Jak robić lepsze zdjęcia

Im wyższy poziom osiąga technika, tym bardziej jesteśmy niezadowoleni z efektów

Większość ludzi co roku wraca z wakacji święcie przekonana, że dźwiga na kartach pamięci dziesiątki wiekopomnych dzieł. To prawda, że świat jest piękny przez przeziernik aparatu, a nawet gotowe zdjęcia na małych wbudowanych wyświetlaczach wyglądają przeważnie imponująco. Tymczasem po ściągnięciu obrazów na komputer, a nawet wydrukowaniu ich, miny fotoamatorów często rzedną. Jakie poprawki wziąć przed następnym urlopem?

  • Wyłącz tryb auto. Większości ludzi wydaje się, że tryb automatyczny jest zły wtedy, kiedy nie daje dobrych rezultatów. Tymczasem jest po równo zły kiedy prowadzi, jak i kiedy nie prowadzi do dobrych efektów. Jeśli zdjęcie jest dobrze naświetlone i ma ciekawy efekt, ale nie jest to zasługą twoją, tylko wbudowanego w aparat komputera, jak możesz zbierać za nie gratulacje? Spotkałem się niedawno z sytuacją kolegi, któremu przełączenie z trybu ręcznego na automatyczny rozwiązało kwestię niedoświetlonego zdjęcia. Czy zdobył z tego jakieś fotograficzne doświadczenie? Oczywiście, że nie. I nie, nie uważam, że doświadczenie z obsługą aparatu jest wartością samą w sobie, ale jest drogą do prostego zrozumienia zasad, których znajomość sprawi, że poradzisz sobie zawsze – naprawdę zawsze! – kiedy masz ochotę coś sfotografować.
  • Lampa jest dobra, kiedy jest nie na miejscu. Poprzednia zasada dotyczy w szczególności lampy. Można np. jej używać w wakacyjnej słonecznej żarówie – wtedy, nawet jeśli nie pomoże, to nie bardzo ma jak zaszkodzić. W ciemności lampa wbudowana w aparat nie potrafi nic oprócz rzucania brzydkiego cienia, który psuje każde zdjęcie, a jeśli twój aparat dodatkowo (sam, oczywiście) ustawi parametry do fotografii z lampą, na zdjęcie nie załapie się drugi ani trzeci plan (w uproszczeniu: chodzi o zbytnie skrócenie czasu migawki). Rozwiązaniem jest oczywiście fotografowanie w trybie nocnym, które faktycznie czasem się sprawdza, o ile przyzwyczaiłeś się do pewnych rozmazań. A jeśli się nie przyzwyczaiłeś – skorzystaj z rady „zmień poetykę” niżej w tym artykule.
  • Kup (trochę) lepszy (niż najtańsze) aparat. Mamy już chyba za sobą wojnę na megapiksele, a wojna – jak to wojna – zostawiła za sobą jałową ziemię. A konkretniej – mózgi konsumentów wyjałowione informacją, że mało megapikseli to źle, a dużo to dobrze. To prawda, ale częściowo. A więcej prawdy to tyle, że z 8-10 mpx można wydrukować i zdjęcie na całą stronę czasopisma, i billboard, zaś lepsze wyniki – znów, w uproszczeniu – dają aparaty z dużą matrycą. Co z tego, że masz 10 milionów punkcików do rejestrowania światła, skoro są upchane jak pasażerowie podmiejskiego w godzinach szczytu?
    Drugim elementem, który poważnie wpływa na jakość zdjęć (i cenę aparatu) jest obiektyw – szkło optyczne jest naprawdę drogie, a najlepsze efekty daje, jeśli obraz pobierany jest ze środka soczewki, bo na bokach pojawia się więcej niepożądanych załamań światła. Wniosek?  Kiedy chodzi o obiektywy, wielkość ma znaczenie.
    Obejrzyj aparat, sprawdź jak leży w ręku, a kiedy masz wybór między dwoma – weź ten z większą matrycą (wielkość powinna być określona w specyfikacji technicznej). Zrób kilka zdjęć testowych w słabym świetle, ale nie kieruj się opiniami anonimów w sieci. Anonimy są po to, żeby gadać bzdury o wszystkim i na każdy temat – poczytaj, jak ludzie wymieniają się opiniami o lekarzach na specjalnych do tego serwisach, żeby nabrać zdrowego dystansu do tego typu stron z ocenami.
    Aha, a jeśli masz ochotę kupić naprawdę malutki aparat – prawdopodobnie mają rację ci od reklamy, co mówią, że potrzebujesz aparatu w komórce. Łatwiej go mieć zawsze przy sobie i łatwiej usprawiedliwić przed sobą zakup telefonu za dwa tysiące, jeśli przy okazji oszczędzasz kilka stów na aparacie. A różnica w jakości zdjęć? Być może jakaś jest, ale nic, o czym by warto rozmawiać.
  • Poszukaj statywu. Ostatnie lata dały ludzkości wiele przełomowych odkryć, z których potrafię wymienić tylko jedno: małe giętkie statywy stworzone z myślą o lekkich aparatach. Cóż, jakoś nie widzę, by ludzkość przyjęła je owacjami – sprzedają się, ale rzadko kiedy widać je w użyciu. Dobry statyw do „cyfry z silniczkiem” to każda poręcz albo słup, do którego możesz ją na chwilę przycisnąć albo choćby naprężony pasek przełożony przez szyję.
  • Pogódź się ze światłem. Nie bardzo lubię zaczynać zdania od słów „żyjemy w czasach, kiedy…”. Niestety, żyjemy w czasach, w jakich żyjemy i choć da się o nich powiedzieć z pewnością coś dobrego, to jednak postęp technologiczny sprawił, że ludziom się nieco w dupach poprzewracało, a fotografia jest świetnym tego dowodem.
    Czas naświetlania w okolicy kwadransa i dziesięciokilogramowy aparat. Opowiedz nam teraz o tym, jak sprzęt ogranicza cię w robieniu zdjęć

