Jak nosić szalik

Przed nami pół roku owijania się w – ba! – wełnę

Tak oto nastały chłody, czas, kiedy chłopcy jak trusie przemykają ulicami przygarbieni, żeby nie wpuścić pod szyję powiewów chłodu albo owijają się warstwami szali tak grubych, że zasłaniają wszystko od nosa po splot słoneczny włącznie, co w połączeniu z bezradnymi męskimi nóżkami wygląda jak projekt autorstwa Władimira Tatlina, który znowu coś przyćpał przy desce kreślarskiej.

Mężczyźni w tym czasie chodzą dumnie wyprostowani, przyjmując na klatę lodowate powiewy bo raz, że nic tak nie sezonuje twarzy jak chłodny podmuch wiatru, a dwa, że to właśnie wyprostowana postawa nakreśla tę cienką granicę między Nami a Nimi.

Modelka od Dunikowskiego Olga Boznańska prezentuje jak się przeziębić

Oczywiście najlepszą pomocą w niekuleniu się z zimna jest skuteczne ubranie, a clou jesiennego przyodziewku to szalik. Coraz więcej mężczyzn na polskich ulicach oswaja fakt, że zwykłe zaplatanie go wokół szyi rzadko kiedy wygląda dobrze (choć warto się starać) i wybiera przeplatanie luźnych końcówek przez pętelkę. W tej sytuacji uciekamy do przodu: oto przegląd tego, co można zrobić ze zwykłym paskiem materiału, a przy okazji nie wyglądać jak pstrokaty pajac.

Jak już wyżej wspomniałem, pojedynczy oplot daje olbrzymie możliwości wyglądania jak chłopczyk ubrany przez mamę. Jednocześnie ma jednak tę zaletę, że stosowali go wielcy: poeta Fikander oraz Harry Potter, obaj w swym chłopięcym image’u nieodparcie uroczy. Aby szalik w ten sposób dobrze się nosił, zadbaj, by babcia zrobiła ci na drutach długaśny i mięsisty wełniany szal w kolorach którejś z renomowanych angielskich szkół średnich, najlepiej Hogwartu.

Znany dandys Stanisław Wyspiański z marsową miną i kotwicą u szyi

Podwójny oplot, dziura pod szyją i dwa dzyndzle z przodu. Krótkie – źle, długie – też źle. Szkoda gadać.

Od węzła kotwicznego zaczyna się właściwa filozofia. Nazwa kotwiczny jest oczywiście mocno umowna – prawdziwa sztuka zawiązania tego węzła w żeglarstwie polega na przewleczeniu i zasupłaniu wokół ucha kotwicy liny, na której drugim końcu znajduje się no, tego… okręt. Albo chociaż jacht. A tu mamy tylko palik szyi i dwa luźne końce, więc po prostu przewlekamy je przez pętlę utworzoną przez złożenie szalika w pół. Po namyśle trudno to jednak nazwać filozofią, ale niech już tak zostanie: wygląda na chociaż nieco skomplikowany. Pamiętaj: to nie tak, że ludzie ze skomplikowanymi węzłami na szalikach wyglądają na bardziej skomplikowanych, więc nie obiecuj sobie za dużo. Jest to przy okazji szalikowy odpowiednik szarej marynarki albo błękitnej koszuli ze średnio rozwartym kołnierzykiem: pasuje absolutnie do (prawie) wszystkiego.

Klemens Janicki zdołał założyć szalik przez głowę bez psucia fryzury – potęga spiżu

