7 rzeczy, które można robić z książką

Jeśli wydaje ci się, że to staromodne, jednofukncyjne urządzenia – przeczytaj koniecznie

Książki służą oczywiście do bicia ludzi po głowach, głównie w sensie metaforycznym: jeśli nie czytasz prawdziwych, papierowych książek, to jesteś tuman. Bo, jak mówił Kłapouchy, litera A oznacza Naukę, Wykształcenie i Wszystkie Te Rzeczy, o których Puchatek i Prosiaczek nie mają pojęcia.

Sprostujmy więc na wstępie: zła książka jest gorsza niż dobra gra komputerowa, gorsza niż średni film albo przyzwoity komiks. Nie chodzi o medium. Oczywiście, jest więcej wartościowych książek niż wartościowych filmów, dużo więcej – niż wartościowych komiksów i o niebo więcej niż wartościowych gier komputerowych. No ale książka ma też kilka tysięcy lat forów, delikatnie mówiąc. Więc zostańmy przy tym: jesteśmy tu w gronie mężczyzn lubiących staromodne symbole. Co zatem można robić z książką?

 

  1. Robić zakładki, fiszki, a nawet podkreślenia

Jasne, że nie mówimy tutaj o wertowaniu jakichś, czasem strasznie nudnych, knig z myślą o egzaminie. Ale jednak, przyznajmy się przed sobą szczerze: pamięć ludzka ułomną jest. I pół biedy jeśli zupełnie zapomnisz i nawet zapomnisz że zapomniałeś. Gorzej, jeśli jest jakiś fragment książki, który strasznie swędzi w głowę i nie wiadomo dokładnie, gdzie go szukać.

W takich sytuacjach dobrze pamiętać, że – wbrew obowiązującej kiedyś propagandzie – książki (własne oczywiście) należy niszczyć, w znaczeniu: personalizować. Podkreślać, dopisywać, wykreślać itp. – choć oczywiście należy to robić ołówkiem. Zaginanie rogów kartek w charakterze zakładki było może kiedyś oznaką barbarzyństwa – w czasach, kiedy barbarzyńców poznawało się po tym, jak traktują książki. Dziś nawet brak papierowych książek nie musi świadczyć o intelektualnym barbarzyństwie, więc dajmy sobie spokój. Zagięty róg książki świadczy przeważnie o tym, że nie miałeś czym zrobić zakładki. Znaczy – czytasz w autobusie albo w kawiarni. Za to szacunek zamiast pogardy.

  1. Okładać je w papier

Przyznam bezwstydnie, że skreślam te parę słów pod wpływem widoku z tramwaju, w którym spotkałem współpasażerkę czytającą z książką malowniczo obłożoną w jakiś wielkoformatowy plan… czegoś. Kanalizacji, komunikacji albo innej gentryfikacji, nie wiem. I naprawdę w duchu załkałem, zdawszy sobie sprawę, że ludzi okładających ad hoc książki tylko po to, by ich nie zniszczyć, prawie sie dziś nie spotyka. Co oczywiście nie przekreśla, że książki należy niszczyć przez używanie – co wyraziłem powyżej. Ale tak czy siak – zobaczcie:

 

  1. Słuchać

Bo czas to oczywiście towar deficytowy, a większość z nas i tak wypala sobie oczy przy komputerze. A także dlatego, że aktor interpretujący literaturę, czyli – w założeniu – wzorcowo interpretujący wzorcowy język, jest… nie, nie wzorcowy. Jest naprawdę czymś, w czym mozna się rozsmakować. To znaczy, no, khm. W sytuacji, nie w autorze.