    O co cho? Już wyjaśniamy. To, co w wypadku klisz fotograficznych nazywało się czułością, jest dzisiaj, w odniesieniu do elektronicznych matryc, określane po prostu jako ISO. I oczywiście te dwa pojęcia znaczą trochę co innego, ale w sumie jeden i drugi parametr odpowiada za ten sam efekt i, co ważniejsze dla naszego argumentu, wyrażany jest w tej samej jednostce.
    Tylko że kiedyś standardową czułością było 50, „setka” to był film wysokoczuły, a kiedy na rynku pojawiły się „czterysetki”, wielu fotografów czuło się pewnie jak ktoś, kto właśnie odkrył staniki rozpinane z przodu. Tymczasem dziś jednym kneflem możesz przełączyć (na jedną klatkę, a nie – jak kiedyś zmieniać cały film) ISO na 1600 albo i lepiej, dzięki czemu… coraz częściej słychać jojczenie, że ten gówniany aparat nie potrafi (sic!) czegoś sfotografować!
    Dorośnij. Kiedy nie ma światła, zdjęcia nie wychodzą. Naprawdę potrzebujesz złowić tę klatkę? Obejrzałeś chociaż dwa razy swoje fotki po powrocie z wakacji i zgraniu ich na komputer? Może lepiej poćwiczyć zachowywanie wspomnień pod powiekami?

