
    Polecam „Przestrzeni,przestrzeni”(„Make room,make room”) niestety zapomniałem kto to napisał. Zekranizowane jako „Zielona pożywka”(„Soylent green”) z Hestonem w roli głównej.
    Mozolna apokalipsa w scenerii NY.Nie wiem czy nie gorsza niż taka jak z Mad Maxa :(

Możliwość komentowania jest wyłączona.