  1. Wolno czytać

W latach 90-tych, kiedy wszystko musiało być na maksa i z sukcesem i z przyszłością, była taka moda na uczenie dzieci szybkiego czytania. Chyba nawet dalej trochę jest, biznes – moja znajoma się o niego otarła – funkcjonuje trochę na zasadzie piramidy finansowej, tylko zamiast sprzedawania jakichś polisolokat są te kursy szybkiego czytania i zapamiętywania. I, oczywiście, dobrze podsumował to Woody Allen: I tried speed reading Anna Karenina. It is about Russia, ale wytłumaczmy tę myśl na poważnie, dla porządku: szybkie czytanie może i służy zapamiętywaniu faktów, ale książek nie czyta się dla faktów. Jeśli chcesz szybko przeczytać kryminał, możesz równie dobrze sprawdzić kto zabił – literatura, i to nie tylko piękna, jest po to, żeby ją czytać. W sensie – doświadczać procesu. Myślę, że szybkie czytanie dobrej literatury byłoby dodatkowo rozczarowujące, bo pokazywałoby, że czasem w dobrej książce jest bardzo mało faktów do zapamiętania. Weź 400 stron Obok Julii Eustachego Rylskiego albo, jeszcze lepiej, Smugę cienia Conrada: gość dostaje nominację na kapitana jako młody człowiek, okrętuje się na swój statek, ma płynąć, ale wiatr zdycha a na pokładzie prawie wszyscy mają malarię. Gratulacje, właśnie przeczytałeś szybko 130 ze 145 stron tej noweli. Oszczędziłem ci zakończenia, w razie gdybyś nie pamiętał i miał ochotę przeczytać ją jeszcze raz, ale, do cholery, to nie jest literatura gatunkowa z suspensem, więc głupi by się nie domyślił, że wiatr w końcu się zrywa, a załoga dociera do Bangkoku.

  1. Nosić pod pachą

Bo kobiety lubią u mężczyzn myślenie, mężczyźni boją się myślenia u innych mężczyzn, a czytanie książek jest tego myślenia dobitnym wyrazem. Dlatego noś ze sobą książkę tak jak nosisz brodę albo krawat albo złoty zegarek, bo w istocie jedno i drugie i trzecie nosisz z tych samych dwóch powodów: żeby dominować innych samców i zjednywać sobie samice. Tyle tylko, że zegarek i krawat można wybrać kierując się ceną, a książek jakoś nie bardzo, więc musisz się bardziej postarać. Warto.

  1. Dekorować nimi dom

Z analogicznych powodów. Pisałem już o tym kiedyś i kiedyś jeszcze napiszę: książki są jak obrazy, tylko bardziej. Są jednocześnie wyrazem gustu, językiem, którym mówisz o sobie, tematem do konwersacji na przyjęciach, dekoracją ściany, a nawet pomagają zlikwidować nieprzyjemny pogłos.

I możesz nazwać mnie pozerem, jeśli chcesz – a teraz wyobraź sobie podtatusiałego fotoamatora, który na pięćdziesiątkę dostał profesjonalny aparat fotograficzny i robi nim zdjęcia nad morzem i na nartach. I wyobraź sobie taki sam aparat należący do fotoreportera, który zjeździł z tym aparatem piętnaście wojen, osiem kataklizmów i jeszcze kilka równie reporterskich iwentów. Który z tych aparatów będzie traktowany instrumentalnie, zmęczony życiem i zmodyfikowany na tysiące sposobów? I jak to świadczy o ich użytkownikach? Książkom należy się szacunek jak narzędziom pracy. Ci, którzy szanują je jak jakieś mzimu, wyznają raczej specyficzny kult cargo.

  1. Oddawać na makulaturę

I właśnie dlatego wyrzucanie książek nie ma w sobie nic z profanacji i można to zrobić. Książka jest tylko nośnikiem tekstu. Oczywiście, niektóre książki są też nośnikami idei, zresztą idee te też podlegają ocenom. Możesz mieć więc Krótką historię czasu Hawkinga, ale możesz mieć też Dzieła Wszystkie Lenina, które – ze względu na nakład – nie mają nawet wartości antykwarycznej. Możesz też mieć wydanie Sam naprawiam samochód osobowy fiat 125p, która raczej też nie znajdzie nabywcy, więc kiedy już upewnisz się na aukcji internetowej, możesz bez wyrzutów sumienia zmielić ją na paczkę srajtaśmy. Oczywiście jeśli postawisz stosik książek koło śmietnika, jak gołębie do suchego chleba zlecą się do niego humanistki-intelektualistki w powłóczystych spódnicach, chlipiące nad losem książek do swojego sojowego latte, i nazwą cię barbarzyńcą. Pamiętaj więc, że ważna jest nie tylko ocena, ale przede wszsytkim to, kto ocenia.