  • Zmień poetykę. Dobre zdjęcia to nie takie, w których każdy detal jest widoczny, a nic nie jest prześwietlone. Dobre zdjęcia to takie, które zatrzymują emocje, o których możesz potem opowiedzieć na bazie fotografii lub samemu te emocje przywołać, kiedy zajdzie potrzeba. Zbyt idealne, wylizane obrazki wyglądają czasem jak ze stocka, czyli agencji fotograficznej zdjęć na każdą okazję, a stockowe zdjęcia mają się tak do fotografii jak harlequiny do literatury. „Zmień poetykę” oznacza: pogódź się z tym, że na zdjęciu czegoś nie widać, coś się może przepaliło, albo coś lekko poruszyło. Pogódź się z szumami i całym tym szajsem, z brzydkimi autami na malowniczych ulicach. Nie uwierzysz, ile zdjęć z kanonu najważniejszych fotografii świata jest obarczonych błędem naświetlenia albo zwyczajnie poruszonych. Ale to właśnie w tych zdjęciach jest Moc!
  • Fotografuj ludzi. Dużo ludzi. Ludzie kochają oglądać ludzi – gdyby tak nie było, plakaty reklamowe i okładki kolorowych czasopism przedstawiałyby co innego. Unikaj strażackich fotek – ludzie w pozycji na baczność przeważnie nie wiedzą, co zrobić z rękami, a ich kontrapost pozostawia nieco do życzenia – ale poza tym staraj się mieć ludzi na zdjęciu.
  • Fotografuj też cycki, jeśli koleżanki ci pozwalają. Nawiasem mówiąc, amatorskie akty wyglądają przy profesjonalnych dość nieporadnie, ale skoro Quentin Tarrantino potrafił przekształcić kino akcji klasy B w nurt współczesnej kinematografii, to i goła dupa na tapczanie może aspirować do galerii.
  • Zostań hipsterę. Interesują cię megapiksele? Mój ulubiony aparat robi zdjęcia o rozdzielczości dokładnie 297,3 megapikseli, a cały system (z czterema świetnymi japońskimi szkłami) kosztował tyle, co nikon ze średniej-wyższej półki. Jak to możliwe? To rozdzielczość klatki filmu średnioformatowego zeskanowanego na naprawdę dobrym skanerze, który zresztą jest w całej imprezie najdroższy.
    Analogowy sprzęt jest cały czas na tyle modny, by nie bać się o jego najbliższą przyszłość, a jednocześnie na tyle odchodzi do lamusa, by można było kupić względnie tanio dobry aparat i akcesoria. Mało tego – jeśli masz już obiektywy od jakiejś cyfrowej lustrzanki, prawdopodobnie możesz uzupełnić system o aparat, który będzie korzystał z tych samych szkieł. Kiedy już to zrobisz, szybko odkryjesz, że fotografia cyfrowa – parafrazując znany aforyzm Kisiela – rozwiązuje powoli wszystkie problemy, które sama sobie wcześniej stworzyła.

Czy to dużo przykazań? Czy opanowanie tych zasad wymaga włożenia wysiłku? Cóż, musisz pamiętać, że – jak głosi nieludowa mądrość – nie było na świecie i nie będzie wynalazku, który oszczędziłby człowiekowi choć minutę czasu. No, może kiedy wynajdą pilota do sterowania chmurami, fotografia wreszcie stanie się mniej wymagająca.

17 odpowiedzi do “Jak robić lepsze zdjęcia”

  1. Zapomniałeś o jednym punkcie który z grubsza brzmi „zamiast pstrykać bez sensu, zacznij myśleć co właściwie chcesz pokazać na zdjęciu”.

    1. Zakup analoga rozwiązuje ten problem. Kiedy masz 10 czy 12 klatek na całym filmie to zaczynasz się zastanawiać nad każdym zdjęciem.

  2. Moje propozycje dodatkowych przykazań:

    1. Oglądaj dużo zdjęć innych ludzi, zwłaszcza dobrych. Nie chodzi tu tylko o szukanie inspiracji (tudzież materiału do popełnienia plagiatu), ale wyrobienie sobie gustu i patrzenia fotograficznego. To trochę jak z ubieraniem się – jak sam napisałeś w tekście o Pitti Uomo, warto oglądać zdjęcia zeń by uświadomić sobie „że tak można”. Jeżeli fotografii można się nauczyć z książek, to tylko z albumów klasyków, nie z „podręczników”, pod którymi uginają się półki w Empikach.

    2. Warto mieć aparat zawsze przy sobie, ale nawet jeżeli nie traktujesz fotografii aż tak poważnie, staraj się patrzeć fotograficznie: jeżeli widzisz ciekawą sytuację, zrób jej zdjęcie w myślach, zastanów się jak byś kadrował i jak to zdjęcie wyglądałoby na papierze.

    3. No właśnie, na papierze. Zdjęcia naprawdę inaczej wyglądają wywołane jako odbitki, niż na monitorze. Ponadto łatwiej je przeglądać i archiwizować (serio).

    4. Fotografia to nie górnictwo, tu nie chodzi o to, żeby wyrobić jakąś normę. Jeżeli wybierasz się w jakieś fotogeniczne miejsce, nie nastawiaj się żeby przywieźć X dobrych zdjęć. Jedno, ale dobrze oddające atmosferę tego miejsca, w zupełności wystarczy. Amerykański fotograf Harry Callahan (zbieżność nazwisk przypadkowa) zadowalał się 2 dobrymi zdjęciami rocznie (a robił tysiące).