Wyblinka. Kolejny marynistyczny akcent pod szyją. Bodaj apogeum tego, co można osiągnąć z szalikiem (jeśli należysz do grona ludzi równie dziwacznych – by nie rzec nic gorszego – że w ogóle myślisz o tym, co można osiągnąć z szalikiem). Wygląda na superskomplikowany, więc cały efekt osiągasz nonszalancją, z jaką jednym niezauważalnym ruchem wiążesz go pod szyją. Wyblinkę w żeglarstwie stosuje się do mocowania luźnego końca liny na czymś podłużnym (ale rzadko na szyi), tak, by węzeł tym bardziej trzymał, im bardziej się go ciągnie. Jeśli tym czymś podłużnym jest poler do cumowania łajby, zawiązać jest bardzo łatwo: robisz dwie pętelki w przeciwnych kierunkach liny, nakładasz na siebie (nie da się tego wytłumaczyć jaśniej bez obrazka) i zakładasz od góry na pachołek. Od biedy ten numer może wyjść z szalikiem, jeśli jest on bardzo długi, ale jeśli nie jest, wyglądasz dziwacznie, wyginasz się na wszystkie strony, pocisz, a później i tak burzysz fryzurę przeciągając za ciasne pętelki przez głowę. Dlatego musisz się nauczyć wiązać go bezpośrednio na szyi…

Jarosław Dąbrowski sam nie potrafi w prostych słowach wytłumaczyć zasady wiązania tego węzła

…albo zmienić węzeł na jeszcze ciekawszy i, prawdę mówiąc, rzadszy – kotwiczny z twistem. O ile wyblinkę da się zauważyć – kilka razy w sezonie, ale jednak, o tyle kotwicznego z twistem (tak go sobie nazwałem) to misterna plecionka, której na ulicy nie widziałem bodaj nigdy – choć po prawdzie takie przeoczenie nie byłoby dla mnie niczym szczególnym. By osiągnąć ten węzeł zakładasz na szyję złożony w pół szalik (jak do kotwicznego), przewlekasz tylko jeden koniec przez pętlę, a drugi przewlekasz dopiero po wcześniejszym skręceniu pętli o 180 stopni (to właśnie jest ten twist). Voila! Jest pięknie i z nonszalancją – wszystkie laski twoje (chyba, że poza fajnym węzłem na szaliku jesteś paskudnie brzydki i niezbyt wygadany).

Mikołaj Rej z racji wieku nosi się nieco zachowawczo

Pseudofular. Wiesz, o co chodzi. Oplatasz szalik dwa razy pod szyją, a to co zostaje z przodu wiążesz wysoko na podgardlu. Klasssa. Tak szalik wiązała ci mama, żebyś broń Boże się nie przeziębił w drodze na religię do salki katechetycznej (pamięta ktoś tu jeszcze te czasy?). A serio – to może fajnie wyglądać na szaliczuńkach faktycznie przypominających materiałem fular. No i przynajmniej nie są one fularem, a to zawsze jakiś plus. Ale na wełnianych albo „wełnianych”, mięsistych, płaskich i ciężkich szalikach wypełnia podgardle i, opadając sztywno pionowo, wygląda, jakbyś upozował się na hieratyczne egipskie bóstwo. Albo zawiązał pod szyją stułę, jeśli pogańskie metafory cię brzydzą.

Trudno sprawić, by szalik zawiązany jak krawat nie dominował twarzy… chyba, że się nosi kołnierzyk vatermorder z brązu

Four-in-hand czyli prosty węzeł krawata. Może się sprawdzić, ale wcale nie musi. Może zwłaszcza jeśli masz wielką głowę, która, co by się nie działo, zdominuje i tak wielki i bardzo wyraźy węzeł. Ale jeśli masz wielki łeb, polecam raczej inne sposoby dawania tego do zrozumienia innym: udział w teleturnieju albo doktorat na MIT wydają się całkiem ciekawymi alternatywami.

Na który z węzłów byś się nie zdecydował – musisz zawsze przestrzegać jednej reguły. Nigdy i pod żadnym pozorem nie przyznawaj się przed ludźmi, że sposób wiązania szalika jest tematem, któremu poświęcasz choćby minimum uwagi. Właśnie po to ja – cierpiętniczo – prowadzę ten blog: żebyś ty już nie musiał publicznie obnażać faktu, że tego nie wysysa się z mlekiem matki.

Redakcja uprzejmie dziękuje władzom i personelowi Królikarni – muzeum rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego za nieinterwencjowanie w trakcie podejrzanych praktyk na eksponatach.

3 odpowiedzi do “Jak nosić szalik”

  1. bomba, kotwiczny z twistem jest moim ulubionym.
    wiązaniu na harego mówimy dość;)

Możliwość komentowania jest wyłączona.