    Nie zgodzę się z kolegami, że trzeba robić mniej zdjęć tego samego tematu, wybierać fotografie zanim się je zrobi. Myślenie, że w „analogowych” czasach tak się robiło i jest to klucz do robienia lepszych zdjęć, jest podobne do myślenia, że przed wojną w Polsce wszyscy chodzili w garniturach na miarę. Czasami są okazję by zobaczyć stykówki (plansze z miniaturami wszystkich kadrów z rolki filmu) tuzów fotografii – okazuje się, że wypstrykiwali całe rolki filmów robiąc, nieznacznie różniące się ujęcia tego samego tematu. (Np. http://www.youtube.com/watch?v=TJjlou-dUYo) To po prostu specyficzny styl pracy, jeżeli komuś bardziej odpowiada, to go wybiera. Ostatecznie ważny jest rezultat w postaci zrobienia dobrego zdjęcia, nie sposób, w jaki się to zdjęcie uzyskało.

    1. Jasne, że zawodowi fotografowie robili na filmie tyle samo albo niewiele mniej, niż robią teraz. Ale przyznasz, że szybkostrzelność aparatów i darmowość robienia kolejnych klatek powoduje, że dziś każdy robi za dużo? Z Chorwacji nie przywiózłbym więcej niż 10-15 rolek filmu gdybym żył w analogowych czasach. Przywiozłem ich 1200, z czego 1150 na cyfrze z silniczkiem. Oczywiście robiły te zdjęcia dwie osoby, dużo to próba uchwycenia dziecka, które nie pozuje przecież ani nie reaguje na komendę „freeze”, trochę robiliśmy fotobloga rzeczy, które jedliśmy, dokumentowałem typografię neonów, ciekawe egzemplarze Zastavy, a jednocześnie realizowałem się jako pejzażysta i korciły mnie „Przygody plastyczne fotografii”. Ale i tak stoję przed koniecznością usunięcia połowy zdjęć ze względu na to, że nic na nich nie widać albo są zupełnie nieudane, później 90% pozostałych, bo powyżej stu nawet sam tego nie obejrzę, a potem wybrania 30 do pokazywania znajomym. I teraz clou: przyjaciele, też rodzina 2+1, z którymi byliśmy, ma dokładnie to samo, z tym że oni nie robili na analogu, a ja miałem moją c330. Mamy więc 2,5 tys. klatek, z którymi nie wiadomo co zrobić i 50 moich slajdów, które – szczerze mówiąc – mi by wystarczyły za całą „dokumentację” wakacji. A ta ilość danych tworzy tylko biały szum, z którego trudno wyłowić informację.

      1. „Czasami są okazję by zobaczyć stykówki (plansze z miniaturami wszystkich kadrów z rolki filmu) tuzów fotografii – okazuje się, że wypstrykiwali całe rolki filmów robiąc, nieznacznie różniące się ujęcia tego samego tematu.”

        Jasne, ale robienie 300 podobnych ujęć żeby potem wybrać jedno najlepsze to jednak coś innego niż robienie 300 z których żadne nie jest choćby przyzwoite bo wszystkie były robione zupełnie bez sensu (myślę o takich na których widać czyjś nos, trochę nieba, żonę przeżuwającą kotlet, ucięty zabytkowy pałac i sprzedawcę parasoli na 3 planie). Tak wygląda wiele wakacyjnych zdjęć.

  3. Kiedyś zrobiłem przegląd kilkunastu tysięcy cyfrowych zdjęć które do tej pory zrobiłem, po to by wybrać takie do wydrukowania i oprawienia w ramki. Postanowiłem sobie mianowicie, że będę przyjaciołom dawał swoje zdjęcia zamiast kolejnych płyt CD/DVD albo durnostojek na regały. Powstał z tego folder „Na_sciane”, w którym fotografii potencjalnie nadających się do wydrukowania jest kilkadziesiąt. Jak do tej pory wydrukowałem, oprawiłem i podarowałem może z dziesięć ujęć, każde po 2-3 razy.

    Kiedy robiłem ten przegląd, zadawałem sobie za każdym razem pytanie: czy powiesiłbym to zdjęcie w ramce na ścianie w moim pokoju? Odpowiedź „nie” padała w 99,99% przypadków.

    1. Bardzo dobre kryterium, pozwala nabrać dystansu do własnych dzieł. Inna sprawa, że trudno być krytykiem własnej twórczości i nie wiem, czy większość ludzi jest dla siebie zbyt surowa, czy zbyt łagodna. Ja zauważam, że bywam zbyt surowy (albo wszyscy dookoła mnie są nazbyt życzliwi, czego jednak nie podejrzewam).

  4. 1. 8-10 milionów pixeli nie wystarczy na billboard. Na zdjęcie 10-15cm w sam raz.

    2. Co to jest „hipsterę”?

    3. Aparaty z wymienną optyką to dobre rozwiązanie, ale nie jest tak jak piszesz, że szkła od lustrzanki będą do nich pasować. Producenci lustrzanek nie robią kompaktów z wymiennymi obiektywami. Producenci kompaktów z wymienną optyką nie robią lustrzanek. Tzn. przez przejściówkę będą działać, ale bez cyfrowych funkcjonalności jak autofocus.

    Wspomniane przez Ciebie aparaty z wymienną optyką (może poza Pentaxem Q) mają dużo większe matryce niż standardowy kompakt dlatego jeśli ktoś potrzebuje czegoś lekkiego co zastąpi lustrzankę to rzeczywiście jest to dobre rozwiązanie. Noszenie lustrzanki zawsze przy sobie jest dobre dla tych co zarabiją na chleb w ten sposób.

    1. 1. 8-10 milionów pixeli nie wystarczy na billboard.

      300 cm to jakieś 118 cali, a 2600 px/118 cali daje ponad 20 px/cal.

      „The resolution of a billboard-sized photograph is often only 10 to 20 ppi.
      The resolution doesn’t need to be higher because the viewer is so far away from the photograph.” – pierwszy z brzegu link, http://www.photokaboom.com/photography/learn/printing/resolution/1_which_resolution_print_size_viewing_distance.htm

      2. Co to jest „hipsterę”?

      Kolejny pierwszy z brzegu link :) http://pl.memgenerator.pl/mem-image/jeste-hipstere-pl-ffffff-2

      3. Aparaty z wymienną optyką to dobre rozwiązanie, ale nie jest tak jak piszesz, że szkła od lustrzanki będą do nich pasować. Producenci lustrzanek nie robią kompaktów z wymiennymi obiektywami. Producenci kompaktów z wymienną optyką nie robią lustrzanek.

      Nie przypominam sobie, żebym cokolwiek pisał o kompaktach z wymienną optyką, bo w ogóle o nich nie myślałem podczas pisania. Ale jeśli masz korpus analogowy i cyfrowy Nikona albo Canona (albo Pentaksa czy kilku innych firm), obiektywy powinny być w pełni albo w zadowalającym stopniu kompatybilne.

      1. 1. Nie uwzględniłem odległości odbiorcy. Rzeczywiście w przypadku billboardów nie ogląda się ich z bliska, więc jakość może być słaba. Ale jednak wydaje mi się, że 20ppi raczej będzie wyglądać tragicznie nawet z 5 metrów. Jednak co zwykłego usera obchodzą billboardy? Dla niego ważna jest jakość zdjęcia oglądanego z ręki. I tu przy większych wydrukach będzie to wyglądać słabo.

        3. Efekty pobieżnego czytania. Gdzieś zgubiłem zdanie o analogach, a zakodowałem propozycję przepinania obiektywów między aparatami. Po prostu zdekoncentrowałeś mnie tym „hipsterę” :) Ja raczej odwrotnie – używam obiektywów analogowych do lustrzanki. Szczególnie przy zdjęciach makro efekty są wspaniałe.

        Nie wiem czy to dla Ciebie komplement czy obelga, ale artykuł rzeczywiście – jak już ktoś wspominał – jest pisany w stylu starego Playboya.

        1. Ja też dogmatycznie nie mówię o billboardach i megapikselach, bo zdaję sobie sprawę, że raczej mało kto się na nie nastawia – może nie powinienem się tłumaczyć z warsztatu, ale to była raczej figura retoryczna. Choć myślę, że każdemu może się zdarzyć fota, którą „a nuż” da się spieniężyć w tej postaci.

          Analogowe szkła do makro są super głównie dlatego, że obiekty wymagające makro rzadko uciekają – chyba, że są to muszki na leżącej na parapecie cytrynie :)

          I tak, o Playboyu to jest komplement, o ile mowa o Playboyu Raczka. Zresztą teraz w tej gazecie przemeblowanie, więc może nowe będzie oznaczać lepsze? Wydawca zapowiada przemeblowanie, zresztą ma jeszcze w portfolio CKM, z którym nobliwemu Playboyowi trudno się rozpychać łokciami.

Możliwość komentowania jest wyłączona.